X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Trudne czasy dla katedr

Trudne czasy dla katedr

Artykuł wprowadzono: 19 kwietnia 2020

Podczas gdy Notre Dame w Amiens świętuje w tym roku 800-lecie, opublikowany niedawno raport pokazuje niepokojące dane dotyczące francuskich katedr. Na 87 tego typu budowli we Francji ledwie 22 są w dobrym stanie.

Rok 2020 należeć miał do Notre-Dame d’Amiens. Ta największa gotycka katedra we Francji (200 tys. m3, 145 m długości i ponad 42 m wysokości pod sklepieniem) świętuje w tym roku 800-lecie. Jej budowę rozpoczęto w 1220 roku, w świetnie prosperującym mieście będącym ważnym punktem na Drodze św. Jakuba prowadzącej do Santiago de Compostela. Katedra w Amiens została zbudowana, by odzwierciedlać potęgę miasta i przyciągać pielgrzymów, a efekt ten niewątpliwie osiągnięto dzięki trwającym ponad 60 lat pracom. Ale 800 lat później sytuacja katedry jest bardziej skomplikowana: zaplanowane uroczystości zakłóca z jednej strony kryzys związany z epidemią koronawirusa, z drugiej problemy finansowe charakterystyczne także dla innych obiektów tego typu.

Wieczne prace i niedobory

Katedra w Amiens oszałamia ogromem i bogactwem zdobień. Ale we wnętrzu wrażenie psuje siatka ochronna rozpięta pod częścią sklepienia i ogromne rusztowanie wokół organów. Siatkę założono w 2018 roku, przed wizytą księcia Williama, i do tej pory nie zdołano przeprowadzić prac, które pozwoliłyby na jej zdjęcie. Z kolei ważące 100 ton i sięgające na wysokość 40 metrów rusztowanie daje nadzieję na zaplanowaną na 2020 rok renowację ogromnych organów o 3800 piszczałkach. W programie na ten rok przewidziano również remont kaplicy, która ma stać się domem dla relikwii Jana Chrzciciela – fragment czaszki świętego od wieków przyciągał do Amiens pielgrzymów z całej Europy. Ale, jak zauważa rektor katedry ks. Édouard de Vrégille, „prace renowacyjne w katedrze trwają nieprzerwanie od 1973 roku”. Jednym z powodów takiej sytuacji jest brak wykwalifikowanej siły roboczej. Precyzyjne prace renowacyjne wymagają szczególnych umiejętności i pozwoleń – na rynku jest niewiele specjalistycznych firm, pracują więc po kolei nad różnymi budowlami, co wymusza działanie etapami, rozciągane często na wiele lat. Z drugiej strony wszystkie katedry borykają się z tym samym problemem: brakiem funduszy.

Pożar najsłynniejszej z francuskich gotyckich katedr, paryskiej Notre Dame, uzmysłowił światu, jak kruche są to budowle i obnażył szereg problemów, z których niewiele osób zdawało sobie sprawę. Najbardziej oczywisty jest stan budowli i ich zabezpieczeń. W przypadku Notre Dame system przeciwpożarowy nie spełnił swej funkcji (choć do dziś nie wyjaśniono, na ile był to błąd człowieka, a na ile systemu). Ale paryska katedra przynajmniej taki system posiadała – czego do niedawna nie można było powiedzieć o wielu innych. Po pożarze Notre Dame ministerstwo kultury zarządziło audyt zabezpieczeń przeciwpożarowych we wszystkich katedrach. Wyniki okazały się zatrważające: ponad połowa z nich takiego systemu nie posiadała lub był on niedostosowany do obowiązujących norm. Państwo przekazało więc na rozwiązanie problemu dotację w wysokości 2 mln euro, na czym skorzystały m.in. katedry w Amiens i Nantes. I choć pożarów nie da się uniknąć, nowoczesne systemy przeciwpożarowe pozwalają zminimalizować ryzyko i straty. Z drugiej strony, choć takie punktowe dotacje są dla katedr cenne, nie rozwiązują problemu, jakim jest brak wystarczających funduszy i odpowiedniego zarządzania.

