X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Tygodnik Angora – Triumf Szarapowej i Nadala wieczne królowanie

Tygodnik Angora – Triumf Szarapowej i Nadala wieczne królowanie

Artykuł wprowadzono: 15 czerwca 2014

Paryski nie-co-dziennik

Świat jak piłka stał się ciasny i okrągły. Lecz nim wrócimy do futbolówki, zatrzymajmy się przy tej żółtej włochatej przez siatkę przebijanej na kortach Rolanda Garrosa. Tam było goręcej niż na Majorce, rodzinnej wyspie Rafaela Nadala. Rafa, jak się go pieszczotliwie nazywa, wygrał po raz dziewiąty, pokonując w finale faworyzowanego Serba Novaka Djokovicia, choć przegrał z nim cztery ostatnie mecze, i który, prócz Paryża, podbił już wszystkie wielkoszlemowe metropolie. Jednak zacznijmy od wdzięku Marii Szarapowej, triumfatorki finału kobiet.
Dawno temu pierwszego „Garrosa” wygrał niejaki Briggs. Efektownie sapał, przebijając piłkę nad siatką. Ale w tej sztuce nikt nie może równać się z Szarapową. Poproszona kiedyś przez sędziów o kontrolowanie swych odgłosów, przeszkadzających skarżącej się przeciwniczce, powiedziała, że to niemożliwe, bo to głos jej „naturalnego instynktu”. I tak, jak seksownie pojękiwała i sapała, tak cudnie wygrała. Po dramatycznej trzygodzinnej walce w finale, pierwszy raz od kilkunastu lat rozstrzygniętym w trzech setach, pokonała Rumunkę Simonę Halep, która po tym turnieju wyprzedziła Agnieszkę Radwańską w rankingu WTA.


Maria uchodzi za tenisistkę najpiękniejszą, halucynogennie waleczną, sportsmenkę najbogatszą na świecie według klasyfikacji Forbes. Dzięki urodzie łączy sport, modę i biznes. Jest ambasadorką marki Porsche i Nike, ma własną kolekcję ubrań, butów, torebek, a nawet cukierków Sugarpova. Dziesięć lat temu, jako 17-latka wygrała Wimbledon. Później triumfowała we wszystkich wielkoszlemowych turniejach, zawsze imponując siłą charakteru. Urodziwa twardzielka po zarobieniu tylu milionów dolarów, euro i funtów, po tylu kontuzjach i operacji barku nie straciła motywacji i woli walki – wygrała „Garrosa” po raz drugi, grając w drugiej części turnieju same trzysetówki.
– To był mój najtrudniejszy wielkoszlemowy finał – przyznała. – Wygrać tu drugi raz to szaleństwo. Poza Nadalem nikt nie objął czerwonej mączki w naturalne władanie. Ja nie wyrosłam na tej nawierzchni. I gdyby ktoś mi powiedział, że najwięcej tytułów wielkoszlemowych wygram w Paryżu, to albo bym się upiła, albo temu komuś kazała przestał pić. Rosjanka nawiązała w ten sposób do wcześniejszej, głośnej wypowiedzi, że „Na korcie ziemnym czuje się jak krowa na lodowisku” – bo nie potrafi się na nim skutecznie ślizgać. Dziś nie jest nawet krówką, a aniołem na czerwonej mączce, na której nie tylko potrafi z gracją się śliznąć, ale i użyć rewersowego forhendu w stylu Nadala.
Dzień po Szarapowej triumfalnie jęknął sam król czerwonej mączki. – Kiedyś i ty tu wygrasz, ale jeszcze nie dziś – szepnął do Djokovicia, ściskając Puchar Muszkieterów. Płakał ze szczęścia. To 14. Wielki Szlem Rafy. Więcej ma tylko kończący karierę Roger Federer (17), jednak przegrał on więcej bezpośrednich pojedynków z Hiszpanem.
Paryska saga Nadala trwa od 2005 roku. Jest pierwszy, który wygrał dziewięć razy ten sam turniej i to wielkoszlemowy, dodatkowo pięć razy z rzędu, czego nie dokonał nawet Björn Borg. Roland Garros to francuska ziemia hiszpańskiego buhaja. Przegrał tu tylko raz, w 2009 roku, kiedy grał na granicy kryzysu nerwowego, sprawiając wrażenie fizycznie i psychicznie udręczonego. Dokuczał mu uraz kolan, a rozwód rodziców osłabił jego siłę wewnętrzną. Przegrał ze Szwedem Robinem Söderlingiem, poruszającym się jak tenisowy robot, wcześniej łatwo go ogrywając. Również publiczność miał przeciwko sobie, której zachowanie trener Nadala określił dosadnie: „Jest tylko jedna kategoria kibiców gorszych od Francuzów – paryżanie”.


Rok później zrewanżował się Söderlingowi w finale i w kolejnych turniejach wszystko potoczyło się jak zwykle. Demolował przeciwników piekielnymi liftami, bekhendami, forhendami. Mecz to dla niego bitwa, a turniej – wojna. Jest jak hiszpański konkwistador – oliwkowa cera, napięta twarz, włosy przewiązane opaską. Porusza się ze zręcznością dzikiego kota. To działa jak pojękiwania Szarapowej, co widać i słychać na widowni. Jedna z dziennikarek Elle napisała: „Oszalałam na punkcie Nadala. On jest taki apetyczny. Jest tyle entuzjazmu w jego grze. Jak każdy Latynos ma naturalny sexappeal. Uwalnia z siebie to coś. Niesamowita siła. I jak panuje nad grą… Z pewnością będzie miał swoje miejsce również w klasyfikacji najbardziej seksownych facetów roku”.
Rafa nigdy nie przeniósł się do Monte Carlo, Nowego Jorku czy Genewy, nawet do Barcelony. Ciągle mieszka na Majorce, między miastem Manacor a małym Porto Cristo. Leworęczny na korcie, ale praworęczny w życiu, już w wieku 3 lat przebijał tam przez siatkę pierwsze włochate piłki. Robił to pod czujnym okiem wujka Toniego, który do dziś jest jego trenerem i sąsiadem przy tej samej ulicy. Tam też buduje swoją akademię tenisa. Chce ją otworzyć w 2016 roku, by na Majorce formowały się nowe „rafy” i nowe kształtowały „nadalki”.
I tyle o żółtej włochatej. Teraz czas na inną piłkę: cięższą, większą, kopaną. Ona zapanowała nad światem.
Angora mini






Najpopularniejsze

Zobacz także