X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Tygodnik Angora – To tytuł książki, która stała się powodem literacko-politycznego trzęsienia ziemi: „Dziękuję za tę chwilę”

Artykuł wprowadzono: 14 września 2014

Angora mini
Jej autorką jest przystojna i atrakcyjna blondynka Valérie Trierweiler, przez wiele lat towarzyszka życia François Hollande’a, prezydenta V Republiki.
„Pewnego dnia miłość w gwałtowny sposób spowodowała pożar mego życia. On miał czworo dzieci, ja troje. Zdecydowaliśmy się, aby zacząć być razem. Ale polityka jest drapieżną i niszczącą namiętnością. Startując z bardzo odległego miejsca, François Hollande pewnego dnia został wybrany na prezydenta Francji (…). Władza jest wyzwaniem nie tylko dla tego, kto ją sprawuje, ale także dla tych, którzy go otaczają” – snuje refleksje była pierwsza dama.



EN_01138712_2450

Książkę pisała przez kilka tygodni w całkowitej tajemnicy. Nie wiedział o niej nawet prezydent. Tylko wąskie grono w wydawnictwie zostało dopuszczone do sekretu. Drukowano ją w Niemczech, aby
wykluczyć przecieki.
Stamtąd książkę przewieziono ciężarówkami w noc poprzedzającą jej ukazanie się w księgarniach. 200 tysięcy egzemplarzy rozeszło się jak ciepłe bułeczki. Na pierwszych 30 stronach Trierweiler analizuje szok, jakiego doznała, dowiadując się o romansie François Hollande’a z aktorką Julie Gayet. Znajomy dziennikarz zadzwonił do niej z wiadomością, że następnego dnia w popularnym magazynie ilustrowanym „Closer” zostaną opublikowane zdjęcia będące dowodem, iż prezydenta łączy z aktorką głęboki związek. Trierweiler, zraniona w swej dumie i szalonej miłości, opisuje spotkanie w Pałacu Elizejskim z ukochanym niewiernym mężczyzną. „No i co?” – pyta ona. „No, co? To prawda” – on na to odpowiada. „Prawda? Co jest prawdą? To, że sypiasz z tą dziewczyną?”. „Tak. Od miesiąca” – odpowiada prezydent i znów kłamie. Przyparty do muru przyznaje najpierw, że romans z Gayet trwa od trzech miesięcy, potem, że od pół roku, w końcu, że ciągnie się od roku. Do tej chwili Trierweiler miała nadzieję, że uda im się nad tym wszystkim przejść do porządku dziennego. „Publiczne przeprosiny. Obietnica, że nigdy więcej nie spotka się z kochanką. Coś w stylu Clintonów” – pisze. „Nic z tego. Nie damy rady. Ty nie będziesz mogła nigdy mi wybaczyć” – stwierdza prezydent. Kładą się spać. François zażywa proszki nasenne, aby uciec od tego wszystkiego i zasnąć.
Valérie budzi się o 5 rano. Romans prezydenta jest informacją numer jeden na wszystkich kanałach telewizyjnych. Valérie tego nie wytrzymuje. Idzie do łazienki. Sięga po ukrytą między kosmetykami plastikową torebkę z różnego rodzaju środkami nasennymi. Przebudzony François goni swoją byłą partnerkę. Szarpią się. Próbuje jej wyrwać torebkę. Część lekarstw upada na podłogę. Valérie łapie je i połyka. Upada na łóżko i
traci przytomność.
Następnego dnia trafia do szpitala. Lekarze zabraniają prezydentowi wstępu na salę, na której leży strzeżona przez dwóch ochroniarzy. Po kilku długich dniach udaje się na rekonwalescencję do Lanterne – pięknej posiadłości pod Wersalem przejętej od premierów Francji przez Sarkozy’ego w czasie jego prezydentury.
Kolejne strony książki to opisy spędzania tam czasu, dochodzenia do siebie kobiety, której nagle na głowę runął cały świat. Nikt jej nie odwiedza poza najbliższą rodziną i wąskim gronem przyjaciół. Z rządu tylko czwórka ministrów ośmieliła się skierować do niej słowa pocieszenia. Większość „zapomniała” numeru jej telefonu. W jeden z czwartkowych poranków przybywa François, „aby porozmawiać”. „Czwartek zawsze był naszym dniem” – wspomina Valérie, bo to właśnie wtedy z jej inicjatywy rozpoczął się ich namiętny związek. Wtedy to u boku François Hollande’a Valérie Trierweiler zastąpiła Ségole`ne Royal, jego długoletnią partnerkę, matkę ich czworga dzieci, niefortunną kontrkandydatkę Nicolasa Sarkozy’ego w wyborach prezydenckich w 2007 roku.
Romans Valérie i François zaczął się znacznie wcześniej. W kwietniu 2005 Trierweiler zdecydowała się zostawić Denisa, ojca jej trojga dzieci. Zaczął się okres kłamstw i wykrętów. „Siedzieliśmy z François w restauracji. Rozmawialiśmy o wielu sprawach, śmialiśmy się. I nagle w drzwiach staje Ségole`ne Royal. Ostrzegłam François. Odwrócił się w stronę wejścia. Myślał, że to jakiś żart, ale ona przysiadła się do naszego stolika. Jej głos był lodowaty, gdy wyrażała nadzieję, że nie przeszkadza – pisze Trierweiler. François nie był w stanie wykrztusić słowa. Valérie wyjaśnia, że rozmawiają o Tour de France, na co usłyszała: „Przestańcie robić ze mnie balona”. Po zwycięstwie Hollande’a w wyborach prezydenckich Valérie wprowadza się do Pałacu Elizejskiego. Jest pierwszą partnerką prezydenta Francji, która tam mieszka, nie będąc jego żoną.
Planowali ślub, ale do niego nie doszło. Wcześniej François związał się z Julie Gayet. Trierweiler nie czuje się dobrze w Pałacu Elizejskim
w roli pierwszej damy.


