X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

W okolicy Cannes – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

W okolicy Cannes – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 16 maja 2015

Kiedy złamaną biel nakładał nożem na płótno, morze stawało się czerwone, niebo żółte, plaża fioletowa. Chciał iść dalej – ponad abstrakcję, horyzont, emocje, ale był za blisko słońca, a za daleko ziemi. Upadł jak Ikar, rzucając się z dachu pracowni, nie kończąc Koncertu. Słońce zaszło i jego ciało bez życia odnaleziono w białych spodniach, luźnej kurtce, płóciennych sandałach na sznurkowej podeszwie.


60 lat temu zginął Nicolas de Staël, tragiczna postać nowoczesnego malarstwa, alchemik śmierci, który na granicy pustki szukał harmonii. Zabił się w Antibes, niedaleko Cannes, gdzie trwa najważniejszy na świecie festiwal filmu autorskiego. Przed rokiem pretendentem do Złotej Palmy był obraz Mike’a Leigh – „Mr Turner” o równie genialnym łowcy światła i idealnego pejzażu. Zanim jakiś inny Leigh, Polański czy Zwiagincew nakręci podobny film o de Staëlu, rzućmy okiem na coś w rodzaju synopsisu o roboczym tytule Nomada światła, Książę gromem porażony albo Cień Ikara, które pojawiają się w okrągłą rocznicę śmierci tego naturalizowanego we Francji rosyjskiego Żyda.

Ten cień Ikara był poza wszelkimi artystycznymi ruchami, grupami, manifestami, był osobną planetą, dla której świat to tylko wabik, pretekst do uprawiania sztuki. Wszedł w malarstwo jak w religię, by dotknąć tajemnicy czegoś, czego nie da się poznać. Mógł jedynie czynić gesty – magiczne, rytualne, destrukcyjne, wierząc, że panuje nad demonami wyobraźni. I to robił. Rok po roku rozwiązywał kwadraturę koła łączenia abstrakcji z figuratywnością, nie ulegając żadnej z nich. Szukał innej drogi. Z chropowatej faktury płótna wydobywał niknące ślady rzeczywistości, kontury butelek, kwiatów, cyprysów, aktów, dachów, ptaków, świątyń, morza, statków, chmur, nieba, horyzontów, elementów niknących w świetle otwartych przestrzeni.

Nicolas de Staël, syn generała (sam żołnierz Legii Cudzoziemskiej), urodził się 23 grudnia 1914 roku w Petersburgu. Rewolucja bolszewicka zmusiła jego rodzinę do ucieczki. Schronili się w Polsce. Gdy miał 6 lat, umarł mu ojciec, po roku matka. Wychowała go belgijska rodzina rosyjskiego pochodzenia. Od dzieciństwa do samobójczej śmierci miał obsesję murów. W jednym z listów napisał, że jego malarstwo zredukowane do jednego planu jest rodzajem muru, w głębi którego wszystkie ptaki świata latają wolne. Nicolas nie widział dla siebie innej drogi prócz drążenia tego muru. Była to droga niebezpieczna, rozpięta między sztuką i śmiercią. Jej ważnym doświadczeniem były podróże, od tych uchodźczych, wykorzeniających, po bardziej twórcze i egzystencjalne. Podczas jednej z nich, trwającej dwa lata włóczędze po Maroku, poznał w Marrakeszu Jeannine Guillou, malarkę pięć lat od niego starszą, która podróżowała z synem i mężem. Zauroczenie. Ona opuściła dla niego męża i oboje, przez Algierię i Włochy, przyjechali do Paryża. Zamieszkali przy ulicy Nollet 54. Żyli w nędzy. Malowali na prześcieradłach. Jeannine zachorowała. Umarła w wieku 37 lat. Po śmierci żony Nicolas poślubił guwernantkę jej syna, wynajął atelier przy ulicy Gauguet na Montparnassie, które mieściło się w olbrzymiej wieży obronnej. Obsesja murów. Wysokie ściany wymalował na biało i na nowo zaczął tworzyć swój świat, tym razem w sąsiedztwie atelier Braque’a, którego uważał za jednego z największych malarzy świata.

De Staël zaczął malować duże formaty. Pojawiły się formy ząbkowane, kolczaste, niczym korona cierniowa. Proste formy geometryczne wtapiał jedne w drugie, dzięki tłustej, gęstej zaprawie nanoszonej na płótno. Malował powoli, długo. – Moje malarstwo pod pozorami gwałtowności jest wrażliwe jak miłość; to tona pasji i sto gramów cierpliwości. Pracował w bólu, pełen czułości, ale i gwałtowności. Bywał egzaltowany lub depresyjny. Nie wahał się niszczyć swych obrazów. Powstawało dzieło pełne niepokoju, cierpkie, chropowate, aż pojawiły się olśniewające serie pejzaży. Jedne z piękniejszych noszą tytuł „Dachy” (albo „Niebo”). Stworzył nową sztukę pejzażu, poświęcając mu ponad połowę twórczości. To pejzaż szczególny, w większości marynistyczny, reprezentuje przestrzeń abstrakcyjną i figuratywną jednocześnie. Horyzont odgrywa w nim istotną rolę łączenia elementów wchodzących we wzajemne relacje, jest ekspresją tego, co widzialne i niewidzialne, bliskie i dalekie, skończone i nieskończone.

Nicolas de Staël osiągnął sukces artystyczny i finansowy. Uczestniczył w Biennale w Wenecji, wystawiał w Nowym Jorku, nawet w Urugwaju. W 1954 roku przeniósł się do Antibes, gdzie spędził ostatnie miesiące życia na gorączkowej pracy, malując blisko 150 obrazów. Chciał sięgnąć niemożliwego, granic ekspresji, dotknąć pustki, gdzie przestrzeń, światło i czas mieszają się, której jedynie sztuka nadaje wrażliwość. Dziesięć dni przed śmiercią pojechał do Paryża wysłuchać koncertów Schönberga i Weberna. Wrócił i zaczął malować „Koncert”, obraz o olbrzymim formacie 3,5 na 6 metrów – uwerturę do własnej śmierci. Czarny stylizowany fortepian przypomina płytę nagrobną, a kontrabas o okrągłych kształtach matczyne formy. Czy to one przywołały malarza poza obsesyjny horyzont pustki? Spojrzał na zachodzące słońce i zrobił ostatni krok do przodu, świadom, że pod stopami nie ma już ziemi, a tylko światło i przestrzeń, i ta pustka z odrobiną błękitu w tle.






Najpopularniejsze

Zobacz także