X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Światowy szczyt klimatyczny –  Gra w zielone – Tygodnik Angora

Światowy szczyt klimatyczny – Gra w zielone – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 5 grudnia 2015

„Turyści! Wracajcie! W Paryżu jest bezpiecznie!” – takie słowa padły z ust premiera Manuela Vallsa po tym, jak francuska turystyka doznała dotkliwego ciosu finansowego w wyniku zamachów 13 listopada. Premier podaje przykład, że w dwa tygodnie po atakach zgodnie z planem odbył się światowy szczyt klimatyczny.



Prezydenci i premierzy 150 państw, 44 tysiące gości. Hangary najstarszego lotniska Le Bourget pod Paryżem zamieniono na gigantyczne centrum konferencyjne. Zmobilizowano 12 tysięcy policjantów, żandarmów i żołnierzy, z tego 3 tysiące strzegą lotniska, reszta – francuskich granic, na których znów przywrócono kontrole, tak jakby Schengen nie istniało. Przez dwa dni autostrady prowadzące z lotnisk Roissy-Charles de Gaulle i Orly do Paryża są zamknięte dla ruchu. Tak jak i obwodnica dookoła stolicy. Mnożą się apele, by samochody zostawiać w garażach. Komunikacja miejska jest za darmo. Ale prefekt wzywa, żeby ludzie nie wychodzili z domów. Nie korzystali z metra. Terroryzm i bezpieczeństwo. „Bierzcie dzień wolny” – mówi prefekt i apeluje do przedsiębiorstw, by „organizowały ludziom pracę w domu”.

2 stopnie Celsjusza
To stawka tej gry. Dwa stopnie mniej do końca stulecia. „Ktoś tu upadł na głowę” – mówią sceptycy, ale państwa z rejonu Pacyfiku, najbardziej zagrożone zalaniem przez stale podnoszące swój poziom wody oceanów, kraje afrykańskie – najmniej trujące, ale najbardziej odczuwające zmiany klimatyczne oraz kraje Ameryki Południowej domagają się, aby limit ustalono na 1,5 stopnia Celsjusza, o pół stopnia mniej, niż zakłada ambitny program. Oddychanie czystym powietrzem kosztuje. Wszyscy chcą zarobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Inni, tak jak Polska, nie mają wyjścia. Od lat ogrzewali węglem. Na nim skupia się polska gospodarka. Miny umorusanych twarzy górników na niewiele się zdadzą. Węgiel straszy. Państwa rozwijające się domagają się pomocy. „Potrzebujemy 20 miliardów euro w ciągu kilku lat, by przejść na inny sposób zaopatrywania się w energię” – mówią. Francja daje 2 miliardy. Chiny 20! Ale komu?! Bo przecież sami Chińczycy muszą odejść od węgla. Ale tego ich przemysł nie wytrzyma. Z drugiej strony przez tydzień smog na ulicach Pekinu nie pozwalał ludziom na swobodne poruszanie się. W oparach zanieczyszczeń przechodnie z trudem widzieli się nawzajem. Do Le Bourget przybyła premier Polski Beata Szydło. Wezwała do solidarności w walce z terroryzmem i ze zmianami klimatycznymi. Przypomniała, że Polska trzy razy przewodniczyła negocjacjom klimatycznym i jako jedno z niewielu państw zdołała zmniejszyć wydalanie trujących emisji o 30 procent, zachowując przy tym dwukrotny wzrost dochodu narodowego. Premier Szydło, podkreślając poczucie obowiązku, jakie na Polsce spoczywa, stwierdziła, że nasz kraj jest gotów przystąpić do porozumienia w sprawie klimatu, jeśli będzie ono miało „globalny charakter”, czyli jeśli wszystkie państwa to zrobią. Beata Szydło zadeklarowała, że Polska jest gotowa przeznaczyć 8 milionów na pomoc w ramach tak zwanego Zielonego Funduszu Klimatycznego. Jeden daje miliardy, inny miliony, a kominy dymią. Każdy z występujących przywódców państw miał trzy minuty na przemówienie. W sumie 450 minut. Przywódcy odjechali, a delegacje 195 państw (Tajwanu nie wpuścili, bo Chiny się sprzeciwiły, a to one są większym trucicielem powietrza, więc ugięto się pod chińskim szantażem) podzieliły się na grupy robocze. Niektórzy przysłali pięciu, sześciu wysłanników, delegacje innych krajów składały się z ponad dwustu osób. Wycieczka do Paryża to kusząca perspektywa. ONZ, bo to przecież było spotkanie pod egidą tej organizacji, na terenie lotniska Le Bourget rozlokował patrole „błękitnych hełmów”. Końcowy dokument zdecydowało się podzielić na piętnaście kawałków. Dotyczyły one między innymi technologii i sposobów dostosowania się do zmian klimatycznych budownictwa, transportu i rzecz jasna energetyki. Ale jak tu uzyskać consensus, jeśli tak hołubiona przez niemieckich ekologów energia płynąca z wiatraków jest potępiania przez francuskich działaczy na rzecz ochrony środowiska, bo „szpecą one krajobraz, czyli są nieekologiczne”. Francuski minister spraw zagranicznych Laurent Fabius przyznawał, kręcąc głową, że trudno jest dojść do porozumienia, bo „interesy są tak odmienne”. Przedstawiciel położonych na Pacyfiku wysp Tuvalu stwierdził, że system ostrzegania przed tsunami i tajfunami, jaki proponuje się wprowadzić, jest świetny, tyle tylko, że „co mi z SMS-a, iż leci na mnie wielka fala, jeśli jedyne, co mogę zrobić, to wskoczyć na kuchenkę, bo to najwyżej położone miejsce na mojej wyspie”.

