X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Twórczość jest podróżą – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Twórczość jest podróżą – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 21 czerwca 2015

W tę podróż zaprasza statek pijany, zataczający się pod rozpiętymi żaglami nad stawem w Lasku Bulońskim. Imponujący, ba, określany „ikoniczną budowlą XXI wieku”, co sięga „kłębiastych chmur” lub „czubka góry lodowej” i, co najważniejsze, obiecuje to „coś” – „Klucze do pasji sztuki”.


Nie jest dziełem poetyckiej imaginacji Artura Rimbauda, ale współczesnej gwiazdy architektury Franka Gehry, który dwunastoma szklanymi żaglami przesłonił wielką, nieregularną, mocno ekspresyjną bryłę niedawno otwartego muzeum Fundacji Louisa Vuittona. Budowlę wzniesiono na zlecenie najbogatszego Europejczyka, francuskiego konesera sztuki Bernarda Arnaulta, stojącego na czele koncernu luksusowych dóbr LVHM, do którego należą takie marki, jak Vuitton, Dior, Dom Pérignon i Guerlain.

Ekspozycja „Klucze do pasji” (do 6 lipca) to ostatni etap paryskiej inauguracji Fundacji Vuittona. Dzieła 22 artystów emblematycznych dla kanonu sztuki współczesnej wystawiono w czterech sekwencjach tematycznie korespondujących z kolekcjonerską aktywnością Fundacji. Za credo przyjęła sentencję: Twórczość jest podróżą. Więc w drogę z tym wiatrem sztuki, co nie ma ani początku, ani końca, jak głosił kapitan żeglugi niewątpliwie tu wielkiej – Picasso.

Sekwencja pierwsza: ekspresjonistyczno-subiektywna. Wyznacza tematyczne pola śmierci, lęku, samotności. Pierwszoplanową postacią jest Edward Munch i jego kultowe arcydzieło „Krzyk” wystawione za pancerną szybą. Wizualizacja człowieka przeszytego egzystencjalnym bólem, którego ciało rozrywa „wielki krzyk natury”. Rozpacz z ustami szeroko otwartymi, oczodołami bez źrenic, wydłużoną widmową twarzą. Ogniste kolory i wzburzona linia wciągają w uniwersum trupiej halucynacji. Czy ratunkiem są „Czarny kwadrat”, „Czarne koło”, „Czarny krzyż”? – fundamentalne formy Kazimierza Malewicza dobrze oswojonego ze śmiercią, bo zszedł w zaświaty bez przedmiotów. Zszedł do „zera form”, gdzie tylko geometryczne światło i tajemniczy stygmat, jak na jednym z granicznych obrazów – „Biały na białym, czyli rozpad ciała w niebyt”. Innym mistrzem rozpadu jest wielkie monstrum malarstwa Francis Bacon, który dokonał gwałtu na ciele, przedstawiając je jako ideę ludzkiego mięsa. Lśnią różowością obrzęku, szpetotą paroksyzmu. Torturuje je, deformuje, rozciąga, ściska, wyjmuje kości, aż osiągnie wymiar szyderczy i wstrząsający, wymiar tajemniczej zwierzęcości homo sapiens. W ciałach silne są seksualne konotacje otwartych ust. Odsłaniają zęby – żywe fragmenty czaszek.

Sekwencja druga: kontemplacyjna. Claude Monet medytuje nad „Nenufarami” malowanymi w ogrodzie Giverny. Plamy kwiatów toną w wycinkach stojącej wody, bez brzegów, bez nieba. Dezintegracja formy ustępuje harmonii odcieni, co panuje nad chaosem. Kontury zanikają w widmach kolorów, sięgają granic abstrakcji. Krok dalej – Niemiec Emil Nolde i jego pejzaż pokorny, pozbawiony wszystkiego, co może ekscytować. Otwarty horyzont. Natura jako pole energii, której piękno tkwi w zderzeniu i fuzji jej sił nieposkromionych. Pojawia się hedonizm Bonnarda i Picassa. Pierwszy, nazywany malarzem szczęścia, odwołuje się do marzenia balansującego między zjawianiem się i znikaniem. Arkadyjski pejzaż, rozżarzony, rozpalony tropikiem, gęstniejący ogrodami. Jeśli pojawiają się postacie, to są to formy kobiecego ciała stwarzane przez światło słoneczne. „Kobieta z żółtymi włosami”, „Kobieta o wielkich oczach”, „Kobieta w czerwonym fotelu” – to już Picasso i jego okres twórczości naznaczony związkiem z Marie-Thére`se Walter. Profil antyczny, piękno zmysłowe, erotyka. Kobieta to jego forma, linia, kolor. Lecz i inne są linie – Pieta Mondriana – horyzontalne, wertykalne, nabierają dynamicznej równowagi. Abstrakcja totalna, w której holenderski malarz i teozof szukał formy czystej, transcendentnej wobec natury. Choć imię Boga nie pada, to pojawia się „esencja świata”, „substancja wszechrzeczy”, „duch bytu”. Sekwencję kończy Amerykanin Mark Rothko – color field painting. Spokój, prostota, ale i ekstaza. W końcu rezygnacja i ostateczność – po walce z depresją podrzyna sobie żyły.

Sekwencja trzecia: pop popis. Léger, Picabia, Delaunay, którzy o pół wieku wyprzedzili strategię pop. Pochwała witalności, techniki, maszyny, nowoczesności, tłumu, hałasu metropolii. Pierwszy: piękno jest wszędzie, bardziej na ulicy niż w muzeum, toczy się, pędzi, przelewa obok nas. Drugi: sztuka to kult błędu, powinna stać się szczytem antyestetyki, czymś niepotrzebnym, czymś niedającym się usprawiedliwić; seks jest ważny, ów mechanizm poruszanych tłoków i kół. Trzeci: jak pijany mistyk szuka drogi do czystego malarstwa abstrakcyjnych „symfonii barw”.
Sekwencja czwarta: muzyczna. „Fuga na dwa kolory” Kupki, „Taniec” Matisse’a, wyrafinowane malarstwo dźwięków Kandinsky’ego. Malarska muzyka rezonuje falami, elipsami, dekompozycją figur, harmonią formy, koloru, kadencji. Tworzy język odwołujący się do elementów notacji i asocjacji muzycznych, polifonii koloru, harmonii, tonów i akordów, powtórzeń, wariacji, rytmu, napięcia i równowagi, ciszy. Jest podróżą ku początkom mitu narodzin ze światła i muzyki.

W tej podróży dryfujemy między demonami naszej wyobraźni i aby panować nad zewnętrzną siłą, co w nas samych bierze początek, niewiele różnimy się od przodków. Tamci pokrywali farbami skalne ściany jaskiń Lascaux i Altamiry, my – płótna obrazów. Jedne i drugie to czynności magiczne, rytualne, destrukcyjne.






Najpopularniejsze

Zobacz także