X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Frytka belgijska – Tygodnik Angora

Frytka belgijska – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 6 grudnia 2014

Frytki będą wpisane na listę dziedzictwa kulturowego ludzkości UNESCO! To coś, z czym mamy do czynienia, idąc do fast foodu? Nie do końca, bo w tym przypadku chodzi o frytkę belgijską!


W 1998 roku, w czasie mistrzostw świata w piłce nożnej, „król futbolu” Pele powiedział mi w czasie wywiadu: „Piłkę kopie każdy – mnisi tybetańscy, siostry zakonne w RPA i Papuasi w Nowej Gwinei. Ale tylko Brazylijczykom płynie ona w żyłach – to ich krew”. To samo jest z Belgami i frytkami.
Królestwo Belgii to przykład antagonizmów nowoczesnych narodów cywilizacji europejskiej, które mogą doprowadzić do rozpadu państwa. Tym razem mieszkańcy Walonii i Flamandowie oraz niemieckojęzyczni Belgowie stanęli razem we wspólnym froncie „walki o frytkę”. Oczywiście wyłącznie w belgijskim wydaniu – żadne tam francuskie, chociaż Lille to też Flandria, ani angielskie do ryby – „fish’n’chips”, czy amerykańskie nie równają się z tymi, które powstają między Lie`ge i Antwerpią. To tam, we flamandzkiej części Belgii, wszystko się zaczęło. Frytki zostały wpisane na listę skarbów kulturowych regionu. Francuskojęzyczni Walończycy „nie byli przeciw, ale nawet za”. No i sporządzono petycję.
A stało się to w czasie odbywającego się właśnie w Belgii Świątecznego Tygodnia Frytki. To kulinarna rozpusta, w roli głównej z frytką, która jest wszystkim chętnym rozdawana według zasady „ile wlezie”. Taki „frytkowy” atak na UNESCO nie mógł pozostać bez odzewu.
Petycja Belgów wywołała wzburzenie w Lille, na północy Francji. Dziennik „La Voix du Nord” stwierdził, że domaganie się od UNESCO specjalnego statusu to skandal, bo oni, tam, na północy, też kochają frytki. Włączono w aferę walońskiego ministra rolnictwa, który między młotem a kowadłem musiał przyznać, że „frytki to dorobek kulturalny tej części Flandrii”. Jednak bardzo gładko dodał, że o ile „nasi wszyscy przyjaciele na północy Belgii i Francji mają prawo do frytki, to jednak frytka belgijska jest najlepsza na świecie”. A zatem…

Brzezinski50

Z polędwicą z kangura
Niepozorna knajpa na przedmieściach Brukseli. Jej szef od 1980 roku produkuje najlepsze frytki w Brukseli, czyli na świecie. „Od lat jestem związany z tym samym producentem ziemniaków”– mówi właściciel restauracji. I dodaje: „Nie wolno ich obrabiać mechanicznie. Krojenie musi się odbywać ręcznie. Precyzyjnie: 13 milimetrów długości. Zawsze takie same”. Potem trzeba je zanurzyć w tłuszczu. Oliwa czy olej wykluczone! Bo belgijskie frytki smaży się w tłuszczu wołowym. Dwa razy. Najpierw raz, a potem tuż przed podaniem smaży się, aż zaczną wydawać z siebie odgłosy, że pękają – jak mówią Belgowie „śpiewają” – ale dopiero w tej drugiej fazie, nigdy w pierwszej. Wtedy je można podawać. I nigdy na wynos! Zawsze muszą być spożywane na miejscu. Są tacy Belgowie, którzy jedzą frytki tak sporządzone codziennie! Według Belgów frytki to odbicie „belgijskiej duszy”. Belgia jest jedną wielką frytkownicą.

A my te po belgijsku przyrządzone frytki podamy z polędwicą z kangura. Na patelnię nalewamy oliwę, na to pergamin zgrabnie przycięty i kawałki mięsa. Krwistość tej polędwicy jest większa niż wołowiny. Dla krwistej wystarczy 5 minut, wysmażonej dwa razy tyle. No i sos śmietankowy ze smardzami. I Buzet – czerwone, wytrawne wino myśliwych z południa Francji.






Najpopularniejsze

Zobacz także