X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Tygodnik Angora – Dzieci z Mont Blanc

Artykuł wprowadzono: 19 lipca 2014

Angora mini
Dwoje małych dzieci i ich ojciec wspinają się na najwyższy szczyt Europy. Od stoku odrywa się lawina. Rozpędzona masa pędzi w kierunku maluchów. Lawina to niekiedy 300 kilometrów na godzinę tratującego wszystko po drodze śniegu. Ojciec głęboko wbija czekan w lód. Przytomność umysłu ratuje dzieciom życie. Tragedii uniknęli w przejściu zwanym „korytarzem śmierci”.
Najmłodszym wspinaczem, który wdrapał się na Mont Blanc, jest jak dotąd 10-letni Brytyjczyk Asher Silver, który dokonał tego wyczynu w 2009 roku. Syn Amerykanina Patricka Sweeneya, jest młodszy, ma 9 lat. 11-letnia córka Shannon stałaby się najmłodszą dziewczynką w dziejach, która wdrapała się na Białą Górę. Cała ekipa była świetnie wyposażona. Najpierw usłyszeli dziwny dźwięk. – Tatusiu! To brzmi jak syk węża – powiedziała dziewczynka. – To gorsze niż wąż – odpowiedział ojciec. To był odgłos zbliżającej się lawiny. – Usłyszałem krzyk syna. A potem córki. Jedyne, co mogłem zrobić, to wbić czekan w lód, żeby zrobić dla nich kotwicę, coś, co ich zatrzyma przed osuwaniem się w przepaść – powiedział Sweeney. To nie była lawina pełna puchu. To był śnieg twardy jak cement – miażdżył, ale dawał szansę. Przyznał, że czuł się „jak antylopa, która wpadła w paszczę lwa”. Dzieciaki poleciały pięćdziesiąt metrów w dół i zatrzymały się na linie utrzymywanej na czekanie ojca. – Tato, pomocy! Pomocy! – krzyczały dzieci.



Reakcja kilku znajdujących się w pobliżu alpinistów pomogła trójce wybrnąć z dramatycznej sytuacji. Chłopiec wyjaśnił, że ponieważ oboje z siostrą byli przywiązani tą samą liną, to mieli trudności z podniesieniem się ze śniegu. Mimo że udało im się wyjść z opresji obronną ręką, to wspólnie postanowili, iż nie będą szli dalej, na szczyt Mont Blanc, lecz że zejdą. Jego zimna krew uratowała dzieciaki przed tragedią. Tylko po co gnał z nimi na najwyższy szczyt Europy? I pytanie, na które nie są w stanie odpowiedzieć ci, którzy mogliby na Mont Blanc wchodzić z zamkniętymi oczami – dlaczego tak doświadczony alpinista jak Sweeney wybrał najtrudniejszą drogę wiodącą na tę zdradziecką górę – najgroźniejszą w Alpach francuskich?
Przygotowywał ich do tego starannie. Przechodzili różne ćwiczenia w górach. Chciał zaszczepić im pasję, zobaczyć ich imiona w księgach podboju Mont Blanc. Ojciec i syn mają za sobą kilka trudnych wejść. Zdobyli Gran Paradiso we Włoszech. W trójkę wdrapali się na Le Brevent we Francji. Syn Sweeneya powiedział, że „już nie może się doczekać kolejnej wyprawy z ojcem w góry – bo to jest fantastyczny sport”. Dziewczynka jest ostrożniejsza. Powiada, że musi teraz ochłonąć i poczekać jeszcze rok, zanim znów spróbuje wspinaczki. Mont Blanc nazywany jest potocznie „białym mordercą”. Co roku ginie tam wielu ludzi, którzy potem spoczywają u stóp ściany wystrzeliwującej ku obłokom, na górskim cmentarzu w Chamonix. Leżą tam przybysze z całego świata. Nie brakuje i polskich nazwisk, ludzi, którzy byli z Alpami za pan brat, a jednak tam zostali na zawsze.
Na głowę Sweneeya posypała się inna lawina – krytyki. Amerykański alpinista broni się, mówiąc, że „lepiej jest ciągnąć swoje dzieci w góry, niż żeby traciły czas, grając w gry komputerowe lub oglądając telewizję”, i dodał, że jeśli dał im w tym wieku lekcję odwagi, to spełnił swoje obowiązki ojca. – Jedną rzeczą jest wyczyn, doskonale przygotowanych i zaprawionych we wspinaczce alpinistów, a inną brawura takich, co wstają od stołka w biurze i gnają na Mont Blanc, jakby to były Pola Elizejskie” – powiedział mi przewodnik z Chamonix i dodał, że dla wielu niedzielnych turystów wejście na tę górę to nobilitacja w kręgu ich znajomych. Wiele takich osób rusza w góry w miejskim obuwiu, wiele cierpi z powodu braku aklimatyzacji na chorobę górską. Swenney był doświadczonym alpinistą, ale nie tylko żółtodzioby giną w Alpach. (MB)
Na podst.: 20 Minutes, Le Parisien, Daily Mail, ABC News, Sudinfo, CBS Boston






Najpopularniejsze

Zobacz także