X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Transcendentalna bufonada – Tygodnik Angora

Transcendentalna bufonada – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 16 kwietnia 2016

Paryski nie-co-dziennik

To bez wątpienia kulturalne wydarzenie paryskiej wiosny. Sztuka jako transgresja, balansująca nad wyrafinowaną mistyką z upodobaniem do dziecięcej prostoty, ironii, bufonady. Dzieło jednocześnie mnicha i komedianta, nazywanego Buddą z Bauhaus. Wielka retrospektywa Paula Klee w Centrum Pompidou, największa od 1969 roku. Zaczyna się Maską młodego komedianta i prowadzi przez siedem sekcji śladami 230 prac reprezentatywnych dla jednego z największych malarzy XX wieku.

Na początek passus z Wyznania twórcy, który skądinąd bez kompleksów zanotował o sobie, że kiedyś „wszystko będzie z Klee”. Sztuka – pisał w swym dzienniku – przypomina akt stworzenia. To symbol, tak jak świat ziemski jest symbolem kosmosu. Sztuka wychodzi poza przedmiot, poza to, co rzeczywiste, i to, co wyimaginowane, prowadząc nieświadomą grę z rzeczami ostatecznymi. Podobnie jak dziecko naśladuje nas w zabawie, tak my w tej grze naśladujemy siły, które stworzyły i stwarzają świat, wobec którego powinniśmy być otwarci jak to budzące się w nas dziecko natury czy stwórcy.

Paul Klee (1879 – 1940) łączył mistykę i dziecięcą prostotę, wierzył, że prapoczątki sztuki można odnaleźć w dziecięcym pokoju. Stąd i źródeł własnej sztuki tam szukał, katalogował swe dzieła począwszy od pierwszych rysunków kreślonych w wieku kilku lat po ostatnie przedśmiertne obrazy wystylizowane na infantylne. Odwoływał się do dziecięcej kreatywności jako ideału twórczości. Jego kompozycje, niewielkie formy tworzone przy użyciu akwareli, tuszu i farb olejnych noszą znamiona improwizacji, spontaniczności, nieświadomego gestu. Oscylują między poetycką baśnią a nieprzeniknioną rzeczywistością. Urzekają kolorem – ja i kolor to jedno – pisał. Pisał też, że intuicji niczym nie można zastąpić. Posługiwał się nią w sposób artystycznie dojrzały, używając języka symboli, skrótów, snów, znaków i niedopowiedzeń. Był jak mocno stojący na ziemi mag, co idzie przez świat z oczami szeroko otwartymi – jedno oko widzi, drugie czuje, a sztuka po to jest, by oczom tym otwierać perspektywę, którą rozpoznajemy jak zwierzę pastwisko.

Na tym pastwisku w Centrum Pompidou szwajcarsko-niemiecki malarz swobodnie operuje linią, którą definiował jako punkt w ruchu, wolno ewoluującą bez szczególnego celu. Jak życie, jak świat cały. Widzimy Drogę główną i drogi poboczne, kompozycję o energetycznym napięciu, Ad Parnassum przypominające mozaikę o wibrującej kolorystyce, Senecio zdominowane przez dwoje oczu w dziecięcym okręgu twarzy, Tańczące pod panowaniem strachu figury geometryczne z doczepionymi głowami, rękami i nogami, przywołujące swastykę. Byty hybrydalne, ludzkie i przedmiotowe. Dalej Kaplica, której wierzchołki drążą przestrzeń jak szczyty zamglonych gór zredukowane do krawędzi fryzów, Młody ogród – rajski chaos, Gwiazda wschodzi – eteryczny blask i czarny zygzak, wektor śmierci łączący ziemię z upadającą gwiazdą, Pejzaż przeszłości – nocny, księżycowy, spokojny, miękki, wewnętrzny. To jedynie kropla w oceanie 10 tys. prac Paula Klee.

Ten wyrafinowany poeta-malarz, kreator dziecięcych światów, tworzył w polu napięć, budując równowagę tego, co racjonalne i irracjonalne, naturalne i nadnaturalne. W Paryżu uczestniczył w pierwszej surrealistycznej wystawie w 1925 roku, przywożąc z weimarskiej szkoły Bauhaus, gdzie wykładał, pokaźny „magazyn snów”, ale też laboratorium nowoczesności. Operował na granicach aluzyjnej abstrakcji, nazywanej przez siebie krystaliczną. (Im bardziej przerażający staje się świat, tym bardziej abstrakcyjną jest sztuka). Malarz hermetyczny, ale i otwarty na anegdotę, osobny, wędrujący własnymi ścieżkami, na których pobrzmiewają dalekie echa surrealizmu, ekspresjonizmu, kubizmu czy konstruktywizmu. Zachwycał się liściem, gwiazdą, skrzydłem motyla, w czym widział i niebo, i tę „drugą stronę” siebie samego. Poszukiwał duchowości, tropiąc związki malarstwa z muzyką, odwołując się do jej asocjacji, notacji, polifonii, błądząc graficzną dżunglą dziewiczych języków, pajęczyną piktogramów, kaligrafów, hieroglifów. Tworzył język metafizyki zdolny wyrazić świat, życie, umieranie.

W 1933 roku profesor Klee jako rzekomy galicyjski Żyd został pozbawiony prawa nauczania, a jego prace wpisano na listę sztuki zdegenerowanej. Malarz wraz z żoną Lily Stumpf opuścił nazistowskie Niemcy. Wrócił do Szwajcarii, gdzie się urodził, i tam spędził ostatnie lata życia. W izolacji od zewnętrznego świata, mimo choroby (sklerodermia) pracował intensywnie i w pośpiechu, jakby przeczuwając nadchodzącą śmierć – w ostatnim roku życia wykonał 1253 prace. Jedna z ostatnich to nieukończony obraz Uwięziony. Na tle chmurnego błękitu nieba (dla niektórych to czyściec) na grubej jucie za czarnym konturem krat otwartego na świat więzienia patrzy na nas jedno oko, a drugie – w głąb siebie, wolne, bo martwe.

Na nagrobku malarza umieszczono epitafium: Wymykam się prawom tego świata, będąc już pośród umarłych i jeszcze nienarodzonych, trochę bliżej centrum tworzenia, a jednak wciąż za daleko… Bo nie wszystko jest z Klee? Ale jego linia ewoluuje, ciągle bez szczególnego celu.








Najpopularniejsze

Zobacz także