X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Wolność… albo śmierć – Paryski nie-co-dziennik

Wolność… albo śmierć – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 3 maja 2020

„Nie hańbcie swej wolności!”. Taki anonimowy napis na paryskim murze wdarł się w moją świadomość koronawirusem zniewoloną. Uliczne słowa-graffiti sąsiadowały ze starannie wygrawerowanym hasłem, symbolem Francji: „Wolność, równość, braterstwo”, choć właściwie to powinno być: „Wolność, równość, braterstwo albo śmierć” (Liberté, égalité, fraternité, ou la mort). Lecz o „śmierci” w tej narodowej triadzie od dawna zapomniano. Czasem tylko wraca ta rewolucyjna końcówka podczas ulicznych zamieszek czy – jak obecnie – w publicznie nagłoś­nionej konfrontacji z epidemiczną rzeczywistością śmierci.

W czasach zamachu na wolność dokonanego przez koronazarazę, ale i tych, co nią i nami chcą zarządzać, jako lojalny obywatel podporządkowałem się wymuszonej niewoli. W domowej celi sięgnąłem po kwartalnik „Commentaire”, założony jeszcze przez Raymonda Arona, głośnego autora liberalnych opowieści o wolności. W stopce redakcyjnej zauważyłem Fukuyamę, Ionesco, Vargasa Llosę i innych intelektualnych tuzów współczesności. Mottem pisma jest sentencja Tukidydesa: „Nie ma szczęścia bez wolności ani wolności bez niezłomności, odwagi, ducha walki”. Fenomen wolności dotyka każdego, jest „początkiem i końcem wszelkiej filozofii”, jak zauważył Schelling.

Historia cywilizacji mało zna takich idei, które tak fascynują, pchają do działania i walki tak wielkie masy ludzkie. A walka toczy się o swój sposób pojmowania wolności przeciwko wolności innych. Dziwne to słowo: zdobi sztandary jakże często rozdzielane barykadami i coraz bardziej nowoczesnymi armiami. I trudno się temu dziwić, skoro zawiera takie treści, takie wartości, które czynią słowo to ideą – orężem. Wolność nigdy nie miała i również we współczesnym świecie nie ma znaczącej alternatywy. Geneza różnego rozumienia, a raczej odczuwania i doświadczania tegoż fenomenu, tkwi już w jego micie nieomal założycielskim pojmowania istoty człowieczeństwa, którego elementem zasadniczym jest świadomość dystansująca nas od świata natury, ale też tych obcych. Wolność to pojęcie poniekąd pierwotne, konstytuuje naszą intencjonalną świadomość, naszą tożsamość i autonomię; dzięki niej jesteśmy sobą. Jej uwarunkowania wymuszają nasze niekończące się akty wyboru, od których nie można się uwolnić, jak nie można się uwolnić od siebie samego.

Ale czy w świecie, w którym rządzi konieczność, wolna wola jest naprawdę wolna? Czy to jedynie „idealna” niezgodność móc i musieć? Na pewno potrzebuje oporu, przeszkód, walki, inaczej jest martwa. Im większa jej moc, tym większa przestrzeń jej wolności, ograniczona siłą innej wolności, a przede wszystkim determinizmem praw natury oswajanym co najwyżej uświadomioną sobie koniecznością. Ta wolna wola postrzegana bywa albo jako mniej lub bardziej irracjonalna moc, albo jako biochemiczny mechanizm mózgu, doskonalony w długim procesie ewolucji – by móc przetrwać i się reprodukować, a w wymiarze społecznym, by prosperować, w politycznym – by panować.

Wolność definiowano na różne sposoby. Jako brak przymusu, możliwość działania zgodnie z własną wolą, uświadomioną konieczność lub ułudę w postawie skrajnie deterministycznej. Jako wolność pozytywną, wolność do czegoś i wolność negatywną – od czegoś. Od wieków ów spór o wolność toczyli myśliciele polityczni, nadając jej swoistą interpretację. Tworzyli doktryny, ideologie. W swych rozważaniach dochodzili do wyjątkowo skrajnych konkluzji. Ideału człowieka wolnego w swym społecznym środowisku doszukiwali się bądź to w podporządkowaniu go państwu (Hobbes), bądź „woli powszechnej” (Rousseau), w odrzuceniu w ogóle potrzeby organizacji państwowej (anarchizm) czy w utopijnym społeczeństwie samorządu komunistycznego (marksizm).

Jedno jest raczej pewne – że wolność jest pożądana w każdym wymiarze: indywidualnym, społecznym, politycznym. Lecz trudno je godzić, bo w skrajnych przypadkach jej praktyka może legitymizować i autorytaryzm, i demokrację. Demokrację, dla której przynajmniej w jej pierwotnej, starożytnej postaci – czy to w Atenach, czy w innej greckiej „polis” – idea wolności była naczelnym sensem i rozstrzygającym kryterium demokratyczności każdego systemu politycznego. Współcześnie już niekoniecznie tak jest. W doktrynach neoliberalizmu demokracja bywa postrzegana bardziej jako populistyczne zagrożenie dla wolności niż środek prowadzący do urzeczywistniania owej wrodzonej istoty człowieka. Nie jest pewne, że demokracja przetrwa. Nie jest wieczna, przez wiele stuleci w ogóle jej nie było. Rodzą się więc obawy, że wskutek politycznego przesilenia oraz biotechnologicznej rewolucji w połączeniu z rewolucją medialno-internetowo-informacyjną czeka nas cyfrowa dyktatura.

Tak czy inaczej, wolność to piękna uwodzicielka, choć zakładniczka konieczności. To wartość samoistna, nieredukowalna do niczego. Zawsze jest w deficycie, bo do końca nigdy nie można jej zaspokoić, tak jak nie można sięgnąć kresu ludzkiej świadomości. To fundament człowieczeństwa. Wolności nie można się zrzec, nie zrzekając się człowieczeństwa – ale można ją zhańbić, przed czym ostrzega uliczne graffiti obok spospoliciałej triady: wolność, równość, braterstwo.

Leszek Turkiewicz




Najpopularniejsze

Zobacz także