X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Tylko anioły zostały – Paryski nie-co-dziennik

Tylko anioły zostały – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 19 grudnia 2020

Noël?… Było uroczyście, radośnie, odświętnie. Było! – bo tego roku nie jest. Koronawirus ciągle triumfuje, a nie ów inny wirus – N a d z i e i – ten, co w żłobie leży. Napięcie, niepewność, godzina policyjna. Zamknięto największy jarmark bożonarodzeniowy w Ogrodach Tuileries. Opustoszały nie tylko kościoły, także ulice. Jednak zrobiono wyjątek w obowiązywaniu godziny policyjnej od 20 do 6 rano w noc wigilijną, bo w sylwestrowy wieczór już nie. Tylko anioły zostały na straży tajemnicy Boskiego Narodzenia.

Więc kupiłem antykwaryczną książkę „Paryż aniołów” i ruszyłem śladem tych zwiastunów opatrzności. Wynurzają się z paryskich świątyń i ogrodów ze skrzydłami rozpostartymi, ale i złożonymi lub złamanymi. Jedne skłaniają się do kontemplacji Boga, inne w sposób jawnie heretycki odrzucają swoją biblijną androgyniczność. Są naszym wysublimowanym alter ego, ulepszonym wariantem nas samych, taką „małą psychologią” odwołującą się do szczęśliwego trafu. Grają na trąbce, flecie, olifancie, tamburynie, oboju, lirze. Najwięcej ich w kościołach i na cmentarzach, lecz są i takie, co celebrują życie – jak te na Operze Garnier, co niczym pogańskie cherubiny desakralizują oblicze anioła. Obnoszą się ze swą nagością. Wśród aniołów płci żeńskiej można tam dojrzeć anioła płci męskiej triumfalnie wybijającego na tamburynie rytm zmysłowego tańca. Drżą, oddają cześć nie tyle Bogu, co sztuce. Niektóre się buntują. W Ogrodzie Luksemburskim olbrzymie skrzydła anioła kobiety wycelowane są w niebo, zuchwale splatając krągłością swych piersi anioła mężczyznę. Uosabiają tę rzadką, bo ludzką dobroć.

Jednymi z ostatnich „ludzkich” aniołów – przynajmniej nad Sekwaną – są siostra Emmanuelle i ojciec Pierre. Ich śmierć, mówiono, była stratą dla Francji, a szczęściem dla nieba. Urodzili się w zamożnych rodzinach, a wybrali życie między najbiedniejszymi. Byli sumieniem narodu, buntownikami dobroci, głosem nędzarzy, odtrąconych, pozbawionych głosu, nadziei, dachu nad głową. Stara, krnąbrna zakonnica w tenisówkach i pogarbiony ksiądz, wiecznie walczący z wiecznie obecną niesprawiedliwością. Stali się jednymi z najpopularniejszych Francuzów i to w kraju przyśpieszonej dechrystianizacji, bijąc futbolistę Zidane’a w rankingach popularności. Przeżywali zwątpienia i wahania, czy nie zerwać ślubów zakonnych – ale wytrwali. Bywało, że głosili poglądy niezgodne z oficjalną doktryną Kościoła. Wzbudzali kontrowersje. Mieli wątpliwości co do zakazu wyświęcania kobiet i zasadności celibatu księży, również w sprawach antykoncepcji, a nawet, w wyjątkowych sytuacjach, wyrażali zrozumienie dla aborcji, dla związków homoseksualnych i wychowywania w nich dzieci. Prowokowali własną wizją Kościoła, lecz nigdy nie pomylili frontów, zawsze wypowiadali wojnę biedzie. Nie zadowalali się kontemplacją swojego Pana – działali. „Nie wierzę w Boga, ale dzięki nim wierzę w człowieka” – mawiało wielu Francuzów.

Abbé Pierre – to imię przyjął w czasie wojny. Działał we francuskim ruchu oporu, ratował Żydów ściganych przez policję Vichy. Po wojnie w jedną noc stał się sławny, kiedy w latach 50. na falach Radia Luksemburg wezwał Francuzów do „rewolucji dobroci”. – Przyjaciele! Na pomoc! – wołał. – Dziś w nocy na paryskim bulwarze Sewastopol zamarzła 60-letnia kobieta. Papież bezdomnych – jak go nazywano – wzywał do zakładania ośrodków noclegowych, do zbiórki pieniędzy, żywności, koców, namiotów, piecyków. Jego apel solidarności z bezdomnymi spotykał się z ogromnym odzewem. Założył pierwszą wspólnotę Emaus niosącą pomoc nędzarzom. Zakładał ją z alkoholikiem, niedoszłym samobójcą o imieniu Georges. – Zanim się zabijesz, pomóż mi – prosił; i go przekonał. Biedacy z Emaus przeszukiwali śmietniki i za sprzedaż z odzysku żyli i pomagali innym. Z czasem zaczęli zakładać banki żywności, bary serca, noclegownie. Oryginalność tego ruchu polegała nie na proszeniu o jałmużnę, ale na organizowaniu się według zasady: „Najpierw pomóż sobie, a Bóg, to znaczy inni, pomogą tobie”. Znamienny był datek Charliego Chaplina, który będąc w Paryżu, przyłączył się do „rewolucji dobroci”. Przekazując czek na dwa miliony franków, powiedział: – Ja tych pieniędzy wam nie daję, ja je oddaję; one należą do was, do tych, w których na ekranie się tylko wcielałem. Jestem wam winien miliony!

Istnieje znany pogląd teologiczny, że każdy ma swego anioła stróża, który otacza nas dyskretną opieką; istnieje też inny – że wszyscy jesteśmy otoczeni przez dobrego i złego anioła, będąc sceną ciągłej walki między nimi. Jeden daje nadzieję, drugi ją odbiera. Jak wiadomo, ich językiem jest muzyka sfer niebieskich, ale i milczenie – tajemnicą nazywane. Najpiękniejsze, co można powiedzieć o Bogu, to zamilknąć – pisał św. Augustyn.

A Mistrz Eckhart? Ten, który w wiekach średnich gdzieś tu przechadzał się po paryskim bruku, układając swe „Kazania”… W jednym z nich napisał: Modlę się prawdziwie tylko wtedy, kiedy nie proszę o nic. Zadziwiające! Lecz jeszcze bardziej zadziwia głos św. Tereski z Ávili, że: Wysłuchane modlitwy przynoszą więcej łez niż te, które pozostają bez odpowiedzi.

Cisza. Wieczorna cisza. To cisza zrodziła myśl, myśl – słowo, a słowo – kto wie? – może i jakiś s e n s. Czy to nie jest rewolucja Nadziei? Jedni nazywają ją transcendencją, inni – pustką, całością, Bogiem, także Tym z twarzą dziecka, co w żłobie leży.

Leszek Turkiewicz




Najpopularniejsze

Zobacz także