Chaotyczne zarządzanie

Budżety, jakimi dysponują katedry, zwykle nie pozwalają na przeprowadzanie skomplikowanych i drogich prac renowacyjnych ani na wprowadzanie nowoczesnych zabezpieczeń. Część problemu wynika z ich specyficznej sytuacji prawnej – zgodnie z prawem z 1905 roku, dotyczącym rozdziału państwa od Kościoła, wszystkie dobra kościelne, w tym 87 katedr, są własnością państwa. I choć budowle są nie tylko miejscami turystycznymi, ale też ciągle użytkuje je Kościół i wierni, ich właścicielem jest Republika Francuska, więc to w jej gestii leży zarządzanie nimi. Od 2008 roku państwo przeznacza ok. 40 mln euro rocznie na utrzymanie i renowację katedr. Kwota sama w sobie nie jest mała, ale jest też nieporównywalna z kwotami na inne inwestycje (np. w ciągu najbliższych czterech lat na renowację paryskiego Grand Palais ma zostać przeznaczone 30 mln euro). I przede wszystkim jest niewystarczająca na utrzymanie w dobrym stanie i przeprowadzenie niezbędnych prac renowacyjnych w tak skomplikowanych budowlach.

Opublikowany w 2019 roku raport, przygotowany na potrzeby Zgromadzenia Narodowego, rysuje smutny obraz: na 87 katedr będących własnością państwa, jedynie 22 są w dobrym stanie, 48 w średnim, 15 w złym, a 2 „w stanie częściowego zagrożenia” (Notre-Dame de l’Assomption w Clermont-Ferrand i oranżeria katedry w Luçon). Autor raportu Gilles Carrez podkreśla w nim, że biorąc pod uwagę liczbę budowli, dofinansowanie na każdą z nich wynosi średnio… 0,5 mln euro. W rzeczywistości kwoty te bywają niższe, co wynika przede wszystkim ze sposobu zarządzania funduszami. Jak podkreśla Carrez, nie istnieje żaden scentralizowany system administracji katedrami – państwo przekazuje pieniądze regionalnym dyrekcjom ds. kultury jako ogólny budżet przeznaczony na utrzymanie wszystkich budowli i zabytków historycznych na danym terenie. Poszczególne regiony dysponujące różnymi funduszami i mające do utrzymania liczne zabytki decydują się część pieniędzy przeznaczyć na katedry, które ze względu na swój wiek i charakter wymagają właściwie bezustannych prac. W efekcie budżety katedr bardzo różnią się między sobą: w latach 2007 – 2018 katedra Notre Dame w Rouen otrzymywała średnio 2,1 mln euro rocznie, ale Saint-Apollinaire w Valence tylko 37 tys. Zdarza się, że kiedy któraś z katedr wymaga większych nakładów, pieniądze przeznaczone na inne są zmniejszane – swego czasu prace w katedrze w Chartres zostały wstrzymane, bo dach katedry w Bourges wymagał natychmiastowego remontu. Finansowanie katedr momentami przypomina więc zarządzanie kryzysowe, kiedy gasi się największe pożary, ale nie istnieje żaden logiczny model działania rozpisany w czasie.

Jak refleksyjnie zauważa Pierre-Antoine Gatier, główny architekt ds. budowli historycznych, „jest losem katedry być wiecznie w budowie”. Jednocześnie podkreśla też, że rozciąg­nięcie prac w czasie może mieć swoje dobre strony: „Ostrożność wymaga działania rozłożonego w długim czasie, chociażby po to, aby uniknąć złych wyborów w kwestii renowacji”. Kontrowersje wokół renowacji katedry w Chartres pokazują, jak słuszna jest owa ostrożność – w 2015 roku prace, które przywróciły wnętrzu budowli jego oryginalny jasny kolor, wywołały gorącą polemikę. Ostrożność niezbędna będzie również przy rekonstrukcji Notre Dame, nawet jeśli ze względów wizerunkowych i politycznych Emmanuel Macron dąży do jej ekspresowej odbudowy. Katedry jeszcze dobrze nie ugaszono, kiedy prezydent już zapowiadał „odbudowę w ciągu pięciu lat”, zaznaczając jednocześnie, że jest „otwarty na współczesny gest”. To dosyć mgliste stwierdzenie wywołało burzę. W efekcie struktura katedry nadal nie jest do końca zabezpieczona, stopionego rusztowania ciągle nie udało się usunąć, zanieczyszczenie ołowiem wciąż jest problemem, a tymczasem z jednej strony krążą petycje nawołujące do odbudowania Notre Dame do stanu sprzed pożaru, z drugiej pojawiają się mniej lub bardziej futurystyczne wizualizacje katedry „na miarę XXI w.”. Doskonałym obrazem tego konfliktu jest mało elegancka „wymiana opinii” między generałem Jeanem-Louisem Georgelinem, odpowiedzialnym za od­budowę Notre Dame, a Philippem Villeneuve, głównym architektem katedry. Villeneuve jest zwolennikiem odbudowy do stanu sprzed pożaru i często wypowiada się w tej kwestii w mediach. Zirytowany Georgelin w swoim listopadowym wystąpieniu przed Zgromadzeniem Narodowym odpowiedział zwięźle: – Niech zamknie mordę.

