X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Zrzuceni – Tygodnik Angora

Zrzuceni – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 15 marca 2015

Poniedziałek 9 marca. Godzina 17 w Argentynie. Dwa biało-niebieskie śmigłowce czekają gotowe do lotu. Ekipa pakuje kamery, sprzęt do nagrywania. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcia. Trójce pasażerów zawiązuje się oczy. Jak skazańcom. Takie są reguły reality show, w którym biorą udział. Po czterech pasażerów i pilot wsiadają do maszyn, które z cichym warkotem śmigieł wzbijają się w niebo.


W dwie minuty po starcie maszyny unoszą się nad drzewami rosnącymi na płaskowyżu. Sto metrów nad ziemią. Ta lecąca po zewnętrznej robi delikatny łuk. Pilot drugiego śmigłowca nie zauważa tego. Jego helikopter uderza w przód sąsiedniego. Wstrząs jest tak potężny, że obraca maszyną, która wali w drugą ogonem. Tylne śmigła odpadają. Obydwa helikoptery walą się na ziemię. Jeden natychmiast eksploduje. Drugi jeszcze w powietrzu staje w ogniu. Spada na drzewa. Wysuszone słońcem natychmiast buchają strzelistymi płomieniami. Dziesięć osób – sportowcy ze światowej półki, realizatorzy telewizyjni i dwaj piloci – ginie na miejscu.

Musnęła ich śmierć
Garstka ludzi biegnie tam, gdzie dymią wraki. Mieli lecieć w następnym rzucie. Ogromnej postury mistrz pływacki Alain Bernard, nazywany na basenach świata białym rekinem. Philippe Candeloro, legendarny łyżwiarz figurowy. Snowbordzistka Anne-Flore Marxer. W kręceniu programu udział brali jeszcze: Jeannie Longo, mistrzyni kolarstwa, która w wieku pięćdziesięciu lat wygrywała z o połowę młodszymi od siebie. I były reprezentant Niebieskich w piłce nożnej Sylvain Wiltord. Dwie ekipy po trzy osoby miały się udać się do Quebrada El Yeso – górzystego pustkowia w Andach. Księżycowy wygląd tego miejsca przyciągnął uwagę organizatorów rajdu Paryż – Dakar. Teraz tam miała się rozegrać druga odsłona show – „Dropped”, kręconego dla francuskiej telewizji TF1. Pierwsza odbyła się w Ushuaia, na krańcu Ameryki, na Ziemi Ognistej. Wymyślony przez Szwedów i kupiony przez Francuzów scenariusz zakłada, że w zagubionym z dala od ludzkich osiedli terenie śmigłowiec „wyrzuca” trzyosobowe ekipy. Stąd „dropped” – „zrzuceni”. Andy nadają się do tego doskonale. Groźne lodowce. Strome góry. Bezkresne pustynie jak Atacama, gdzie deszcz ostatnio spadł czterysta lat temu. Ekipa dostaje minimalną rację wody. Ma „wszczepionego” GPS-a, który umożliwia śledzenie jej poczynań i ewentualny ratunek w ostatniej chwili. Te czerwone kropki wyświetlające się na gigantycznej mapie i pokazujące, jaką trasę wybrali, to jeden z mocnych punktów programu. Wygrywa ta grupa, która pierwsza dotrze do siedlisk ludzkich. Paradoksalnie, wśród członków drużyn rywalizacja nie wzięła góry nad przyjaźnią. Dlatego tym silniej odczuli brutalną śmierć w płomieniach osób, które stały im się bliskie. Ci, którzy czekali na kolejny transport, bezradnie patrzyli na płonące wraki śmigłowców. „Czemu oni? Czemu nie ja?” – miał pytać Candeloro. „Ciała ofiar są nie do rozpoznania. To wynik płomieni” – mówi Luis Cesar Angulo, sekretarz do spraw bezpieczeństwa La Rioja – miasta, w pobliżu którego doszło do tragedii. Ecureuil AS 350, śmigłowce produkowane przez francuski Airbus Helicopters i udostępnione ekipom TF1 przez lokalne władze, nie miały czarnych skrzynek, ale były w bardzo dobrym stanie technicznym. Z jednego helikoptera wydobyto dwa pogniecione metalowe pudełka, z drugiego w poskręcanym żelastwie jedyną rozpoznawalną częścią jest fragment śmigła.

