X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Uchodźcy ratują francuską wieś – Tygodnik Angora

Uchodźcy ratują francuską wieś – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 24 października 2015

Mathis ma białą buzię. Mocnym dmuchnięciem gasi osiem świeczek na urodzinowym torcie. Jego koledzy klaszczą w dłonie. Koledzy są czarni, śniadzi, biali. To nie ma znaczenia.Chambon-le-Château, wioska w odciętym od świata łańcuchu górskim Sewenny. Zapierające dech w piersiach krajobrazy. Z dala od zgiełku i skupisk ludzkich. We wsi mieszkało 285 osób. Młodzi w poszukiwaniu pracy wynosili się do miast. W szkole została garstka dzieciaków. Piekarnię zamknięto. Mszę odprawiano raz na dwa tygodnie…



Uchodźcy uciekający przed wojną i prześladowaniami w swoich krajach przybyli tutaj dwanaście lat temu. 55 osób – niemal jedna piąta mieszkańców. „Mają głowy pełne pomysłów. Chcą tutaj budować swoją przyszłość. Nowy duch wstąpił w naszą wieś” – mówi jedna z mieszkanek. Uczy przybyszów francuskiego. W szkole jest teraz 44 uczniów i aż czterech nauczycieli. „Dzieci nie widzą żadnej różnicy w tym, że jedno jest białe, a drugie czarne” – mówi nauczycielka. Mama Mathisa opowiada, że jej syn dopiero po pewnym czasie zdał sobie sprawę z tego, że jego kolorowi koledzy są tutaj już na stałe. „I wtedy się z nimi naprawdę zaprzyjaźnił” – mówi kobieta.

W 2003 roku Guy Martin, który stał na czele władz wioski, uznał, że stworzenie ośrodka przyjmowania uchodźców będzie tym, czym tlen dla reanimowanego człowieka. A jego wieś wymagała reanimacji. Zamknięto mleczarnię, tartak, ośrodek dla młodzieży, bo młodzieży już nie było. 80 miejsc pracy zostało zlikwidowanych. To był dramat.
Kiedy przybyli uchodźcy, zaczęto się nawzajem poznawać. Oswajać ze sobą, ze swoimi obyczajami, przyzwyczajeniami, mową. Mer zaczął organizować wspólne spotkania, biesiady, bo wiadomo, że przy stole najlepiej się można poznać… Miejscowa drużyna piłki nożnej dostała zastrzyk nowej krwi. Jej sukcesy i porażki stały się wspólnym dobrem – autochtonów i przybyszów z Afryki. Jeden z nich działa w radzie rodzinnej w szkole, inny przyłącza się do prac miejscowego stowarzyszenia. Latem chętnie włączają się w prace przy organizacji święta wsi. Zimą, która jest tu surowa i dla nich to wstrząs, łapią za łopaty i wspólnie odśnieżają drogi. „Oni chcą się zintegrować i stali się tkanką tej społeczności” – mówi jeden z autochtonów. Problem polega na tym, że mimo dwunastoletniego pobytu we Francji, ze względu na szalejącą tutaj i wszechobecną biurokrację, nie mają prawa pracy. „Są grzeczni, uprzejmi, chętnie pomogą” – opowiada emerytowany kierowca wiozący drewno do kominków.

Nie oznacza to, że w Chambon-le-Château panuje sielanka. Obecności przybyszów towarzyszą też uczucia niechęci. Zawiść pojawia się wtedy, gdy obcym się lepiej dzieje. Jeden z miejscowych rzemieślników mówi, że z zazdrością patrzy na to, że uchodźcy mają telefony komórkowe takiej klasy, o jakich mieszkańcy wsi mogą tylko pomarzyć. „Oni nie pracują. Dostają od państwa grube pieniądze za to, że nic nie robią” – stwierdza. Mówi, że od pewnego czasu przyjeżdża tu coraz mniej turystów, bo wszystkie domy wolno stojące zajęte są przez uchodźców. A mer kontrargumentuje, że te mieszkania nie przynosiły żadnego dochodu, a teraz tak, bo państwo francuskie je finansuje jako dach nad głową dla imigrantów. „I to jest żywa gotówka płynąca do kasy merostwa” – mówi. Wylicza, że dzięki ich obecności utrzymano ośrodek zdrowia, we wsi mieszka lekarz, jest poczta, apteka. To wszystko, co jest niezbędne do życia starzejącej się w szybkim tempie ludności Chambon-le-Château.

Młoda czarnoskóra Kadiatu Toure, karmiąc z butelki maleńkiego synka, opowiada z uśmiechem, że tutaj znalazła zakątek, w którym czuje się bezpiecznie. W swoim kraju, w Gwinei, była aktywną działaczką walczącą z obyczajem obrzezania kobiet – zwyczajem nagminnie praktykowanym w wielu afrykańskich krajach. Spotkały ją za to prześladowania, z gwałtami włącznie. Z wykształcenia jest inżynierem agronomem. Czeka na pozwolenie na pracę. Tak jak uchodźcy z Syrii, Sudanu, Kosowa i Mongolii, którzy znaleźli schronienie w tej maleńkiej wiosce. (MB)
Na podst.: Le Parisien






Najpopularniejsze

Zobacz także