X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Życie, opowieść idioty- Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Życie, opowieść idioty- Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 26 lipca 2015

Awinion, największy teatr świata. Samo południe. Biją dzwony kościoła pod wezwaniem Wcielonego Słowa. W ogrodzie Ceccano, w cieniu drzewek oliwnych zebrał się „demos”. Ujawniają się agitatorzy, zawodowcy i amatorzy, którzy podejmują publiczny dialog. To inscenizacja „Republiki” Platona. Utopijna myśl sprzed 2,5 tys. lat szuka efektownego słowa, by wydobyć się z labiryntu przeszłości i uwspółcześniona na nowo zabłysnąć retoryką o polityce natchnionej przez filozofów, o rewolucji, o idealnym państwie zbudowanym na idei dobra i sprawiedliwości. Tak jest od pierwszego dnia festiwalu i tak będzie do jego końca, mimo że sam Platon nie za bardzo lubił teatr.


Mały zamknięty świat oparty na utopii próbuje stworzyć grupa młodych ludzi kontestująca obowiązujące normy, mentalność i styl życia przez udawanie tytułowych „Idiotów” w sztuce wystawionej przez rosyjską trupę na podstawie filmu Larsa von Triera. Akcję przeniesiono z Kopenhagi do Moskwy, gdzie testowanie tolerancji innych musiało skończyć się źle. Rosyjscy „idioci” zaryzykowali konfrontację z systemem Putina, który odebrał ich jako groźnych dysydentów szykujących niebezpieczną prowokację wymieszania fałszywych i prawdziwych idiotów, eksperymentujących z uzewnętrznieniem „wewnętrznego idioty”, jakiego każdy nosi w sobie. Ten akt kontestacji nie mógł przeżyć finału, dość kontrowersyjnego, bo z dziećmi z zespołem Downa tańczącymi na scenie.

– Życie to jest opowieść idioty, pełna wrzasku i wzniosłości, nic nie znacząca. To to już słowa najczęściej cytowanego pisarza świata, dramaturga wszech czasów, Szekspira, tak doskonale rewitalizowanego w Awinionie, że stał się supergwiazdą, przeszłością bez krzty anachronizmu odnajdującą się w każdej teraźniejszości. Kilkanaście jego sztuk znalazło się na festiwalowym afiszu, w tym trzy w głównym przeglądzie „In” – „Antoniusz i Kleopatra” znana z hollywoodzkiej ekranizacji Mankiewicza z Richardem Burtonem i Elizabeth Taylor oraz „Ryszard III” i „Król Lear”. Ta ostatnia, w reżyserii dyrektora festiwalu Oliviera Py, oficjalnie otworzyła Festival d’Avignon na dziedzińcu pałacu papieskiego.

– Czy to koniec świata, czy tylko obraz końca świata? – pyta Kent Edgara w sercu katastrofy „Króla Leara”, który nawet nie popełnia błędu moralnego, a tylko błąd polityczny prowadzący do upadku, powszechnej eksterminacji i zagłady świata. Podtytuł sztuki – „Milczenie Kordelii” – obecny jest na scenie w formie ulicznego neonu memento: „Twoje milczenie jest machiną wojny”, bo daje głos szaleństwu, które raz puszczone w ruch – nie da się zatrzymać. Każdy czas ma swego Leara, ten przywołuje wiek XX i jego piekielną trójcę: zwycięstwo techniki, przegraną słowa i banalizację zła. To trójca, która nie przestaje rosnąć w siłę, zbroić się i rządzić światem.

Król Lear ma trzy córki, które chce obdzielić majątkiem i władzą odpowiednio do stopnia ich publicznie deklarowanej miłości do ojca. Dwie starsze wygłaszają wzniosłe oracje, a najmłodsza Kordelia milczy, nie będąc w stanie wyrazić ogromu uczucia. Król zmuszony jest ją pominąć, dzieląc władzę między siebie i jej siostry. Ale te zdradzają ojca – chcą więcej władzy. Gwałt odciska się gwałtem. Brat zabija brata, siostra siostrę. Państwo się rozpada. Wszystko tonie w klęsce, ruinie, śmierci. Totalne unicestwienie. Czarna dziura nieuchronnie wciąga ludzi i ich historie. Na otwartej scenie wszyscy schodzą do wydrążonego grobu; a zaczęło się tak niewinnie, od dobrych intencji Leara – nieświadomego zwątpienia jego córki w słowo kreatora świata albo anioła jego zagłady. Świat jest groźny, jeśli nie bierzemy swej części odpowiedzialności za niego.

Szaleństwo władzy i żądza jej posiadania to również temat „Ryszarda III”, ale w przeciwieństwie do „Leara” nie milczenie, a inflacja słów, wirtuozowska sztuka manipulowania nimi, prowadzi do tragedii. Sztuka w reżyserii Ostermeiera jest widowiskiem granym niezwykle brawurowo, efektownie, z rozmachem, na granicy kiczu, ale tej granicy nie przekracza, co czyni je wyjątkowo atrakcyjnym. Garbaty, kulawy, szpetny Ryszard to wcielenie zła, krwawe monstrum o głębokim urazie do świata. Najpierw popełnia mordy na usługach brata, później zabija wszystkich, którzy mogą przeszkodzić mu zostać królem. Zdeprawowany, przewrotny, by zdobyć koronę, okazuje sprawność polityczną Machiavellego – nawet kosztem najbliższych. Przy tym ma w sobie to „coś” fascynującego, czym uwodzi jak diabeł, z którym publiczność chętnie paktuje.

Oczywiście, nie mogło zabraknąć słynnego okrzyku: „Konia za królestwo!”, kiedy i Ryszard nie może już wymknąć się losowi. Sam na szczycie władzy, wolny od wszystkich przeciwników, także tych wyimaginowanych, skierował swój szał przeciwko prawdziwemu nieprzyjacielowi – sobie samemu.
Koniec. Czas szukać innej prawdy, choćby tej na dnie czary.






Najpopularniejsze

Zobacz także