X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Wielki artysta czy pedofil? Paryski nie-co-dziennik

Wielki artysta czy pedofil? Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 13 lutego 2021

To nie będzie rzecz o Polańskim, Nabokovie czy Matzneffie, „romantycznym libertynie” z Saint Germain des Prés. To rzecz o Balthusie, jednym z najbardziej tajemniczych, a dla wielu jednym z najwybitniejszych malarzy ubiegłego stulecia, najdroższym za życia, który zmarł dwadzieścia lat temu, 18 lutego 2001 roku.

Idę paryską ulicą Furstenberg, gdzie Balthasar Kłossowski de Rola, zwany Balthusem, malarz francusko-szwajcarski, pochodzenia polsko-niemiecko-żydowskiego, potomek starej polskiej arystokracji, miał atelier. Wąskie zaułki, ukryte pasaże, sklepiki i kafejki pozamykane z powodu pandemii. Cisza. – Zastanawiam się, czy można posłużyć się słowem, by zrozumieć ciszę – przywołuję myśl Balthusa oraz nieistniejący już Paryż z jego obrazów: „Pasaż Saint André”, „Ulice”, „Ogród Luksemburski”, „Kawiarnia Odeon”. Scenografia tych miejsc jest banalna, naiwna, staroświecka. Magia zatrzymanego czasu, istot, rzeczy, miasta między jawą i snem. Postacie zaabsorbowane wewnętrzną ciszą, zahipnotyzowane własną egzystencją, nie patrzą na siebie, odseparowane od świata skrywają enigmatyczną naturę.

Już pierwsza paryska wystawa Balthusa w 1934 roku, kiedy miał 26 lat, wywołała skandal. Jego obraz „Lekcja gry na gitarze” uznano za pornograficzny; wywołał oburzenie. W układzie postaci dziewczynki, nawiązującym do „Piety”, widziano obrazoburczą erotykę gry miłosnej. Były i inne dziewczynki „prowokacyjnie” patrzące przed siebie. Ich obnażone krocza, uda, piersi. Zanik dziecięcej naiwności, niewinności. Lolitki? Szokował ów „Freud malarstwa”, okrzyknięty perwersyjnym malarzem małych nimfetek nękanych budzącym się pożądaniem. Dlaczego? Dlaczego kobiece piękno dostrzegał u dzieci? Bo ciało kobiety jest już skończone, tajemnica uleciała – tłumaczył. A dziecięce postacie to zwiastuny aniołów z innego, wyższego wymiaru, żyjące we własnym świecie. Zjawy zagubione w marzeniach. Intymny świat nieczuły na upływ czasu, ukazujący stan swobody i ufności właściwy dzieciństwu.

Zawsze być dzieckiem. – Ludzie nie potrafią korzystać z czasu – mawiał. – Ich karą jest to, że to czas bierze ich w posiadanie, a potem zostawia. Ja chciałem na zawsze zostać dzieckiem. Marzenia tego nigdy nie porzucił, nawet będąc dziewięćdziesięcioletnim starcem. Zawsze patrzył na świat zielonymi oczami dziecka. Bo geniusz, jak pisał Baudelaire, to świadomie odnalezione dzieciństwo.

Z czasem Balthus zapomniał mowy polskiej, lecz nigdy nie zapomniał dzieciństwa i głęboko zakorzenionych w nim wspomnień, które stały się najważniejszym źródłem inspiracji jego artystycznej wizji raju utraconego, zawieszonego poza czasem i realnością przestrzeni. Będąc dzieckiem, poznał swoją pierwszą żonę, Antoinette de Watteville, nazywaną przez niego bébé, „dzieciną”; miała 12 lat, on 16 (jej brat zastrzelił się z pistoletu). I nawet jak była już dorosłą kobietą, tak ją nazywał. Ta pierwsza miłość określiła jego przyszłe zainteresowania erotyczne, w tym zainteresowania nastoletnimi modelkami. Z jedną z nich, Frédérique Tison, zamieszkał, o czym plotkowało pół Paryża.

Mając 60 lat, ożenił się z 25-letnią Setsuko, japońską studentką malarstwa. Dla niej kupił legendarną XVIII-wieczną drewnianą posiadłość Grand Chalet o 47 pokojach na 3 tys. m2 z widokiem ze 113 okien na Alpy, w szwajcarskim Rossinière. Przeżył z nią ostatnie 24 lata życia (Japonka do dziś tam mieszka). Malował codziennie; nie w tej okazałej „chacie”, a w skromniejszej, zaadaptowanej na potrzeby pracowni stodole. Swe misterium tworzenia zaczynał od modlitwy wpatrywania się w poranne światło, po czym godzinami medytował przed płótnem, czasem bez jednego pociągnięcia pędzlem. Lubił kino akcji, westerny, operę. Prowadził życie wyrafinowanego arystokraty otoczonego przez żonę, służbę i koty.

Koty były częścią jego życia i sztuki. „Król kotów” – tak go nazywano – otaczał się ich świtą, broniąc własnej kociej natury: przekornej, niezależnej, o nieco demonicznej perwersji. Przygoda z kotami zaczęła się oczywiście w dzieciństwie. – Gdy miałem osiem lat, znalazłem kota, którego nazwałem Mitsou. Kiedy pewnego dnia zniknął, by pokonać żal, wykonałem czterdzieści rysunków tuszem opowiadających historię Mitsou. Rainer Maria Rilke, ówczesny kochanek jego matki, wydał je w formie małej książeczki.

Kot, dziewczynka i lustro to trzy malarskie fetysze Balthusa. Stale powracają w jego artystycznej podróży ku przeszłości, ku doskonałemu światu fantazji. Jego hermetyczny spektakl nie ściga się z czasem. Dzieci mają twarze dojrzałych ludzi. Snują marzenia przed lustrem albo otwartą księgą. Czas nie płynie, tylko cisza gęstnieje. Malarz był łączony z surrealistami, choć nie chciał mieć nic wspólnego z ich ruchem. Twierdził, że jest sztuczny i efekciarski (Nie maluję snów, maluję śniących). Nie przyłączył się do żadnego kręgu sztuki nowoczesnej. Uważał się za malarza anachronicznego, tworzącego na marginesie swej epoki, żyjącego w rozdźwięku ze współczesnością.

Polskę odwiedził raz, w 1999 roku. Celem był Wrocław, miejsce urodzenia jego ojca i starszego brata Pierre’a, który w wieku 19 lat dzięki Rilkemu został sekretarzem André Gide’a. Cała twórczość Balthusa to trwanie w zamkniętej przestrzeni dzieciństwa. Być dzieckiem! – tylko taką abstrakcję uznawał. Zmarł 10 dni przed swymi 93. urodzinami. 

Leszek Turkiewicz






Najpopularniejsze

Zobacz także