Tajfuny, lodowce i lasy…
Bogaci zatruwają najbardziej – Chiny, USA i Kanada. Ale ci biedni, stający na gospodarcze nogi, wcale nie są w tyle. Zimny prysznic zgotował zebranym na Le Bourget premier Indii, który stwierdził, że jego kraj musi się rozwijać, a do tego potrzebna jest energia i węgiel. On ma w nosie ekologię – chodzi o naród i rozwój gospodarki. Indie postępują podobnie jak USA w 2009 roku, kiedy to w Kopenhadze oświadczyły: „dajcie nam spokój, bo my nie chcemy zmienić naszego stylu życia”. Teraz Barack Obama bił się w piersi, że trzeba „coś” zrobić dla naszych wnuków. Indie ani drgnęły. Indonezja, Malezja, Afryka, cała Ameryka Południowa, a przede wszystkim Brazylia – to samo. Tam codziennie dochodzi do masakry lasów. To są płuca naszej Ziemi. Wycina się je bezlitośnie. Drzewa na naszym globie pochłaniają jedną czwartą gazów przyczyniających się do ocieplenia naszego klimatu. Nad Amazonką wycina się ponad pół miliona hektarów lasów rocznie. W Afryce od 100 tysięcy do pół miliona. To tym oddycha nasza planeta. Niemcy i Brytyjczycy sięgnęli do kieszeni, bo to, co tam się dzieje, uderza w ludzi mieszkających nad Tamizą, Renem czy nad Wisłą! 5 miliardów euro przeznaczają na pomoc rządom państw, które chcą chronić lasy. Wenezuela, Kolumbia, Peru, Chile, Argentyna, Sudan, Kenia, Tanzania, tam się ich wycina (poza Brazylią), najwięcej. W Meksyku Francuzi pomagają rolnikom. „Zamiast wycinać drzewa, sadzę ananasy” – mówi rolnik Santos Garcia. „Nie muszę już wypalać lasu, by mieć ziemię. To dzięki tym pieniądzom”. W Meksyku co roku 800 tysięcy hektarów lasów jest wyrąbywanych. W Nigrze uwierzono w zbawienne skutki sadzenia faidherbia, drzewa z rodziny akacji. Wysokiego na 30 metrów. Pozwala ono na zatrzymanie azotu w ziemi, a to jest warunek, by uprawy sorgo przynosiły dobre plony. Tutaj nazywają tę akację „drzewem cudem”. W porze suchej jej liście dają cień. W porze deszczowej opadają, użyźniając ziemię. Taki „zielony płot” ma być posadzony w poprzek całej Afryki Północnej, wszędzie tam, gdzie jest pustynia, het aż po Dżibuti i Morze Czerwone. „Wielki Mur Chiński” z akacji.

