X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Wstrząsnąć widzem – metafizycznie! – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Wstrząsnąć widzem – metafizycznie! – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 3 października 2015

Rozmowa z Elizabeth Czerczuk, założycielką polsko-francuskiego teatru w Paryżu
– Jak to się stało, że założyła pani teatr „Laboratoire” w Paryżu?
– To nie stało się nagle. Przyjechałam do Paryża w latach 90. i nie wiedziałam, jak potoczą się moje losy, czy po rocznym stypendium w paryskim Conservatorium nie wrócę do Polski. Swój zespół założyłam już w 1996 roku, działając na zasadzie współpracy z francuskimi scenami, na których graliśmy gościnnie. Teatr Laboratoire z własną salą na 200 miejsc oraz dużą sceną i zapleczem, powstał w październiku 2013 roku. Dysponujemy siedzibą w XII dzielnicy Paryża. Do spektakli oprócz aktorów i tancerzy francuskich staram się angażować artystów polskiego pochodzenia tu mieszkających. Obecnie zespół liczy 14 aktorów i tancerzy, w tym 5 Polaków. Mamy własnego muzyka i scenografa. Naszym głównym celem jest realizowanie polskiej dramaturgii, przybliżenie francuskiej publiczności polskich autorów, również tych nowej awangardy, jeszcze nieznanych.


– Skąd nazwa Laboratoire? Czego pani poszukuje w laboratorium?
– To również hołd dla Jerzego Grotowskiego i jego Teatru Laboratorium, w którym jako wrocławianka zdobywałam pierwsze zawodowe doświadczenia. Sądzę, że każda sztuka powinna mieć swoje laboratorium, być w nieustannym ruchu, rozwijać się, szukać nowych środków wyrazu. Mnie interesuje teatr żywy, przekazywanie emocji poprzez obraz, słowo, dźwięk, scenografię, ruch sceniczny; teatr, który prowokuje widza do myślenia, rozbudza jego wrażliwość; teatr, który potrafi wstrząsnąć widzem w tej stechnicyzowanej epoce nowych technologii, wszechobecnych mediów zagłuszających reklamą, informacją, konsumpcją, gdzie żyjemy w nieustannej pogoni za bliżej nieokreślonym jutrem. Ja powracam do źródeł, do teatru katharsis, do katarktycznej funkcji teatru, ona jest mi bliska. Współczesna sztuka, odnoszę wrażenie, odchodzi od niej. Widz w naszej epoce zagłuszania wrażliwości potrzebuje wstrząsu – wstrząsu metafizycznego.

– Jakie spektakle pani zrealizowała?
– Już w Paryżu „Matkę” S.I. Witkiewicza, „Bal u Witolda G.” na podstawie „Operetki” W. Gombrowicza, „Krzyk Ofelii” według St. Wyspiańskiego i W. Szekspira, także S. Becketta, O. Wilde’a oraz „Mszę dla Jeana Geneta” wg J. Geneta, „Pożegnanie jesieni” wg J. Fossa, „Płatonowa” wg A. Czechowa, „Wesele u drobnomieszczan” wg B. Brechta, „Krzyk Iwony” inspirowany sztuką „Iwona, księżniczka Burgunda” W. Gombrowicza. W kwietniu tego roku, w setną rocznicę urodzin Tadeusza Kantora, wystawiłam „Ławkę szkolną” inspirowaną twórczością Kantora. Zagraliśmy 16 przedstawień. Przychodzili Francuzi, którzy widzieli „Umarłą klasę” jeszcze 30 lat temu w teatrze Chaillot. Mieli łzy w oczach. Zostawali po spektaklu, rozmawialiśmy, wspominaliśmy tamto przedstawienie.

– Co panią inspiruje?
– Życie mnie inspiruje, ludzie, moi aktorzy, to, co w nich się dzieje, co mnie otacza; człowiek, przede wszystkim człowiek, jego zagubienie, wątpliwości, to, że się przewraca, podnosi, i to, że pewnego dnia już się nie podniesie, rozsypuje się w proch między ziemią a niebem. Przedstawienie śmierci w czasach, gdy temat śmierci i rytuał jej towarzyszący prawie zupełnie zanika, wymaga sięgnięcia do wielu wątków pełnego życia, ukazania głębi ludzkiej natury i świata, w którym jest ukryta.

– Widz francuski, do którego się pani zwraca, mocno różni się od polskiego?
– To zupełnie inny widz, inna mentalność, inne podejście do teatru. My w Polsce znamy teatr mocny, wyrosły na namiętności twórczej, przekazujący głębokie myśli, podejmujący tematy istotne dla egzystencji, filozoficzne, metafizyczne. Rzadko jest traktowany jako rozrywka, potrzebna, ale niezajmująca pierwszego miejsca jak tu we Francji. Widz francuski – przynajmniej mam takie odczucie, mieszkając w Paryżu od wielu lat – pozbawiony jest teatralnych fundamentów, jego wewnętrznej prawdy; on szuka często w teatrze rozrywki, owszem, również pewnej oryginalności, zaskakującej formy, ale przede wszystkim potrzebuje łatwego odbioru. Teatr bulwarowy ma tu poczesne miejsce, ambitniejszy pozostaje dla elit zainteresowanych konkretnym autorem, reżyserem, specyficzną dramaturgią czy „suchą” klasyką. Przeciętny Francuz lubi zazwyczaj po dobrej kolacji wyjść do teatru, żeby się rozerwać. Oczywiście, nie jest to regułą, ale…

– Ale lubi pani Paryż, miasto Becketta.
– Bardzo lubię Paryż, tę kolebkę kultur. Każda dzielnica to inne miasteczko, inna scena, inna atmosfera, skrzyżowanie kultur. Są tu wszystkie narodowości, duża otwartość i wolność; jeśli chodzi o sztukę, można wiele zaproponować. Francuzi są otwarci na propozycje, przynajmniej ja się spotkałam z dużą otwartością ze strony widza francuskiego. Chciałabym nawiązać współpracę również z innymi instytucjami kultury i stowarzyszeniami także z Polski. Teatr Laboratoire to jedyna scena polska w Paryżu, a właściwie w całej Francji; chcę rozbudować to magiczne miejsce, skonsolidować, aby stało się miejscem ambitnych spotkań, było ważne dla kultury polskiej oraz widza francuskiego.






Najpopularniejsze

Zobacz także