Niemniej, mimo zamieszania wokół paryskiej Notre Dame i obietnic przeznaczenia na jej odbudowę gigantycznych funduszy, nawet ta najsłynniejsza katedra od lat borykała się z problemami finansowymi. A wiele budowli znajduje się w trudniejszej sytuacji. Bardziej znane, znajdujące się w dużych miastach lub wpisane na listę UNESCO, radzą sobie lepiej. Nie tylko odwiedza je więcej turystów, ale otrzymują większe fundusze, łatwiej jest im też przyciągnąć potencjalnych mecenasów. Z pozarządowej pomocy korzysta np. katedra w Chartres, od lat wspierana przez stowarzyszenie Sanktu­aria Świata. Ale, jak zauważa historyk Mathieu Lours, katedrom niełatwo jest przyciągnąć prywatnych mecenasów: – Ogrom tych budowli budzi strach. Niełatwo je oswoić, a dodatkowo ich religijny charakter odstrasza niektóre firmy.

Niepewna przyszłość

Kumulacja problemów – zbyt małe budżety i złe zarządzanie, specyficzny charakter budowli wymagających nieustannych nakładów, trudności w pozyskaniu prywatnych mecenasów – sprawia, że stan katedr coraz bardziej się pogarsza. W podsumowaniu raportu Carrez apeluje o stworzenie scentralizowanego i rozłożonego na lata planu zarządzania, utrzymania i renowacji katedr, zauważając, że jest to nie tylko kwestia dbałości o dziedzictwo Francji, ale element tworzenia wizerunku i rozwijania gospodarki miast. Jego głos dołącza więc do głosu tych, którzy od lat wzywają najwyższe władze do stworzenia globalnej wizji zarządzania tymi niezwykłymi budowlami.

Denis Thuriot, mer Nevers, gdzie niedawno zakończono renowację wieży tamtejszej katedry, podkreśla, że „trzeba było lat i 9 mln euro, aby ją odrestaurować”. Thuriot jest jedną z osób od lat próbujących zwrócić uwagę na pogarszający się stan katedr i nawołujących do stworzenia globalnego planu zarządzania nimi. Dzisiaj twierdzi, że władze powinny wykorzystać „efekt Notre Dame”. Apeluje więc z jednej strony o wykorzystanie prac przy odbudowie do szkolenia kolejnych pokoleń specjalistów, z drugiej proponuje, aby setki milionów euro zadeklarowane przez darczyńców dla Notre-Dame de Paris wykorzystać też na ratowanie innych katedr – jeśli nie zostaną wydane i zgodzą się na to donatorzy. Na dziś jednak sytuacja nie wygląda obiecująco – ciągle nieopanowana epidemia koronawirusa paraliżuje gospodarkę, źle wróżąc zarówno potencjalnemu mecenatowi, jak i państwowym dotacjom. Z drugiej strony, pieniądze obiecane na Notre Dame ciągle są raczej wirtualne – wielcy donatorzy obiecują wpłacać je w miarę postępowania prac, ale te posuwają się bardzo wolno. Nie wiadomo ani w jakiej formie katedra zostanie odbudowana, ani jaki budżet będzie potrzebny do realizacji prac, trudno więc mówić o przeznaczaniu nadwyżek na inne budowle. Ale Denis Thuriot zauważa, że dla katedr czas płynie inaczej. Na ich budowę trzeba było dziesiątek lat. Przetrwały wojny, rewolucję – przetrwają więc również epidemię COVID-19 i przepychanki wokół Notre Dame, nawet jeśli do decyzji o ich losie potrzeba będzie kolejnych wielu lat.

Magda Sawczuk




Najpopularniejsze

Zobacz także