X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Tygodnik Angora – Po prostu… Lebenstein

Artykuł wprowadzono: 24 maja 2014

Przedziwne, zdeformowane stwory. Ni to zwierzęta, ni ludzie. Diabły, tańce, syjamskie bliźnięta. Sceny z raju i apokaliptyczne koszmary. Fauna sumeryjska i buduarowe sceny wprost z paryskich knajp i szemranych pokoi. Wśród tego oparte na geometrii postaci, tworzone wokół osi. Wszystko ze świata wyobraźni jednego z najwybitniejszych polskich twórców emigracyjnych.
Życiorys Lebensteina był pełen historycznych zawirowań, wzniosłych i bohaterskich przeżyć, ale i samotności, niezrozumienia i oddalenia. Wszystko widoczne
na płótnach, tekturach, papierze.


W wywiadzie udzielonym Zdzisławowi Jurkiewiczowi artysta wyjaśniał pochodzenie obrazów: „One wszystkie są z tych samych przeżyć: zwykłych, codziennych jak razowy chleb i jak on, z surowych doświadczeń życiowych”. Jego życie podporządkowane było sztuce. Uważał, że talent należy poddawać nieustannej próbie i ćwiczeniom. Cenił przede wszystkim warsztat, technikę i rysunek, który uważał za wstęp i podstawę jakiejkolwiek działalności.
„Lebenstein był nonkonformistą i artystą niezależnym, co zawsze sytuowało go na marginesie oficjalnego życia” – pisał Bronisław Wildstein. Wierny ideałom i wyznaczanym przez własne żądze ścieżkom twórczym powoływał do życia dzieła, które nie zawsze spotykały się z uwielbieniem. Ten wstręt do podążania za trendami powoli spychał jego twórczość w dół drabiny sukcesu i uznania. „Nie poddał się nazistom, nie poddał Sowietom, peerelowskiemu socrealizmowi, nie dał się skomercjalizować marszandom. Po otrzymaniu nagrody w Paryżu jego obrazy sprzedawały się za bajońskie sumy. Jeden z amerykańskich marszandów zaoferował mu setki tysięcy dolarów za cykl figur osiowych, malowanych specjalnie dla amerykańskich banków. Janek zrezygnował z tego marszanda i zaczął malować zwierzęta. Taki był…” – wspominała po śmierci wuja Joanna Żamojdo.
Artysta pochodził z Polesia. Urodził się w 1930 roku, w rodzinie kolejarza Pawła Lebensteina. Oddany krajowi ojciec wychowywał dzieci w duchu patriotyzmu. W czasie drugiej wojny zajmował się dywersją i sabotażem. Zginął podczas zadania konspiracyjnego. Artysta i jego brat Józef należeli do harcerstwa, później do Szarych Szeregów, a po wyzwoleniu kraju do innych organizacji konspiracyjnych. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa zastrzelili Józefa, Jan osadzony został w więzieniu na kilka tygodni.
„Jeszcze będąc dzieckiem, potrafiłem absolutnie wyłączyć się z zewnętrznego świata i skupić się na swoim wewnętrznym… Mało mnie obchodziła szkoła, sporty. Chciałem tylko znaleźć kąt, w którym nikt nie będzie przeszkadzał… no i smarować, to znaczy mazać na kawałkach papieru” – wspominał artysta.
Lebenstein powojenne życie związał ze sztuką. Dostał się do jednego z warszawskich liceów plastycznych, a później wstąpił na Akademię Sztuk Pięknych. Pracował pod okiem m.in.: Kazimierza Tomorowicza, Eugeniusza Eibischa i Artura Nachta-Samborskiego. Pod koniec lat 50. wyjechał do Paryża co umożliwiło mu otrzymanie Grand Prix na I Biennale Młodych. Nagroda, w postaci stypendium i wystawy, stała się impulsem do opuszczenia kraju, a czar Paryża – do pozostania tu na zawsze. Lebenstein związał się szybko z miastem wolności i sztuki. Zyskał
uznanie i szacunek.
Pokazywał prace na całym świecie, a jego dzieła zdobiły liczne kolekcje muzealne i prywatne. Mimo to zajął miejsce z boku. Uznawany, ale pomijany. Nie był artystą żyjącym w zgodzie z modami, był niepokornym indywidualistą. Lebenstein powrócił do Polski pod koniec życia i zmarł w maju 1999 roku, w Krakowie. Pochowany został w rodzinnym grobowcu na Powązkach.
Nie należał do ludzi wylewnych. Nie rozprawiał namiętnie o swojej twórczości. Jej dwubiegunowość fascynowała i odrzucała widzów, a artysta z charakterystycznym sobie spokojem odmawiał odpowiedzi. „Malarstwo ma swoje jedyne uzasadnienie w swoim istnieniu, byciu. Żądanie publiczności skierowane do artysty, by wyjaśnił swą postawę… zaciera chyba istotę rzeczy” – przyznał Witoldowi Orzechowskiemu. Namawiał nieustannie do samodzielnego szukania klucza, który pozwoli zainteresowanym przekroczyć próg wtajemniczenia.
W kontekście jego dzieł pojawiały się różne określenia, takie jak: „sztuka nowego naturyzmu”, „mit o dziejach ludzkości”, „teatr totalny”. Sam artysta nazywał je „metaforami emocjonalnymi”. Krytyk Janusz Jaremowicz w jednym z tekstów poświęconych twórcy znalazł niezwykle trafne określenie, mówiące o „zjawisku Lebenstein”. Zarówno biografia, jak i twórczość tego wybitnego, nietuzinkowego artysty to
objawienie.
Po prostu Lebenstein.
Prace artysty podziwiać można na wystawach w Muzeum Narodowym we Wrocławiu (2 kwietnia – 10 sierpnia) oraz w Galerii Roi Doré w Paryżu (23 maja – 5 lipca). Na pierwszej ekspozycji zobaczyć można jedyną tak olbrzymią kolekcję prac artysty, znajdującą się w kraju, stworzoną przez byłego dyrektora placówki – Mariusza Hermansdorfera – przyjaciela i wielbiciela talentu Lebensteina. W Paryżu natomiast pokazane zostaną prace na papierze, w tym kolekcjonerski rarytas – cykl litografii zaprezentowanych w 1973 roku w Galerii Lambert, grafiki z „teki Orwella” oraz dzieła pochodzące z paryskiego okresu twórczości. Wystawa w Galerii Roi Doré, objęta patronatem honorowym Fundacji im. Jana Lebensteina i zorganizowana we współpracy z Ambasadą RP i z Instytutem Polskim w Paryżu, została wyróżniona przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP jako projekt polonijny.
Anna
Rudek-Śmiechowska
Angora mini






Najpopularniejsze

Zobacz także