X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Z miłości do Paryża

Z miłości do Paryża

Artykuł wprowadzono: 25 lutego 2014

Gdy zapada noc, realne staje się nadrealne, wyraziste – lunatyczne, a banalne – rozkoszą. Albo dramatem. Tak miasto świateł – w labiryncie czerni i półcieni – ożywa w wizualnej opowieści nadsekwańskiego Ratusza. „Brassai, z miłości do Paryża” – to wystawa jednego z najwybitniejszych fotografów, która porusza archiwa pamięci wokół legendarnego bruku Paryża.
Naturalizowany Francuz – fotograf, pisarz i filmowiec – Brassai (1899 – 1984), właściwie Gyula Hala`sz, który pseudonim przejął od nazwy swego rodzinnego miasta na Węgrzech, należał do kręgu paryskiej bohemy. Przyjaźnił się z Picassem, Dalim, Henrym Millerem. Ten ostatni nazwał go „żywym okiem”, rejestrującym na fotograficznej kliszy setki twarzy Paryża – jego atmosferę mgławicowych przestrzeni, ukryte zaułki, bulwary, parki, kanały, kochanków zastygłych w pocałunku, uliczne dziewczyny, kloszardów, dandysów. Brassai, jako jeden z nielicznych posiadł tajemnicę światła i nocy. Jego miejskie pejzaże do dziś stanowią kanon ulicznej fotografii, inspirują kolejne pokolenia artystów, zachwycają paryżan tłumnie czekających w chłodzie i deszczu, by doświadczyć magii czarno-białych fotogramów. Organizatorzy ekspozycji ułożyli je w pięciu działach tematycznych.
Paryż Marcela Prousta. Niczym osławiona magdalenka przywołuje dziecięce wspomnienia małego Gyula, późniejszego Brassaia, który z ojcem, profesorem literatury francuskiej na rocznym urlopie naukowym, pierwszy raz przyjechał do Paryża. Miasto niezwykłych pasaży usytuowanych w nieokreślonym gdzie indziej. Gęsta mgła pokryła Sekwanę i jej mosty oraz schody kanału Ourcq. Migotliwe świetlne smugi odcinają czerń nieba. Pod nim uśpione symbole elegancji: długie suknie, fraki, wysokie kapelusze, białe rękawiczki, monokle. Kilka kabrioletów i intensywny ruch dorożek. Emocje budzi spotkanie z Buffalo Billem, który ustawił swój cyrk u stóp wieży Eiffla, jak i parkur wyścigów konnych na Longchamp.
Mury Paryża. Brassai, gdy już na dobre zainstalował się w Paryżu, zapuszczał się w jego najbardziej ukryte miejsca. Fascynowały go graffiti na obskurnych murach miasta, tworzące największą galerię sztuki prymitywnej. Transfiguracja plam, kresek, znaków na twarzach zmieniała się w maski. Przemierzał miasto, by je fotografować, mając za jedyne źródło światła gazowe latarnie, płomyk świec i żar papierosów, które zmieniały percepcję przestrzeni w kumulację tajemnicy. Utrwalał ów impulsywny gest przemiany lokalnej ekspresji w anonimowe dzieło sztuki.
Paryż lat szalonych. Melancholijne piękno półświatka nocnych fantomów, uliczników, złoczyńców, obnażonych prostytutek i ich sutenerów. Lunatycy należący do świata rozkoszy i miłości, alkoholu i opium. Beztroska, seks, zapach i smak zakazanego. Sceny uliczne, na których króluje zabawa i akordeon. Obiektyw penetruje wnętrza nocnych lokali, kabaretów, burdeli. Zatrzymane w czasie postacie patrzą w niego bez obawy, ciepło, jakby tworzyli z Brassaiem wspólnotę występku.
Paryż Picassa. Fotoobiektyw Brassaia towarzyszył genialnemu Hiszpanowi w jego kolejnych atelier: na ulicach Boisgeloup, La Boétie, Les Grands Augustins. Również podczas ludycznych wizyt malarza w cyrku Médrano u podnóża Montmartre’u, gdzie podziwiał urodę i sprawność woltyżerek, walkę linoskoczków z grawitacją, pojedynki na gorzki śmiech klownów, w których stawką była ułuda ludzkiego bytu. W kadrze są też wariacje z tancerkami Folies Berge`re.
Wieczny Paryż. Włóczęga, magia, przygoda. Noc blednie i rzygacze z katedry Notre Dame ścigają już dzień, jak wcześniej noc. Śniadanie w Café Flore, obiad chez Lipp – z Sartre’em, Cocteau, galerystami z Saint Germain des Prés. W Ogrodzie Luksemburskim nagie platany nie mogą nadziwić się krzesłom pod śniegiem. Świat dzieciństwa miesza się ze światem starców, a Brassai, ten rabuś piękna, ukrył się przed nocą, którą skądinąd unieśmiertelnił miasto świateł. Ukrył się gdzieś na cmentarzu Montparnasse i tam zostanie.
Poezja przemijania przemienia i miasto, i ludzi. Dziś wartość Paryża wycenia się inaczej, bardziej w euro niż w emocjach. Publikowane są książki w rodzaju „Ile wart jest Paryż?”. Autorzy jednej (Moncan i Ricour) wycenili całość paryskich murów na 707 miliardów euro, równowartość dochodu narodowego Holandii. Przykładowo: pałac Luwru wart jest 7,5 miliarda, wieża Eiffla – 2,8 miliarda, a Pałac Elizejski, siedziba prezydenta Francji – 1,17 miliarda euro.
Nie wszystkich interesuje ta buchalteria. Prezydent François Hollande jest tu wyjątkiem. Dla niego liczy się emocja. Zakochany w paryskich nocach, nadaje im nawet imiona – Ségole`ne, Valérie, ostatnio Julie. Wymyka się z pałacu o zmroku i wraca przed świtem. Upodobał sobie ulicę o znamiennej nazwie Cirque, gdzie pod numerem 20. prowadzi grę niepospolitej namiętności. Martwi to Francuzów, bo błąka się jak szaleniec, praktycznie bez ochrony. Ale – spokojnie! Tout va bien. Psychoanalityk Jean-Pierre Winter rozwiał wątpliwości: „Hollande może i jest złym prezydentem, bo naiwny, lecz z pewnością jest normalny”. A normalność to jego program polityczny. Jednak apetyt rośnie i co bardziej patriotyczni Francuzi oczekują czegoś więcej: że kolejną wybranką będzie Marianna. Przed prezydentem V Republiki jeszcze wiele paryskich nocy – może się uda.

Leszek Turkiewicz






Najpopularniejsze

Zobacz także