X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Tygodnik Angora – Aperitif

Artykuł wprowadzono: 31 maja 2014

To jest żelazny punkt uroczystych obiadów, a te nie sprowadzają się tylko do tak wielkich wydarzeń jak przyjęcia urodzinowe czy rocznice ślubu, ale także do celebrowanych nad Sekwaną, Rodanem i Loarą z niezwykłą pieczołowitością niedzielnych obiadów. Aperitif nie jest tylko tym, z czym na pierwszy rzut oka nam się kojarzy – specjalnym trunkiem na apetyt.
Rzeczywiście, w krajach Morza Śródziemnego podaje się przed posiłkiem alkohol o mocy od 18 do 35 proc., często z dodatkiem lodu. W Prowansji będzie to pastis, czyli anyżówka, która po dolaniu zimnej wody zamienia się w płyn o kolorze mleka. Włosi piją wermut, Hiszpanie a za nimi Anglicy (choć to nie taki znów naród śródziemnomorski) wytrawne sherry, Grecy – ouzo. Zwykle do aperitifu podaje się orzeszki albo czipsy. Ale we Francji od pewnego czasu nastała moda na bardziej konkretne dodatki.


Brzezinski23
Obiad postawiony
na głowie
Kuchnia francuska została w 2010 roku zapisana na liście UNESCO dorobku dziedzictwa kulturowego ludzkości. I wtedy we Francji nastąpił „aperitifowy boom”. Nie jest to przystawka, bo tę spożywa się tuż przed głównym daniem, nie jest to „wstępniak”, czyli chapsik – figlarnie spleciona ze smaków i barw kombinacja różnych produktów, na przykład dwóch gatunków łososia, cukinii, parmezanu i ostrej papryki – ot, tak na… jednego chapsa. Aperitif stał się daniem odrębnym, a jak się tym zainteresowali wielcy szefowie, to wtedy nabrał „kulinarnych” rumieńców. Dodajmy, regionalnych też, bo wtedy najlepiej smakuje, gdy korzysta się z miejscowych przysmaków. Najczęściej są to zaskakujące w swej prostocie produkty, do których mistrz ceremonii znakomicie dobiera trunek – zwykle piwo – białe, jęczmienne, ciemne, porter lub aromatyzowane różnymi owocami – rzadziej wino, ale to też. Co więcej, na pierwsze miejsce przyjęcia (z ostatniej pozycji po głównym daniu, ale przed deserem) awansowały sery, a zatem to prawdziwa rewolucja na francuskim stole.
Aperitif i regiony
W krainie języka trubadurów, w Langwedocji, podadzą nam kremowy pelardon, rozpływający się w ustach kozi ser o lekko orzechowym odcieniu smakowym. Jeden z tamtejszych szefów radzi, aby spróbować go, popijając piwem o barwie bałtyckiego bursztynu. W Jurze nie ma lepszego sera niż comte. To kwiatowa bajka ujęta w żółtą formę leżakującą dwa lata. Istnieje 1500 (!) odmian tego sera, a każda jest przepyszna. Do tego albo małe jasne wino, niezbyt bogate w smaku i bukiecie, by nie zabić tego, co w comte najlepsze, albo miejscowe „żółte”, na którym Ludwik Pasteur robił swoje pierwsze naukowe doświadczenia. Po francuskiej stronie Krainy Basków, w okolicach, którymi przedzierały się dzielne wojska znane z „Pieśni o Rolandzie”, natrafimy na wyśmienitą kiełbasę z miejscową papryką espelette, uprawianą tutaj i suszoną na ścianach domów gminy Espelette. Miejscowi szefowie polecają do tego piwo o aromacie czerwonych owoców, głównie malin, ale czerwone Bordeaux, na przykład Chateau Les Tuileries 2012, też będzie doskonałym dodatkiem. W Ardenach dostaniemy na aperitif suszoną szynkę ze świeżymi ziołami – rozmarynem, szałwią, tymiankiem, tymiankiem cytrynowym, w których wraz z listkiem laurowym marynowana jest przez 48 godzin. Zaś nad Loarą, w krainie cudownych zamków i wspaniałych białych win, zaproponują nam ser valencay z mleka koziego, posypany solą oraz popiołem z węgla drzewnego, dojrzewający przez dwa miesiące. Kształtem przypomina dzwonnicę miasteczka, z którego pochodzi.
Angora mini






Najpopularniejsze

Zobacz także