X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Wędrowiec po bezdrożach psyche

Wędrowiec po bezdrożach psyche

Artykuł wprowadzono: 22 maja 2021

Paryski nie-co-dziennik

Są różne podróże: w przestrzeni, czasie, wyobraźni; no i te najważniejsze: za horyzont świadomości, w głąb siebie po nieświadomości. Każdy odbywa taką podróż przez całe życie. Jej celem jest urzeczywistnienie własnej natury w zgodzie z sobą samym, nawiązanie zdrowej relacji z tym, co w nas ukryte, poszukiwanie sensów i balansu między tym co wewnętrzne i zewnętrzne. Takim wielkim podróżnikiem po psyche był zmarły 60 lat temu Carl Gustav Jung, twórca psychologii analitycznej; syn pastora i według rodzinnej legendy wnuk Goethego.

Łatwiej wszechświat przeniknąć niż samego siebie – pisał, dodając, że w każdym z nas tkwi ktoś nieznany. I zanim on sam powędrował za tym kimś lub czymś na Wschód (ten rzeczywisty i ten symboliczny, przenikający wschodzenia życia) szukać tam Archetypu Wielkiego Mędrca, „okna na wieczność”, to najpierw pojechał z rodzimej Szwajcarii na Zachód, do Paryża. Miał 27 lat i dyplom doktora po świeżej obronie pracy O psychologii i patologii tak zwanych zjawisk tajemnych.

Paryż zafascynował Junga. Prowadził tu życie intensywne, choć ubogie. Mieszkał w Hotelu Balcons przy rue Casimir Delavigne, gdzie pokój kosztował jednego franka za noc. Słuchał wykładów Pierre’a Janeta w Collège de France i pracował w jego laboratorium psychologii doświadczalnej w szpitalu Salpêtrière. Janet, prekursor psychoanalizy, wywarł duży wpływ na młodego psychiatrę, który do końca życia z wdzięcznością to podkreślał. Wizytował on i inne szpitale, zaglądał do dzielnic nędzy, kafejek, galerii, muzeów; obserwował kopistów w Luwrze, sam malował obrazki paryskich zaułków, a bywając w „strasznym stanie”, szukał pociechy w burdelach i w rozmyślaniu o Buddzie dzięki lekturze Schopenhauera.

Po powrocie z Paryża poślubił Emmę Rauschenbach, dziedziczkę wielkiej fortuny – i pieniądze przestały być problemem. Został najbliższym współpracownikiem Zygmunta Freuda i, na krótko, jego przyjacielem. Między dwoma największymi psychologami XX wieku doszło do konfliktu i zerwania. Poszło o libido. Jung nie podzielał panseksualizmu freudowskiej psychoanalizy, że w każdym zachowaniu człowieka dominuje motyw seksualny, a Freud, obok antysemityzmu, zarzucał swemu niedoszłemu następcy, że jego psychologia głębi jest czymś w rodzaju nowej religii z centralną postacią przypominającą Boga.

Fenomen religijności z pewnością zajmuje centralne miejsce w dziele Junga, które rozwijało się w dialogu z taoizmem, hinduizmem, buddyz­mem. Budda i Chrystus byli dla niego ucieleśnieniem archetypu Jaźni, a chińskie dao (droga) – procesu indywiduacji. Badając historię i znaczenie symboli, zwłaszcza religijnych, odbył kilka wypraw badawczych: do Tunezji, Algierii, Ugandy, Kenii, do indiańskiego plemienia Pueblos w Nowym Meksyku, no i na Wschód, do Indii i na Cejlon.

Dla Junga życie to dwie wielkie podróże. Pierwsza trwa od urodzenia do 35. – 40. roku życia, kiedy zakorzeniamy się w rzeczywistości społecznej, tworząc tzw. personę, rodzaj maski ułatwiającej kontakt z innymi. Druga, trwająca do śmierci, jest wędrówką po labiryncie nieświadomości, która to posiada własną autonomię, dzięki czemu w nieuchwytny sposób wpływa na nasze życie (owa indywiduacja). Konfrontujemy się z nią za pomocą symboli, szukając całościowej wizji człowieka i świata.

Jung, wędrując po bezdrożach psyche, tworzył orientacyjne pojęcia drogo­wskazy. Najważniejsze to: psychologiczne typy introwersji i ekstrawersji, nieświadomość zbiorowa i osobnicza, kompleks, archetyp, psychika jako względnie zamknięty samoregulujący się system ze swymi podsystemami, test skojarzeń oparty na pomiarze oporu elektrycznego skóry i głębokości oddechu, będący swoistym pierwowzorem wariografu, czy hipotetyczna synchroniczność postrzeganych zdarzeń, na ogół pozazmysłowo, włączająca zbiegi okoliczności (obok zasady przyczynowości) do działań sił natury.

„Nie ma za wiele prawd; może kilka. Ich znaczenie jest zbyt głębokie, byśmy mogli je pojąć inaczej niż w formie symboli” – pisał Jung w swym dzienniku Liber Novus z podtytułem: Opowieść o pewnej podróży wewnętrznej. Dzieło unikatowe, kaligrafowane na sposób średniowieczny, ilustrowane ręką autora. Księga ta przerzuca most duchowy między Wschodem i Zachodem. Prezentuje cytaty z Buddy, komentarze, przemyślenia, mandale malowane przez Junga, harmonijne połączenie koła i kwadratu. Koło jest symbolem nieskończonej zewnętrzności, a kwadrat – wewnętrzności. Obie figury łączy punkt centralny, który jest początkiem i końcem diagramu. Szwajcar postrzegał mandale jako „ekspresję Ja”, jako całość osobowości, centralny archetyp, którego symbole przypominają symbole boskie.

Życie Junga obfitowało w wiele dwuznaczności. Zarzucano mu, że był tyranem, agentem amerykańskiego wywiadu, infantylnym kobieciarzem żyjącym w jawnym trójkącie z żoną i kochanką, że koncepcję nieświadomości zbiorowej ukradł swemu doktorantowi, że uogólniając subiektywne doznania, porzucił naukę dla pseudonauki, która nie jest falsyfikowalna i testowalna, że pozował na oświeconego guru, „człowieka z kamiennej wieży w Bollingen”, gdzie mieszkał nad Jeziorem Zuryskim w prymitywnym siedlisku bez elektryczności i bieżącej wody jak „prastary syn prastarej matki”.  

„Moje życie to historia samo-urzeczywistnienia się nieświadomości; życie to przecież coś, co należy przeżyć, a nie deliberować, zanim zostanie po nim lodowata, martwa cisza”. Miesiąc przed śmiercią doznał udaru mózgu, tracąc mowę, którą miał odzyskać, umierając w domu 6 czerwca 1961 roku w wieku 85 lat, spokojnie sięgając kresu swej drogi ku Pełni. 

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także