Wszystkiemu winien człowiek
Eksperci nie mają wątpliwości. To my sami jesteśmy sprawcami tego, co się dzieje w atmosferze, ale też bez nas nie uda się naprawić szkód ani wyhamować tego procesu. Problem powoduje dwutlenek węgla. Ludzkość zaczęła się rozwijać w tak szybkim tempie, że i wydalanie tego „szkodnika” do atmosfery znacząco wzrosło. Rozwój. Wzrost. Dobrobyt. To były słowa klucze. Do tego potrzebne były węgiel, ropa naftowa i gaz. Teraz mówi się o odnawialnych źródłach energii. A w jaki sposób wytłumaczyć to Arabii Saudyjskiej, która swoje bajeczne bogactwo zbudowała na ropie, czy Rosji, której potęga gospodarcza i ego Putina płyną z gazu, żeby zrezygnowali z używania tych źródeł i przeszli na… wiatraki? Zużycie gazu jest tak ogromne, że naukowcy zaczęli już mówić o nowej erze w dziejach ludzkości. Była „epoka lodowcowa”, teraz mamy „erę geologiczną wpływu człowieka”. To, że wyginęły dinozaury, odbyło się bez udziału ludzi. To, że wyginą ludzie, odbędzie się z udziałem człowieka. Fizyk Sebastian Balibar udowadnia, że jeśli ocieplenie odbywałoby się wyłącznie za sprawą działania słońca, to byłoby to odczuwalne tylko w warstwie stratosfery. „Ale u nas robi się coraz bardziej gorąco! Podnosi się poziom mórz i oceanów!” – mówi naukowiec. 20 procent ciepła słonecznego jest wchłaniane przez atmosferę. 30 procent odbija się od niej i leci w kosmos. Pozostała, czyli połowa, jest wchłaniana przez wody i ziemię na naszej planecie. Problem polega na tym, że powstające w tym procesie promienie ultrafioletowe są w 95 procentach przechwytywane przez gazową opończę otulającą Ziemię. I to one powodują znaczny wzrost temperatury.

Mity i prawdy
Czy oceany i lasy pochłaniają połowę CO2 wyprodukowanego przez człowieka? Tak, to prawda. Lasy dzięki fotosyntezie przetwarzają to w molekuły organiczne, nieszkodliwe dla ludzi. Niemniej jednak naukowcy obawiają się, czy las i ocean pewnego dnia nie „eksplodują”. One też mają swoje granice, a wtedy nasza atmosfera pęknie pod presją takiej ilości gazu. Czy ocieplenie zagraża życiu na naszej planecie? Przez trzy i pół miliarda lat – od czasu, gdy życie pojawiło się na Ziemi – działy się tu znacznie gorsze rzeczy, a jakoś przetrwaliśmy. To napawa nadzieją. Niemniej ocieplenie postępuje tak szybko, że ludziom nie, ale wielu gatunkom mającym prawo do egzystencji w tym świecie tak jak my zagraża śmierć. One znikną. Zostaną na ilustracjach w encyklopediach. Są tacy specjaliści od spraw morskich, którzy twierdzą, że wyginą wszystkie skorupiaki. Żegnajcie langusty, homary i inne kraby! Gorzej, że to grozi także licznym bakteriom żyjącym w oceanach, a to już zmienia bioflorę mórz. Z lasów też zginie wiele gatunków. Cieplej będzie w miastach? Odpowiedź brzmi – tak. Transport. Energia. Ruch. To wszystko sprawi, że mieszczuchy będą się bardziej pociły, wynosiły się na wieś i tam „podgrzewały” atmosferę. Prawdą jest, że wulkany przyczyniają się do ocieplenia klimatu. Nieprawdą zaś, iż dziura ozonowa nad biegunami przyczynia się do efektu cieplarnianego. Prawdą jest, że topnieją lodowce w Alpach, na Grenlandii i na Antarktydzie. Nieprawdą jest dowcip rysunkowy, na którym miś polarny na krze mówi do pingwina: „Co z tym ociepleniem?”. To fałsz, bo jeden żyje w Arktyce, a drugi na Antarktydzie, ale obydwaj będą cierpieli, bo topniejące lodowce z potwornym hukiem pękają i tu, i tam. Podnosi się poziom oceanów i premiera Tuvalu nie uratuje nawet kuchenka.

Marek Brzeziński







Najpopularniejsze

Zobacz także