X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Torebkę z krokodyla kup mi luby (Tygodnik Angora)

Torebkę z krokodyla kup mi luby (Tygodnik Angora)

Artykuł wprowadzono: 10 września 2016

Paryski nie-co-dziennik

Rozmowa z Esterą Tajber, polską projektantką mody w Paryżu



– Moda umiera młodo – mawiał Cocteau, ale niekoniecznie jej kreatorzy. Niedawno odeszła jedna z jej paryskich ikon Sonia Rykiel, dożywszy sędziwego wieku 86 lat. Miała pewne związki z Polską, bo pochodziła z polsko-rumuńskich Żydów. I ty swoje kolekcje projektujesz w Paryżu, sygnując je marką ESTERA TAJBER. Czy będziesz kolejną Sonią Rykiel?
– Sonia Rykiel jest jedna, ale pracuję cały czas nad tym, żeby być w pełni Esterą Tajber. Nie wiem, czy zrobię rewolucję, jaką zrobiła Sonia. Urodziłyśmy się i projektujemy w zupełnie innych czasach. Dziś kreatorom jest trudniej się przebić. Jest nas dużo więcej, pojawiły się nowe media, dużo trudniej teraz jest przebić się i znaleźć sposób na siebie. Nie chodzi o to, żeby zrobić coś, czego nie było, bo z modą jest tak, że się ją przetwarza. Świadomie lub nie, czerpiemy z tego, co już było, i od nas tylko zależy, w jaki sposób to przetworzymy. Coco Chanel powiedziała kiedyś: „Nowe to tylko inaczej opakowane stare”. W historii mody tego jest tak dużo, że dziś trudno powiedzieć, kto się kim inspiruje i kto komu „kradnie” pomysły. W czasach, kiedy wszystko już było, trzeba skupić się na sublimacji, detalach, które charakteryzują twój styl.

– À propos Coco Chanel, to twierdziła, że ona ubiera świat, a Yves Saint Laurent go rozbiera, odkrywając ciało jako nową supergwiazdę mody i czyniąc czerń kolorem dnia. U ciebie czerń wręcz dominuje, inspirujesz się YSL?
– Dla mnie czerń jest poszukiwaniem i budową formy. Nie potrzebuję koloru, żeby podkreślić sylwetkę kobiety. Jest wiele typów czerni, szukam jej różnych odcieni, refleksów. Nie powiem, żebym się YSL inspirowała, choć go uwielbiam. Tutaj mogłabym raczej użyć referencji malarza Pierre’a Soulages’a i jego poszukiwań światła w czerni. Nie inspiruję się kreatorami, inspiruję się ulicą, choć lubię minimalistyczny klimat Yohji Yamamoto. Nasze filozofie są zbliżone. Jak on, nie znoszę mody. Stała się pusta, robi się za dużo niepotrzebnych, nieprzemyślanych rzeczy. Zawsze był to biznes, ale dziś to masówka. Domy mody nie pracują jak dawniej, większość marek podąża za tymi samymi trendami. Nie lubię tego świata, tego szpanerstwa, tej prostytucji wszystkich pseudoartystów. Jestem daleko od tego, ja po prostu lubię w tej branży pracować i najchętniej nie wychodziłabym ze swej pracowni.
– Moda zawsze krążyła wokół seksu. Służy iluzji: żeby wydać się młodszym, wyższym, bogatszym, żeby podnieść seksualną atrakcyjność…
– Oczywiście, że chcę kogoś upiększyć, podkreślić formę, seksualną atrakcyjność. Jak najbardziej. Myślę bardzo sensualnie o moich kreacjach. Z każdej klientki staram się wydobywać jej naturalną zmysłowość, bo czasem jej nie czują, nie widzą, zapominają. Jak mi się to udaje, jak widzę diametralną zmianę formy, wtedy jestem szczęśliwa. Nie chcę ich całkowicie odkrywać, spódnice nie są ani za krótkie, ani za długie, plecy często odkryte, bo to bardzo zmysłowe miejsce. Jestem przeciwko pokazywaniu za dużo nagiego ciała, myślę, że to nie jest sexy, a chcę, aby kobieta była seksowna; nawet teraz, kiedy będę pracować dla irańskiej marki, co będzie trudniejsze, ale mnie wybrali. Jestem też przeciwko unifikacji kobiety i mężczyzny. Moda męska się rozmywa, traci swą męskość. Mężczyźni się zagubili i nie wiedzą, jak się odnaleźć. To widać na pokazach, w sklepach, na francuskich salonach – duże dekolty i obcisłe spodnie. Wolę mężczyznę klasycznego, nawet jak za bardzo o siebie nie dba, ale musi mieć charyzmę, coś intrygującego w sobie. Podobają mi się stroje Alexandra McQuenna, który stworzył piękny klasyczny krój męski.

– Jak zaczęła się twoja przygoda z modą?
– Mój dziadek robił torebki, mama unikatowe sukienki, nauczyłam się szyć, będąc dziewczynką. W liceum szyłam sobie wszystkie ubrania. We Francji sprzedałam jedną z moich kolekcji torebek i ukończyłam paryską Akademię Sztuk Pięknych. Robiłam wideo i instalacje, w których używałam tańca i cienia. W końcu zajęłam się modą, a projektowanie torebek stało się integralną częścią mej pracy. Zaczęłam od projektowania na własne potrzeby, ponieważ nie mogłam w sklepach znaleźć rzeczy, które chciałabym nosić. Potem pojawiły się zamówienia i tak stworzyłam swoją markę. Każda z moich torebek jest inna i każda jest zainspirowana inną kobietą, którą miałam przyjemność poznać. Współpracuję też z innymi domami mody i dla nich tworzę odrębne kolekcje. Ostatnio stworzyłam model ze skóry krokodyla. Moje kreacje pokazywałam na warszawskich pokazach i paryskim Fashion Week, gdzie zaprezentowałam 57 modeli.

– Wróćmy do Soni Rykiel. Ubierała symbole kobiecości: Bardotkę, Deneuve, Hepburn, a ty kogo chciałabyś ubierać?
– Nie mam takiego marzenia. Kobiety, z którymi pracuję, są w różnym wieku i przeróżnych profesji. Nawiązuję z nimi bardzo osobiste relacje, jak np. ta z Grazią Quaroni, kuratorką fundacji Cartier. To osoba niezwykle inspirująca. Zrobiłam dla niej model torebki nazwany jej imieniem. Moje klientki łączy to, że odpowiada im moja wizja mody.






Najpopularniejsze

Zobacz także