Ma tam swoje biuro, bo mimo że zrezygnowała z pracy w „Paris Match”, to jednak od czasu do czasu drukuje tam artykuły na temat kultury. Na łamach książki jej autorka wspomina dni spędzane u boku prezydenta. Bierze pod lupę świat polityki – bezduszny, „przepełniony hipokryzją, w którym często zadaje się ciosy poniżej pasa”. Według Valérie władza odmieniła jej partnera. „Ona go odczłowieczyła”. Dla François Hollande’a popularność, jaką się cieszył po zwycięskiej potyczce z Nicolasem Sarkozym o fotel prezydenta V Republiki, była odurzającym narkotykiem. Hollande coraz bardziej tracił ludzką twarz. „Kiedyś mi powiedział, że mnie odzyska, zupełnie tak, jakbym stała się dla niego kolejnymi wyborami prezydenckimi”. Valérie skarży się, że „nawet ich łazienka z czasem zamieniła się w salę narad”. Wspomnienia o dniach szczęścia i radości przysłaniają czarne myśli z okresu po przeprowadzce do Pałacu Elizejskiego. Mimo romansu z Gayet i rozstaniu z Valérie, o czym oficjalnie Trierweiler dowiedziała się z osiemnastu słów depeszy AFP podyktowanej przez Hollande’a, prezydent nie przestał zapewniać jej o wielkiej miłości i bombardować SMS-ami. Nawet w czasie uroczystości związanych z lądowaniem aliantów w Normandii znalazł czas, by między obiadem z Obamą a kolacją z Putinem wysłać do niej krótki liścik, w którym ją zapewniał, że „jest miłością jego życia”. „I to wszystko w chwili, gdy zajmował się sprawami politycznymi znacznie większej wagi” – pisze Trierweiler, dodając, że to polityka umożliwia takie prowadzenie trzech egzystencji równolegle i trzymanie kilku srok za ogon.
W książce nie zabrakło też odniesień do ważnych wydarzeń politycznych. Trierweiler wspomina, jak po wywiadzie, którego Putin udzielił pierwszemu kanałowi francuskiej telewizji TF1, napisała na Twitterze, że „jest szczęśliwa, iż nie będzie musiała ściskać mu ręki”. Dodała jeszcze kilka zdań o jego rasizmie, homofobii, o żądzy podbicia Ukrainy i pozbawianiu współobywateli swobód. Opinie były podzielone. Otrzymała wiele słów poparcia, ale też takich, które nie zostawiły na niej suchej nitki. „W czyim imieniu wypowiadasz te słowa. Jesteś nikim. Rogaczem Republiki!” – pisano. Ona sama zapewnia, że wszystko, co znalazło się w tej książce, jest prawdą: „Jestem dziennikarką i w Pałacu Elizejskim miałam wrażenie, jakbym robiła reportaż. Zbytnio wycierpiałam z powodu kłamstw, by ze swej strony po nie sięgać”.
Prasa zgodnie uznała, że „Dziękuję za tę chwilę” jest przebojem literackiej jesieni. Ale znalazły się też księgarnie, które umieściły przy wejściu informację: „Tutaj Trierweiler nie kupisz”.

Marek Brzeziński
Valérie Trierweiler „Merci pour ce moment”, Les Arenes, Paris 2014






Najpopularniejsze

Zobacz także