Wojna, góry, lodowce
Czy jeden z pilotów się zagadał i nie zauważył manewru drugiej maszyny? Roberto Abate i Juan Carlos Castillo należeli do najlepszych pilotów w Argentynie! Juan Carlos brał udział w wojnie z Brytyjczykami o Falklandy i w licznych wyprawach na Antarktydę, gdzie tamtejsze wichury i śnieżyce oraz wysokie góry były wielkim wyzwaniem. Roberto był emerytowanym pilotem wojskowym. Wielokrotnie bezpiecznie przewoził w swoim helikopterze najważniejsze osoby z politycznego świecznika w Argentynie. Obydwaj doskonale znali Andy i świetnie poruszali się w powietrzu nad górami. Na amatorskim filmie wygląda to tak, jakby jeden skręcał, a drugi chciał lecieć dalej prosto. Ecureuil AS 350 może na pokład wziąć 6 osób, w tym pilota. Nie wzięli tylu pasażerów, bo mieli mnóstwo sprzętu, a olbrzymi Alain Bernard za dużo ważył. I kazali mu czekać na następny kurs.

Narzeczona Atlantyku
Tak nazywano 57-letnią Florence Arthaud. Kobietę o ognistej fryzurze i takimż temperamencie. W młodości wielbicielka nocnych klubów, często była na bakier z policją. „Teraz wstaję o godzinie, o której jako nastolatka chodziłam spać” – wyznała kiedyś. Urodziła się pod Paryżem w eleganckiej dzielnicy, ale gdy poznała żagle, smak morskiej soli i wiatru, przeniosła się do Bretanii. Na wielozałogowych jachtach pełnomorskich nie chcieli jej. „Baba z pokładu, żaglom lżej”. Nie zraziła się męskim szowinizmem i udowodniła, że jest w stanie poskromić oceany, żagle i mężczyzn. W 1990 wygrała jako pierwsza kobieta arcytrudne regaty Szlakiem Rumu. Od tej pory żeglowała w samotnych rejsach. Mężczyźni ją odrzucili – została sam na sam z oceanem. W 1990 roku pobiła rekord, przepływając Atlantyk w nieco powyżej 9 dni. Ostatnio nie mogła znaleźć sponsorów na kolejne regaty. 10 lat temu przeprowadziła się do maleńkiej miejscowości portowej na obrzeżach Marsylii. Założyła galerię. Rybacy, twarde chłopy, płaczą w portowej knajpie jak bobry, wspominając rudowłosą Florence. Bo ona była jednym z nich. Kiedyś kilka godzin wytrzymała w wodzie, czekając na pomoc. Nad powierzchnią morza trzymała komórkę, jedyną szansę na ocalenie. Jej żywiołem było morze, a przegrała z powietrzem.

Medal i łzy
Ten 28-letni chłopak wyglądał bardziej na modela z wybiegu niż na boksera. Niewielka bródka. Zadziorna fryzurka. Alexis Vastin – wielka nadzieja francuskiego boksu. Poszedł w ślady swojego ojca, który boksował amatorsko. Alexis miał sześć lat, gdy trafił na ring. Na igrzyskach olimpijskich w Pekinie ewidentny błąd czy złośliwość sędziego pozbawiły go szansy walki o złoto. Brąz zalany był łzami. W Londynie znów sędzia zawinił i Alexis nie stanął na podium. Teraz przygotowywał się do podbicia Rio. Przed domem jego rodziców w maleńkiej normandzkiej miejscowości leżą stosy kwiatów. Przed wyjazdem do Argentyny przyznał się, że chciałby wygrać ten show dla swojej młodszej siostry. Dziewczyna zginęła pod koniec stycznia, kilka tygodni temu, w wypadku samochodowym.

Nicea nie może dojść do siebie
To była silna ekipa na igrzyskach w Londynie. Pływacy z Nicei byli w reprezentacji Francji „państwem w państwie”. Camille Muffat – 25 lat. Francja zapamiętała tę młodą dziewczynę, gdy w Londynie wbiła zęby w złoty medal zdobyty na 400 metrów stylem dowolnym. W ubiegłym roku nagle wycofała się ze sportu. „Chcę spróbować smaku życia. Do tej pory od mojego dzieciństwa to były pobudki o świcie, basen, szkoła, dom. Chcę czegoś innego” – wyjaśniała swoją decyzję. Srebro i brąz w Londynie. Mistrzyni świata i Europy. Nicea. Plac Massena i morze świeczek. „Sportowcy na emeryturze szukali możliwości sprawdzenia się – ci młodsi wychodzili naprzeciw przygodzie” – mówi mistrzyni olimpijska w pływaniu Laure’a Manaudou. Nie pojechała do Argentyny, bo nie chciała na długie tygodnie zostawić pięcioletniej córeczki.
Program „Dropped” nie wejdzie na ekrany telewizji francuskiej.

(MB)
Na podst: Le Figaro, L’Equipe, France Info, Le Parisien






Najpopularniejsze

Zobacz także