X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Tygodnik Angora – Paryski nie-co-dziennik: Metr 66 zmysłowości i skandalu

Artykuł wprowadzono: 20 września 2014

Angora mini
Zawód: Brigitte Bardot. Pochodzenie: burżuazyjna bogini. Pozycja społeczna: ostatni mit Francji. Jej dewizą jest wolność, równość, zmysłowość, a zdaniem kultowym: lubisz je, moje pośladki… I (jeśli) Bóg stworzył kobietę, to diabeł Bardotkę. Albo Francja. Tu nie ma zgody. Pierwszą wersję przyjęły bojkotujące ją środowiska feministyczno-socjalistyczne, drugą choćby Le Figaro Magazine, podkreślając to na okładce (Et La France créa Bardot). Magazyn już w połowie sierpnia zaczął świętować 80. urodziny Bardotki przypadające w niedzielę 28 września. Tydzień później Paris Match poświęcił jej 39. okładkę.


– Jak ją pierwszy raz zobaczyłem, nie miałem wątpliwości, że przybywa z innej planety, z innego wymiaru – wspominał Roger Vadim jej pierwszy mąż, który wprowadził nastoletnią wówczas żonę w świat kina głośnym obrazem „I Bóg stworzył kobietę”. W jednej ze scen nasyconej erotyzmem zatańczyła na stole i wszystko się zaczęło: dla niej, dla kina, dla Francji. Scenę okrzyknięto aktem narodzin nowego świata wolnej miłości.

Bardot miała zastąpić Marilyn Monroe jako symbol seksu. Fascynowała grzeszną bezpośredniością. Bóg (albo diabeł) dał jej władzę uwodzenia mężczyzn, trzeci mąż Sachs – fortunę, Simone de Beauvoir – podziw kobiet. Jej portrety malowali van Dongen i Warhol. Inspirowała Bitelsów i Dylana. Rozbierała całą Francję i pół świata. Magazyn Life napisał, że od czasu zainstalowania w Nowym Jorku statuy wolności, żadna inna Francuzka nie rzuciła tyle blasku na Amerykę. Zmysłowość młodej Bardotki była instynktowna, dzika, wyzywająca. Mina nadąsana, usta pełne, w oczach siła femme fatale. Najsłynniejsza paryżanka, burżujka z dobrej dzielnicy, rygorystycznie wychowana absolwentka katolickich szkół zmieniała obyczajowość starego i nowego świata. Inicjały BB stały się symbolem seksualnego wyzwolenia, a ich nosicielka dorównywała sławą wieży Eiffla i generałowi de Gaulle, który mawiał, że dla Francji jest hojniejszym źródłem dewiz niż Renault.

Ostentacyjnie zmieniała mężów i kochanków, broniąc seksualnej niezależności. Jednym z jej czterech mężów był niemiecki playboy i miliarder Günter Sachs. Spiegel napisał o ich małżeństwie, że przyczyniło się do pojednania Europy, tworząc seksualne dopełnienie politycznego związku Adenauer – de Gaulle. Oficjalnymi kochankami Bardotki byli Trintignant, Bécaud, Distel, Gainsbourg, a spośród przedstawicieli mniej eksponowanych zawodów gitarzysta Zagury, kierowca Formuły 1 Cevert, barman Kalt, student Gilles.

Niedzielna jubilatka miała aroganckie podejście do swej kariery. – Z początku byłam kiepską aktorką. I taką pozostałam. W jej bogatej filmografii nie było arcydzieł, ale kilka znaczących obrazów się znalazło, jak „Życie prywatne” Louisa Malle’a czy „Pogarda” Jean-Luc Godarda (żałowała, że nie zagrała u Felliniego i Bergmana). Żyła od filmu do filmu, od romansu do romansu, od skandalu do skandalu. Osaczona przez media i tłum wielbicieli próbowała popełnić samobójstwo, zażywając środki nasenne i podcinając sobie żyły. Będąc u szczytu sławy, na kilka miesięcy przed ukończeniem 40. roku życia, w 1973 roku wycofała się z filmu. Definitywnie jak Greta Garbo. I już nic nie skłoniło jej do powrotu, nawet propozycja Marlona Brando, by zagrała u jego boku za milion dolarów. Udała się na dobrowolne wygnanie do Saint-Tropez, gdzie mieszka do dziś, niczym na arce Noego, otoczona zwierzętami. Rozpoczęła nowe życie wypełnione walką na rzecz zwierząt: małych fok zabijanych dla śnieżnobiałych futer, wilków tępionych przez rolników, kogutów i psów zmuszanych do krwawych walk, gęsi i kaczek tuczonych przez hodowców dla przetłuszczonych wątróbek. Toczyła wojny z corridą, cyrkiem, zoologicznymi ogrodami, instytutami eksperymentującymi na zwierzętach. – Młodość i urodę dałam mężczyznom, a to, co we mnie najlepsze – daję zwierzętom.

Dziś Francja ma kłopot z zaakceptowaniem jej metra i 66 cm nie tyle już zmysłowości, co ciągle skandalu. Zmysłowość utraciła w sposób naturalny, nie konserwując się przy pomocy botoksu i liftingu, ale skandal obyczajowy zmieniła w polityczny. Kilkakrotnie stawała przed sądem skazywana za wzburzanie nienawiści rasowej wobec muzułmanów kontrowersyjnymi wypowiedziami o imigrantach z krajów islamskich. Jej książkę „Krzyk w ciszy” okrzyknięto narodowym skandalem, katalogiem myśli Le Pena spisanym przez „Mariannę w brunatnej koszuli” (jako pierwsza niehistoryczna postać użyczyła swego wizerunku Mariannie, symbolowi Republiki Francuskiej). Zarzucano jej, że jest rzeczniczką lepenizacji francuskich umysłów, choć do Frontu Narodowego nigdy nie należała, ani do żadnej innej partii. W swym „Krzyku…” dokonała wiwisekcji ojczyzny i rodaków. – Nastał czas dekadencji, deprawacji, zepsucia. Kraj jest chory. Upada. Francuzi stają się reproduktorami dekadenckiej rasy deformowanej przez alkoholizm i megażarcie. Temu złu przeciwstawia nostalgię za przeszłością i wiarę w Joannę d’Arc XXI wieku, za jaką uważa Marine Le Pen.
W niedzielę Brigitte Bardot skończy 80 lat. Jej czas mija. – Nie miałam spokoju za życia, zaznam go dopiero po śmierci pogrzebana obok mych zwierząt. Chcę usłyszeć Casta Diva w wykonaniu Callas na pogrzebie.






Najpopularniejsze

Zobacz także