X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Znicz dla Włóczykija – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Znicz dla Włóczykija – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 24 października 2015

Jest święto, a ja chcę umrzeć w proteście z upokorzenia. Chcę, aby znaleźli mnie martwego, ze sterczącym penisem i spuszczonymi spodniami poplamionymi spermą.
Jestem przekonany, że to ostatnie przedstawienie, którego będę jedynym aktorem i jedynym widzem, nabierze znaczenia – tak pisał pięć lat przed śmiercią Pier Paolo Pasolini.




I było święto – 1 listopada, dzień Wszystkich Świętych, dokładnie 40 lat temu. Tego dnia Pasolini jak zwykle pracował u siebie, zjadł posiłek z bliskimi, udzielił wywiadu, a wieczór spędził z 17-letnim chłopcem, niejakim Pelosim trudniącym się prostytucją. Zabrał go spod rzymskiego dworca Termini i razem pojechali na plażę w Ostii. W środku nocy znaleziono artystę martwego. Był zmasakrowany: zmiażdżona klatka piersiowa, zdeformowana twarz, złamana szczęka i nos, połamane albo obcięte palce u rąk. Kilka godzin później karabinierzy zatrzymali jego samochód prowadzony przez Pelosiego, który przyznał się do zabójstwa, został skazany i odbył karę więzienia. Dziesięć lat temu zmienił zeznania, twierdząc, że morderstwa dokonało trzech nieznanych mu mężczyzn, wymuszając na nim przyznanie się do winy. Pojawił się ślad spisku politycznego, morderstwa na zlecenie rządzącej wówczas Chrześcijańskiej Demokracji lub loży masońskiej P2. Jednak wznowione śledztwo nie wyjaśniło sprawy do końca do dziś.

Trzy tygodnie po tej zuchwałej śmierci odbyła się w Paryżu – zgodnie z wcześniejszym życzeniem reżysera – premiera orgii śmierci jego filmowego testamentu: „Salo, czyli 120 dni Sodomy”, obscenicznego obrazu nawiązującego do dzieł markiza de Sade’a. Rytuał seksualnej perwersji, rozkosz, wolność i śmierć jako niezbędne elementy wyzwolenia życia fascynowały Pasoliniego. – Wolność. Kiedy przemyślałem to tajemnicze słowo, zrozumiałem, że nie znaczy nic innego jak tylko wolność wyboru śmierci.
„Salo…” to ostatni akt jego twórczości – pierwszym był późny debiut (miał 40 lat), film Accattone, po polsku „Włóczykij”, opowiadający o tytułowym „niebieskim ptaku” włóczącym się po przedmieściach Rzymu z bandami alfonsów i złodziei, upadłym, ale pełnym witalności w konfrontacji z nieuchronną przegraną ze światem. W hołdzie słynnemu reżyserowi jedno z paryskich kin Dzielnicy Łacińskiej nazwano Accattone, a jego dyrektorem został pisarz polskiego pochodzenia Kazik Hentchel. W kinie tym – dawnym kabarecie Gipsy, w którym śpiewała Edith Piaf – jeszcze nie tak dawno szokowały piekielne kręgi tego skandalicznego „Salo, czyli 120 dni Sodomy”, wyświetlanego tam dzień w dzień przez 30 lat.

Sztuka filmowa jest najważniejsza w twórczości Pasoliniego, ale był też pisarzem, dramaturgiem, malarzem, a sam utrzymywał, że przede wszystkim jest poetą. Artysta kontrowersyjny, ponad 30 razy stawał przed sądem. Jego twórczość wywoływała skandale. I podziw. Paryski Magazine Littéraire, poświęcając mu obszerne dossier, nie ma wątpliwości, że był geniuszem. Ateista, homoseksualista, wyrzucony z partii marksista. Komunistą został po części w proteście wobec ojca faszysty. Matka była głęboko religijna, nosiła imię Susanna po prababce, polskiej Żydówce z Warszawy. Grała w jego filmach (Matka Boska w „Ewangelii według św. Mateusza”) – tak jak Anna Magnani („Mamma Roma”), Maria Callas („Medea”) czy Orson Welles („Twaróg”).

Kino Pasoliniego to odyseja zmysłowej fascynacji ciałem, od anarchistycznej pochwały jego seksualności (Szczyt rozkoszy ma w sobie coś ze śmierci, która jest pełnią wolności), po absolutną do niego odrazę (Mam wstręt do ciała i organów seksualnych). Zaczęło się od skandalu Włóczykija, bo podczas jego premiery zdemolowano kino. Potem był słynny Teoremat łączący seks z religią w dwuznaczną alegorię otwierania transcendencji (pewna nadludzka istota – demon, Jezus lub Bóg – stała się kochankiem członków pewnej rodziny, zmieniając ich życie przez odkupienie w akcie miłosnym). Było wiele innych obrazów, aż po ostatni akt Salo, który przerósł wszystkie skandale. Akcja „120 dni Sodomy” rozgrywa się w faszystowskiej Republice Salo, utworzonej przez Mussoliniego w 1943 roku, gdzie odbywa się kilkudniowa orgia katów i ich ofiar. Pasolini inspirował się nie tylko markizem de Sade’em, ale i „Boską Komedią” Dantego, bo „Salo…” to zejście do piekieł i podróż przez kolejne jego kręgi. W kręgu namiętności praktykuje się proste perwersje seksualne; w kręgu ekskrementów erotyczną przyjemność pobudza smakowanie moczu i kału, a w ostatnim kręgu krwi rozkosz zmysłową przynoszą już tylko tortury i mordowanie ofiar.
Tak kończy się hedonistyczne wyzwalanie ciała przez artystę tęskniącego za wiarą, za świecką świętością, za mitem komunii z naturą. Wokół kina Accattone unoszą się w powietrzu te jego drobiny śmierci. I mimo że Włóczykija niedługo definitywnie już zamkną, to tak zostanie, bo ziemia to przecież nic innego jak wielkie cmentarzysko, gdzie życie – niczym film Pasoliniego – nie może skończyć się happy endem. Trzeba umrzeć – to konieczność absolutna, aby życiu nadać sens.






Najpopularniejsze

Zobacz także