X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Wewnętrzne oko anioła – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Wewnętrzne oko anioła – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 27 lutego 2016

– Chcę życia krótkiego, ale intensywnego. I takie miał: naznaczone pijaństwem, narkotykami, seksem, a przede wszystkim klątwą piękna mrocznego. – Szczęście to anioł o posępnej twarzy – dodawał. I takim był, aniołem oddającym się sztuce zmysłowej transcendencji, w bólu, ekstazie, śmierci. Nazywano go „Modi”, co po francusku brzmi jak „przeklęty”. Kiedy zimą 1920 roku, w wieku 35 lat, dopadła go ostatnia, perfekcyjnie już zimna kochanka, tłum wyległ na ulice, by oddać mu hołd w drodze na Pêre-Lachaise. Dziś kolejne pokolenia to robią, tym razem pielgrzymując z Paryża do Villeneuve-d’Ascq, gdzie 27 lutego otwarto wielką retrospektywę toskańskiego anioła. Tytuł „Amadeo Modigliani, oko wewnętrzne” jest aluzją do jego portretów-ikon, których twarze jednym okiem patrzą w świat, a drugim w siebie, penetrując tajemnicę duszy, jak to sam komentował.


Amadeo Modigliani – te dwa słowa brzmią jak dźwięk poematu, Boskiej Komedii albo Pieśni Maldorora. Oba znał na pamięć i mógł je recytować po najcięższym przebudzeniu z pijackiego upojenia na którymś ze śmietników Montmartre’u czy Montparnasse’u. Archetyp artysty wyklętego. Jego życie stało się treścią filmów, powieści, sztuk teatralnych. Mało jest postaci tak mitycznych, tak uosabiających to, co przypisuje się piekielnej bohemie: twórcze szaleństwo, nędzę, pijaństwo, miłość, poezję. Jego dzieło to długa suita kobiecych aktów i portretów. Wydłużone twarze o niewidzących migdałowych oczach jak maski duszy grawitują ku melancholii (albo ku „zimnym marmurom”). Niektórzy uważają, że to efekt haszyszu, opium, kokainy, inni, że ten natychmiast rozpoznawalny styl odkrył, obserwując dziewczyny przez szkło butelki po opróżnionym absyncie. To, czego szukam – pisał – nie jest ani rzeczywiste, ani nierzeczywiste, jest tajemnicą naszego instynktu.

Modigliani pochodził z rodziny toskańskich Żydów, których przodkiem miał być filozof Spinoza. Przyjechał do Paryża w 1906 roku jako 22-letni młodzieniec, który niczym pozujący na dandysa heros Antinoos zamieszkał w komfortowym hotelu na prawym brzegu Sekwany. Szybko porzucił mieszczańskie nawyki, przenosząc się na obskurne ulice międzynarodowej falangi nowej sztuki, z którą flirtowali Hiszpan Picasso, Francuz Utrillo, Rosjanin Soutine, Japończyk Foujita, Holender van Dongen, Niemiec Meindner, Meksykanin Rivera, Polacy Kisling, Zborowski… Sam nie przyłączył się do żadnego z „-izmów” przedkładających – jak twierdził – formę nad życie. Szukał osobistej ekspresji, harmonii czystej sinusoidalnej linii łączącej ducha i ciało spalające się w transie egzystencji.

Na wystawie pokazano ponad sto dzieł idących śladem tych poszukiwań. Wiele z nich pochodzi z kolekcji Rogera Dutilleula, który poznał Modiglianiego przez jego najwierniejszego przyjaciela i marszanda Leopolda Zborowskiego. To „Zbo” zorganizował „Modiemu” pierwszą i jedyną za jego życia indywidualną wystawę, w galerii Weilla przy ulicy Taitbout niedaleko Opery. Jeden z aktów umieszczono w oknie, aby zachęcał paryżan do jej obejrzenia. Wabik zadziałał. Zrobiło się zbiegowisko, zamieszanie, skandal i… wezwana policja zamknęła ekspozycję.

Modigliani uprawiał wolną sztukę jak wolną miłość. Kobieta – mawiał – pozując malarzowi, jednocześnie mu się oddaje. Pod jego urokiem było wiele kobiet, które zmieniał niczym pracownie. Należały do nich poetki – Anna Achmatowa, poznana podczas jej paryskiej podróży poślubnej, czy erotycznie i intelektualnie wyzywająca, mocno ekscentryczna Beatrice Hastings, pisująca teksty do londyńskich pism o życiu paryskiej awangardy. Była i Elvira, zwana „La Quique”, córka marsylskiej prostytutki – płomienny, wybuchowy romans – rozstrzelana za szpiegostwo. Został po niej poetycki portret „Elwira z białym kołnierzykiem”.

Komunia Amadeo i jego modelek sięgnęła apogeum w osobie Jeanie Hébuterne, studentki malarstwa, cichej, wątłej madonny swojego upadłego boga, co stał się niebiańskim horyzontem dla jej migdałowych oczu. Dla niego uciekła z domu, by stać się ostatnią towarzyszką jego życia. Zostawił 30 jej portretów, najbardziej poruszające wyznanie miłosne, jakie mógł złożyć kobiecie. Nie była na jego pogrzebie. Nazajutrz po śmierci ukochanego, będąc w ósmym miesiącu ciąży, rzuciła się z piątego piętra mieszkania swych rodziców, osierocając ich kilkunastomiesięczną córkę. Na pogrzebie była Simone Tiroux, jedna z wielu porzuconych kochanek, samarytanka, co często pomagała trafić pijanemu artyście z knajpy do łóżka, matka jego nigdy nieuznanego dziecka, o którym słuch zaginął.

Przedwczesna śmierć Modiglianiego zrodziła legendę przyczyniającą się do zawrotnych cen, jakie zaczęły osiągać „ciała kobiet” przenoszone na płótna jego niedocenianych za życia obrazów. Ta hossa trwa. Zaledwie trzy miesiące temu na nowojorskiej aukcji Christie’s „Akt leżący” nabył pewien Chińczyk za rekordową sumę 170,4 miliona dolarów (droższe są tylko „Kobiety z Algieru” Picassa). I pomyśleć, że podobne malowidła – jakimi Amadeo obdarowywał za talerz makaronu i butelkę wina niejaką Rozalie prowadzącą knajpę dla wygłodniałych artystów – wylądowały w piwnicznej spiżarni zjedzone przez myszy.






Najpopularniejsze

Zobacz także