X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Stary dobry Narcyz – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Stary dobry Narcyz – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 18 kwietnia 2015

Ten mit tkwił we mnie całe dziesięciolecia, tkwił, ale nie rósł, nie rozwijał się jak piąstka niemowlęcia wokół nieruchomej grzechotki. Cóż można bowiem powiedzieć o Narcyzie? Że był, że był piękny, że zapatrzył się w swoje odbicie w sadzawce i rażony pięknem utonął… Tak pisał Zbigniew Herbert w swej prywatnej mitologii „Król mrówek”. Narcyzm jeszcze za życia poety mógł być jak ta piąstka niemowlęcia, ale dziś stał się gigantem, znakiem czasu, w jakim żyjemy – narcyzmu i hiperego, kultu użycia, celebry fizis, siebie samego. Ja, ja, ja… przede wszystkim JA! – zaczyna swoje dossier paryski tygodnik L’Express.


„Fanfaronada nadętego ego”, „Globalna giełda ego”, „Fetysze ego”, „Inwazja ego, Bal ego”, „Wszystko dla ego”… I dalej: „Epidemia narcyzmu”, „Wcielenia narcyzmu”, „Perwersje narcyzmu”… To tylko nieliczne przykłady publikacji o współczesnym dziedzictwie zakochanego w sobie młodzieńca, jak kwiat pięknego, co wyrósł na jego grobie i przetrwał. Ów heros nie tylko wyszedł z antycznego cienia, ale zawładnął zglobalizowanym światem, stając się mitem zatrutego zbawienia. W czasach obumierania tradycyjnych ideologii narcyzm kreuje nowe ideologie – industrializacji ego, bycia sobą, pychy, wybujałej wizji samego siebie. Z lęku przed nicością i błahością świata stale rozszerza swe granice, od polityków przez artystów po prostego, anonimowego obywatela uwikłanego w codzienność i sieć portali społecznościowych.

Jestem Południem, jestem Północą, jestem Wschodem i Zachodem – jestem Zlatan Ibrahimović i to moim posągiem Paryż powinien zastąpić wieżę Eiffla. Napastnik Paris Saint-Germain nie jest wcale jakimś królem Narcyzem I, a co najwyżej dość zabawnym przykładem popularności narcystycznego fenomenu. Obok pręży się Sarkozy, czyli monsieur „Ja wiem, Ja chcę, Ja potrafię”, triumfując po udanych wyborach departamentalnych, a madame Valérie Trierweiler dalej wylewa łzy porzuconej kochanki prezydenta, obnażając siebie i Hollande’a do najintymniejszych szczegółów na 300 stronach swojej książki. Lista najemników samouwielbienia jest długa. Nikogo nie dziwi skłonność do koncentracji na sobie samym, bo rozwój jest dziś przede wszystkim „o-so-bis-ty”, czego dowodzą niezliczone publikacje tego sektora, którego obroty wzrosły w zeszłym roku o 23 procent według biura analiz rynkowych GfK. Marketing ego to coraz lepiej prosperujący biznes.
Każdy będzie miał prawo do kwadransa światowej sławy – wieszczył Andy Warhol. Oczywiście, do sławy, która nie wynika z zasług intelektualnych, artystycznych czy naukowych, ale z uwodzenia, bo dziś odnieść sukces, to znaczy uwieść. Życie jako uwodzenie to temat eksploatowany już nie tylko przez kolorowe tygodniki schlebiające szerokim gustom, lecz również przez elitarne pisma w rodzaju Sciences Humaines, który temu fenomenowi poświęcił inne specjalne dossier – „Sekrety uwodzenia”.

Do arsenału uwodzenia należą praktyki prestiżu, ostentacyjne wydatki, demonstrowanie siły, obdarowywanie prezentami, wyświadczanie przysług, przyznawanie tytułów i medali. Strategie te przybierają postać pochlebcy, dworzanina, romantyka, macho czy przebiegłego cynika. Podobnie jak ptaki ludzie lubią stroszyć piórka, lecz nie tylko po to, by uwieść partnera, ale i siebie, dowartościowując się w swym otoczeniu. Wielką sceną jest tu internet. Spotkania na „necie” przypominają bal maskowy, na którym maski wybierają inne maski, testując swe uwodzicielskie predyspozycje. Za parawanem ekranu dokonują swoistego autoliftingu, by wyidealizować swoje ego. Na „On Line” nie widać ułomności, nie słychać nerwowego pokaszliwania, nie czuć wilgotnych dłoni.

Uwodzenie dawno przekroczyło granice miłosnych relacji, stało się siłą napędową strategii politycznych, reklamowych, marketingowych. Jest nowym aktem komunikacji wdzierającym się we wszystkie sfery życia. Jego powszechność czyni go mistrzem mniej lub bardziej finezyjnego kłamstwa, bez którego nie ma uwodzenia. Kłamstwo jako norma. Żeby schlebiać, pokazać się z jak najlepszej strony, uniknąć sankcji, konfliktu, usprawiedliwić się, zadziwić. Kłamstwo stało się elementem gry społecznej, coraz częściej pojawia się w rodzinie, życiu towarzyskim, zawodowym, politycznym. Całe życie społeczne oparte jest na kłamstwie, deformowaniu, upiększaniu, przemilczaniu prawdy. Im więcej relacji społecznych, tym więcej kłamstw. W pracy to reguła: najpierw upiększa się CV, żeby dostać pracę, później wypracowuje całą gamę podstępnych zachowań, żeby ją utrzymać – ukrywa się rezultaty, manipuluje informacją, ukradkiem szuka stronników, mami klientów.

Oczywiście, można żałować, że kłamiemy, mieć wyrzuty, wstydzić się, ale to niczego nie zmienia. I tak w jakiś sposób znowu skłamiemy, wszyscy kłamiemy słowem, gestem, ciałem, jak wszyscy oddychamy. To zawór bezpieczeństwa, regulator, komunikacyjny przekaz jak każdy inny. Gdy wszyscy uwodzą wszystkich, życie bez kłamstwa byłoby przerażające, a społeczeństwo bez swych narcyzów o wybujałym ego strasznie nudne. Rzecz w proporcjach, by ów stan łagodnej przypadłości nie przeszedł w stadium społecznej, chorobliwej zarazy – puentują rzecz psychologizujący mądrale.
A Narcyz? Wiadomo, źle skończył. Uwiedziony swym wizerunkiem wpadł w pułapkę własnego pięknego lica. Ale jego kochanka, leśna nimfa Echo, do końca była mu wierna. I nam będzie wierna. Każdemu „ja” odpowie: JAAAAA…






Najpopularniejsze

Zobacz także