X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Tygodnik Angora – Paryski nie-co-dziennik: Ikar, Eros, Mars… Mitoraj

Artykuł wprowadzono: 12 października 2014

Angora mini
W Paryżu 6 października zmarł Igor Mitoraj, jeden z nielicznych polskich artystów o prawdziwie światowej renomie. Rzeźbiarz od kilkudziesięciu lat mieszkał poza krajem, w stolicy Francji i włoskim Pietrasanta, w pobliżu Carrary, miejsca wydobycia marmuru kararyjskiego, z którego powstawały jego monumentalne dzieła – obok tych z brązu, żeliwnej stali, wapnia i terakoty.


Tylko w podparyskim La Défense jest kilka rzeźb Mitoraja w doborowym towarzystwie prac takich mistrzów jak Miró czy César. Są i w innych najbogatszych w sztukę metropoliach świata: Rzymie, Mediolanie, Madrycie, Hadze, Lozannie, Los Angeles, Tokio, przed londyńskim British Museum. Znaczącym wydarzeniem była przed dekadą jego wielka paryska wystawa plenerowa w miejscu, gdzie dotychczas nigdy jeszcze nie pokazano prac współczesnego rzeźbiarza – w ogrodzie Tuileries, w sąsiedztwie Luwru, gdzie stoją tylko nagie dziewczyny Maillola unieruchomione w brązie.

Rzeźby Mitoraja są rozpoznawalne na całym świecie. Tworzą zastygły antyczny teatr przeniesiony na współczesną scenę. Aktorzy i ich rekwizyty są zaklęci w kamieniu i metalu. Rozproszone, niekompletne ciała zakrzepłe w półtrwaniu: akty bez ramion, czasami bez głów, czasami z głowami położonymi tuż przy stopach lub powalonymi na ziemię. Korpusy, popękane torsy, maski, niewidzące twarze patrzące pustymi oczodołami, olbrzymie zmysłowe usta, które zazwyczaj mają kształt ust autora i stanowią rodzaj jego podpisu na dziele. Wydrążone głowy, często owinięte w całun lub bandaże albo naznaczone głębokimi rozpadlinami. Niektóre rzeźby mają skrzydła przebite światłem kwadratu, ale są gotowe do lotu. Ikar, Eros, Mars, Gorgona, Wenus, Centauro, Ithaka… Relikty, z których nie do końca uszło życie. Brakujące fragmenty postaci zostały gdzieś po tamtej stronie brzegu i niewidoczne dla żywych wyznaczają drogę do ciemniejszego ze światów. A te, które widzimy, odgrywają przed nami misterium pochwały ludzkiego ciała. W sztuce tej nie ma miejsca dla tkliwych uczuć, taniej nadziei, nie ma zaklinania rzeczywistości, napięcia, przemocy. Zamiast pociechy jest surowe piękno i afirmacja losu, który i tak wszystkich nas prędzej czy później zdradzi.

Igor Mitoraj urodził się wiosną 1944 roku w Oederan w Niemczech jako syn deportowanej polskiej robotnicy przymusowej i francuskiego jeńca wojennego, oficera Legii Cudzoziemskiej. Do Paryża przyjechał z Krakowa w 1968 roku za namową Tadeusza Kantora, swojego profesora malarstwa w Akademii. Nad Sekwaną kontynuował naukę i miał pierwszą indywidualną wystawę w galerii La Hune w dzielnicy Saint-Germain-des-Prés. Sukces tej wystawy (rok 1976) ostatecznie przekonał artystę do rzeźbiarstwa. Związał się z galerią bratanka ówczesnego prezydenta Mitterranda. Od tego czasu miał na świecie ponad 200 wystaw (w Polsce tylko kilka, nad czym ubolewał), a jego prace znalazły miejsce w prestiżowych muzeach oraz na placach i ulicach wielu miast. Wzorował się na twórczości Michała Anioła i Antonia Canavy. W latach 80. osiadł we włoskiej Pietrasanta związanej z tradycją wielkiego rzeźbiarstwa. Ale Paryża do końca nie opuścił – przyjął obywatelstwo francuskie i zatrzymał na Montmartrze pracownię w słynnym Bateau-Lavoir, legendarnej przystani Picassa, Braque’a, Matisse’a…

Wielokrotnie podkreślano podobieństwo prac Mitoraja do arcydzieł starożytnej Grecji oraz jego powinowactwo z surrealizmem. Kiedyś, dla potrzeb Paryskiego nie-co-dziennika, spytałem rzeźbiarza o te wpływy. Dziś, po jego śmierci, jeszcze raz odsłuchałem nagranie: – To nie jest inspiracja estetyczna, raczej intelektualna. Nie używam żadnych modeli, prototypów czy archetypów antycznych, sięgam do źródeł ducha sztuki greckiej, która ciągle emanuje wielką energią. My już zapomnieliśmy, że żyjemy na fundamentach tej cywilizacji, tej kultury. A surrealizm? Podoba mi się, to wszystko… Widza chcę zająć czymś jemu znanym. To moja odpowiedź na to, co dzieje się współcześnie w sztuce. Jestem przeciwko wizji sztuki, której tak naprawdę nie ma, jakimś narzucanym konceptualizmom, różnym neo- i post- trendom kolejnych generacji. Za późno, to już było 40 lat temu i się wyczerpało. Pierwsi byli najlepsi, a powtórki zawsze są wtórne. Moi mistrzowie to Bacon, Giacometti, Brancusi… Ci poza głównym nurtem. Lubię nostalgię, to coś, co przepadło, ale istnieje. Istnieje w nas, w naszej wyobraźni, w naszych genach. Rozmowa z czasem jest przywilejem artystów…

Głos Mitoraja umilkł. Jego rzeźby kamienieją na styku czasu i przestrzeni w bezkresnej ciszy. Piękne i smutne. Zespolone z porządkiem rzeczy noszą w sobie znak, skrót, kondensację ludzkiego losu. To widać. Lecz noszą w sobie również to coś, czego nie widać. Jakby ślad wieczności. Dziwne, ale postacie te jedynie skrzydła mają nienaruszone, nieuszkodzone, gotowe do lotu. Czyżby to one miały nas unieść ponad wyobraźnię, na drugą stronę, gdzie sztuka jest absolutem. Zuchwały podstęp artysty.
On już tam jest – Igor Mitoraj (1944 – 2014).






Najpopularniejsze

Zobacz także