X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Tygodnik Angora – Paryski nie-co-dziennik: Ja, Napoleonman

Artykuł wprowadzono: 27 września 2014

Angora mini
Ja wiem, ja chcę, ja potrafię – brzmi clou programu Napoleona z podparyskiego Neuilly, polityka małego wzrostu, ale wielkiego ego, kolekcjonera wiecznych piór, symbolu władzy. Władzę już raz zdobył, ale ją stracił, a tydzień temu ogłosił rozpoczęcie kampanii, która ma zapewnić mu jej odzyskanie, by po raz drugi zostać prezydentem Francji. Wszystko gotowe. Plan bitwy przygotowany.

Oświadczenie Nicolasa Sarkozy’ego o tym, że będzie ubiegał się o szefostwo centroprawicowej Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP) otwierające mu drogę do ewentualnego zwycięstwa w wyborach prezydenckich w 2017 roku, zbiegło się z tytułami prasowymi w rodzaju „Napoleon, francuski supermen” (Le Magazine du Monde). Bo i żadna inna postać historii Francji nie była bohaterem tylu książek, filmów, sztuk teatralnych. Prawie 200 lat po swej śmierci, Napoleon superstar nie przestaje fascynować. Każdego dnia na świecie poświęca się mu jedną książkę, a ekspozycje wokół pamięci o nim odbywają się w tak odległych miejscach, jak Japonia, Kuba czy Las Vegas. We Francji od 15 lat organizuje się cztery aukcje rocznie, na których sprzedaje się pamiątki po korsykańskim bogu wojny. Listy, broń, mundury, sztandary, meble trafiają do kolekcjonerów, tylko w jednej trzeciej do Francuzów, reszta do Amerykanów, Rosjan i Chińczyków. Niedawno za 100 tysięcy euro sprzedano laskę, jakiej Napoleon używał na wyspie Świętej Heleny. Ani jej, ani żadnej innej pamiątki po swym idolu nie nabył Sarkozy, ale trzy słowa cesarza Francuzów sam sobie przywłaszczył – tout est possible (wszystko jest możliwe). W chwale, upadku, a zwłaszcza w polityce.


Ostatnie sondaże przesądziły o powrocie byłego prezydenta do polityki. Sarkozy (27 proc.) wyprzedził dotychczasową liderkę Marine Le Pen (25) i obecnego prezydenta François Hollande’a (13), a w drugiej turze głosowałoby na niego 60 proc. ankietowanych. Ta tendencja wydaje się trwała, bo Hollande’a dzieli od wzniosłości do śmieszności już tylko jeden krok, czego symbolicznym wyrazem był jego wygląd jak zmoczonego koguta, kiedy podczas jednego z wystąpień znalazł się w strugach deszczu i nikt nie otworzył parasola nad prezydentem, oślepionym (woda zalała mu okulary), nieporadnym. A później uderzył jeszcze piorun – odwet odrzuconej kobiety, do niedawna kobiety jego życia, którą uczynił pierwszą damą Francji. Ona, Valérie Trierweiler, opublikowała książkę o przebiegłym tytule „Dziękuję za te chwile” świadczącą o niedojrzałości emocjonalnej prezydenta – normalnego Francuza, jak w opozycji do Sarkozy’ego lansowano Hollande’a, któremu rodacy oddali władzę przy akordeonowych dźwiękach „Życia na różowo” Edith Piaf.

Również bonapartysta „Sarko” nie uniknął upokorzenia, nie przez kochankę, ale też przez kobietę – sędzię. Jej decyzją w sposób spektakularny został osadzony w areszcie, w którym przebywał 15 godzin w związku z zarzutami korupcji, nadużywania wpływów i naruszenia tajemnicy zawodowej. To pierwszy przypadek we Francji zatrzymania byłego prezydenta. – Zarzuty wysunięte przeciw mnie są groteskowe – oznajmił – ale nie domagam się wyjątkowego traktowania. Jeśli popełniłem błędy, poniosę ich konsekwencje.
Zgodnie z duchem korsykańskiego mistrza prawdziwą kochanką Sarkozy’ego jest władza. Powrót do niej nie będzie łatwy. Syn węgierskiego arystokraty, który zaciągnął się do Legii Cudzoziemskiej, i córki sefardyjskiego Żyda z Salonik, podczas przegranej kampanii prezydenckiej z Hollande’em był wystawiony na żer ulicy i salonów, znieważany jak mało kto w historii Francji, nazywany „wstydem V Republiki”, porównywany do Hitlera, Pétaina, Mussoliniego. Atakowany za politykę, gwiazdorski styl sprawowania władzy, wygląd, rodzinę, dwie żony, życie publiczne i prywatne. Prawda, że jako prezydent miał wiele wad, czasem był wulgarny, ale nie obłudny i daleki od francuskiej hipokryzji.
– Może jeszcze nie wiemy, jak wielkim był prezydentem – przyznał broniący Sarkozy’ego jeden z francuskich sprawiedliwych, akademik Jean d’Ormesson. Hiperaktywny, hiperambitny, hiperpracowity. Od tygodni bohater francuskich mediów. Wysoka pozycja eksprezydenta potwierdza, że w czasach niepewnych nieobecność postaci wyrazistych w życiu publicznym sprzyja ich popularności, a popularność „Sarko” systematycznie rośnie. Wraca do łask.

– Nie zdradzę, nie okłamię, nie zawiodę – przyrzekał przed laty ów Napoleon z Neuilly, gdzie jako najmłodszy 28-letni mer zaczynał polityczną karierę. Już raz większość mu uwierzyła, gdy zagrał twardziela realizującego ambitny program „ja wiem, ja chcę, ja potrafię”. Lecz zdaniem swych wyborców zawiódł zżerany przez narcyzm i wielkie ego. – Będę inny. Nie powtórzę błędów. Czy przekona Francuzów? Tout est possible. Ale najpierw reelekcja na szefa swej „partyjno-politycznej rodziny” (UMP), która odbędzie się 29 listopada (ewentualna druga tura 6 grudnia), a dopiero później wielce prawdopodobny powrót do Pałacu Elizejskiego i druga koronacja na Jego Prezydencką Wysokość Francuzów. Wszystko jest możliwe. Nawet Waterloo.






Najpopularniejsze

Zobacz także