X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Wiosna pod górą Sainte-Victoire – Paryski nie-co-dziennik

Wiosna pod górą Sainte-Victoire – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 14 marca 2020

Bajeczne słońce, olśniewające kolory. Wiosna! Inny świat. Natura nabiera harmonii nowych form. Tak przynajmniej jest na płótnach Cézanne’a, które wystawiono w paryskim Muzeum Marmottan Monet. Pejzaż tkany barwami w nowy horyzont sztuki, malarskiej rapsodii łączącej ziemię, niebo i góry. Jego kulminacją jest motyw góry Sainte-Victoire dominującej nad rodzinną okolicą malarza z Aix-en-Provence.

Paul Cézanne nie lubił Paryża, a spędził w nim połowę życia. Miał do niego – jak do kobiet – złożony, ambiwalentny stosunek. Uciekał z niego i do niego wracał. Potrzebował go, aby urzeczywistnić swoją wielkość. Chciałem Paryż zachwycić jabłkiem – mawiał. I zachwycił. I to nie tylko martwą naturą z jabłkiem, a całą twórczością okrzykniętą modernizmem. Lecz nie od razu. Jeszcze na rok przed śmiercią paryżanie kpili z jego nazwiska brzmiącego jak seize ânes, „szesnaście osłów”, oraz dostawali histerycznego ataku śmiechu na widok obrazów, które – gdy umarł – okazały się arcydziełami. Wtedy zaczął się kult malarza. Nazwany ojcem nowoczesnego malarstwa otworzył nowe drogi sztuki. Był ojcem nas wszystkich – mówił z uznaniem Matisse. Drogami Cézanne’a poszli prawie wszyscy wielcy tamtej epoki: Gauguin, Mondrian, Malewicz, Klee, no i kontynuatorzy Cezannowskiego prekubizmu, jak Braque i Picasso. Ten ostatni nazwisko „szesnaście osłów” już do końca życia wymawiał z drżeniem w głosie, więcej, za przykładem mistrza z Aix wybrał nawet miejsce własnego pochówku z widokiem na górę Sainte-Victoire.

Cézanne źle znosił Paryż. Jego przyjaciel z młodości Emil Zola pisał o tym jak: Przekonać Paula do Paryża to to samo, co namówić wieże Notre Dame, żeby zatańczyły kadryla. On jest tu jedną wielką bryłą, skostniałą i nieruchomą. Ale nie jego sztuka, która nad Sekwaną jest często wystawiana. Tym razem trafiła do Musée Marmottan Monet i po raz pierwszy została skonfrontowana ze sztuką słonecznej Italii – „Cézanne i mistrzowie, włoskie marzenie”, jak brzmi tytuł ekspozycji. Jego ikoniczną już górę Sainte-Victoire otoczyły dzieła i dawnego włoskiego malarstwa, które on cenił, i Novecento, dzieła tych, którzy jego cenili. Wśród „starych” jest zmarły na dżumę Trintoretto z XVI-wiecznej szkoły weneckiej, nazywany Farbiarczykiem, bo był synem farbiarza tkanin. Są malarze hiszpańscy tworzący w Italii, jak Giordano łączący styl rzymski z weneckim epoki baroku i Ribera z Rzymu przezywany przez Włochów Hiszpankiem z powodu niskiego wzrostu. Jest Poussin, francuski stoik działający w Rzymie, przedstawiciel barokowego nurtu klasycyzującego. Wśród „młodych” większość to futuryści: Sironi, Soffici albo Boccioni, autor tryptyku „Stan duszy”: Pożegnanie, Ci co odchodzą, Ci co zostają; jak i Carrà, który z czasem zerwał z futuryzmem na rzecz malarstwa bliskiego nadrealizmowi, i chyba najbliższy Cézanne’owi Morandi nawiązujący do realizmu magicznego. Łącznie wystawiono ponad 60 arcydzieł pochodzących z największych muzeów i kolekcji świata.

Paul Cézanne (1839 – 1906) urodził się i zmarł w Aix-en-Provence. Żył wyłącznie dla malarstwa: rodzina, przyjaciele, nic, tylko malarstwo się liczyło. Był samoukiem; kilkakrotne próby zdawania do paryskiej akademii sztuk pięknych kończyły się niepowodzeniem. Krążył między Aix, Estaque i Paryżem i ciągle na nowo powracał do motywów dzieciństwa: do kąpiących się postaci, do góry Sainte-Victoire. Tematowi Sainte-Victoire, wapiennego szczytu ciągnącego się przez okolice Aix, poświęcił 60 obrazów. Aby ukończyć jeden, potrzebował czasami miesięcy, a bywało, że lat. Góra pod jego pędzlem zmieniała się, będąc u schyłku jego życia niemal abstrakcyjna. Do końca jest rozpoznawalna, choć tworzące ją plamy można z czasem postrzegać każdą z osobna. Plamy i tło się przenikają, zamazują, w końcu ciągnie się przez nie już tylko światło. Eksperymentował. Na nowo rekonstruował świat na płótnie, redukując go do coraz prostszych form, krok po kroku, cierpliwie, z pokorą.

Artystyczne credo Cézanne’a to tworzyć „harmonię bliską naturze”, ale jej nie kopiować. Nie chciał kopiować rzeczywistości, oddawać jej iluzji na płótnie, chciał tworzyć jej nowy, niezależny ekwiwalent, pozbawiony iluzorycznych trików, za jakie uważał tradycyjne środki, kontur czy cieniowanie. Malowany obiekt ujmował z różnych punktów widzenia, badając mechanizm jego wzrokowej percepcji. Niezależnie co malował: pejzaże, portrety, martwą naturę, przedstawiał je jako zbiór barwnych wartości, dla których szukał nowej kompozycji. Pod koniec życia doczekał się uznania, rozgłosu, pieniędzy, ale w niczym nie zmieniło to jego życia, co najwyżej nędzny banita stał się bogatym samotnikiem.

W 1959 roku Picasso triumfalnie obwieścił: – Kupiłem górę Sainte-Vic­toire! To było coś więcej niż fanfaronada, to był okrzyk powinowactwa w geniuszu z Cézanne’em, wielkim klasykiem swojego czasu. Oczywiście Hiszpan nie nabył góry, a zamek Vauvenargues położony na północnym zboczu góry, by w ten sposób symbolicznie sięgnąć geniuszu mistrza z Aix. Mistrza, co mawiał, że: Malarstwo polega przede wszystkim na patrzeniu. Więc – patrzmy. Wiosna pod Sainte-Victoire potrwa aż do 5 lipca. A co? W sztuce wszystko jest możliwe.

Leszek Turkiewicz




Najpopularniejsze

Zobacz także