X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Szaszłyk, krewetka i kapusta

Szaszłyk, krewetka i kapusta

Artykuł wprowadzono: 6 lutego 2022

Amerykanie przyrządzają krewetki, marynując je przez kwadrans w koniaku, czyli – po ichniemu – w brandy. Następnie podają je na liściu sałaty, z jajkiem na twardo, z majonezem i keczupem. W Wietnamie zafundują nam krewetki w imbirze. Ha-kao to wersja chińska. Na parze, z chińskimi grzybami, bambusem, sezamem, w cieście wonton, czyli cieniutkim placku z mąki kukurydzianej. Doskonale krewetki nadają się do sałatek i do nemów, czyli sajgonek. Zaś w Hiszpanii obok ryby i innych owoców morza trafią do zarzueli – tamtejszej wersji zupy pomidorowej. Kalmary, przegrzebki św. Jakuba, dorsz, omułki, inne małże, zielona i czerwona papryka, czosnek, oliwka, cebula, łycha absyntu, szklanka porto i oczywiście krewetki. Hiszpanie wiedzą, jak żyć i jeść.

We Francji popularne są krewetki w pączkach. Otacza się je ciastem. Posypuje obficie espelette. I hop do frytkownicy. Podaje się takie krewetkowe pączki z sosem słodko-kwaśnym, z dodatkiem czosnku i ostrej papryki. W rejonie Bordeaux dostaniemy krewetki z rusztu. Zanim trafią „na ogień”, posypuje się je mieszaniną tartego imbiru, soli, pieprzu, papryki cayenne, czosnku i kolendry. W dolinie Rodanu, skąd pochodzą przednie wina, krewetki przyrządza się w sosie czosnkowym z paprykami, szafranem, z dodatkiem kolendry cieniutko poszatkowanej. Zamiast po krewetki można sięgnąć po rybę o białym mięsie, a zatem na przykład po dorsza. Miejscowi smakosze doradzają, aby do takiego dania podawać wino Tavel, według znawców najlepiej nie białe i nie czerwone, lecz rose, które ma mieć najsilniejszy bukiet znakomicie pasujący do czosnku i szafranu, a jeśli nie, to Côtes du Rhône lub Côtes du Rhône Village, ale zawsze rose. No cóż. Próbując wino, zawsze musimy zaczynać od wzroku – jak ono wygląda; potem nosa, a dalej sięgamy do podniebienia i gardła – jak ono nam tam leży.

Marynata

Warto pomyśleć o tym, jak przygotować nasze krewetki do smażenia, ewentualnie do gotowania na parze. A zatem marynata. Tutaj możliwości jest wiele. Jedną z nich ściągnęliśmy od Paula Bocuse’a – wielkiego maga francuskiej sztuki kulinarnej. Drobniutko pocięte cebula i szalotka. Obficie posypujemy je tymiankiem i rozmarynem. Liść laurowy. Sok z cytryny. Oliwa. Czerwony pieprz. Sól i czarny pieprz. I w taką zalewę wkładamy rybę albo krewetki. Na te ostatnie mam inny sposób marynowania. Bardziej azjatycki. Pocięte źdźbło cytroneli. Kolendra. Czosnek. Najlepiej wcześniej nieco podgrillowany. Kurkuma. Olej sezamowy. Cayenne. Wszystko razem wymieszane i doprawione sosem ostrygowym. No i szczypta cajun, czyli przyprawy pochodzącej z Luizjany – krainy jazzu, którą Napoleon odsprzedał, by mieć fundusze na liczne wojenne eskapady i awantury, w jakie się wdawał. Otóż właśnie w Luizjanie wpadli na pomysł, aby zmieszać paprykę, kolendrę, czarny pieprz, kminek, suszony czosnek, cayenne i dorzucić do tego nieco anyżku oraz ziarna gorczycy. Pikantne, lecz nie ostre. Miłe na języku, bo ożywiające w chwalebny sposób. A zatem marynujemy nasze krewetki i inne owoce morza, dolewając do tego nieco białego wina. Dwie kulki pieprzu syczuańskiego i dwie jałowca. Wbijamy całe towarzystwo – owoce morza, a do tego kawałki cebulki – na patyczki. Grill. A teraz posypujemy nasze jadło drobno posiekaną kolendrą. Posypujemy espelette. Na talerzu kiszona kapusta (wymysł alzacki), a na niej układamy szaszłyki – krewetki i owoce morza. W kielichu białe, wytrawne Pinot Grigio. Lepsze z Toskanii niż z okolic Wenecji. Co za aromat. Bukiet wyborny. Pełen kwiatów. Jak przystało na bukiet.

Marek Brzeziński




Najpopularniejsze

Zobacz także