X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Średniowieczna pułapka na turystów

Średniowieczna pułapka na turystów

Artykuł wprowadzono: 24 maja 2020

Monumentalne opactwo św. Michała Archanioła od wieków dominuje nad noszącą tę samą nazwę zatoką. Historia Mont-Saint-Michel jest nierozerwalnie związana z dziejami Francji – od wczesnego średniowiecza po współczesną kwarantannę – ale też z otaczającą naturą.

Mont-Saint-Michel stanowi niezwykły przykład potęgi człowieka i natury. Kamienne miasteczko i przede wszystkim górujący nad zatoką klasztor ukazują ludzką determinację i siłę intelektu – zbudowanie kompleksu imponujących budynków na kamienistym wzgórzu, będącym na dodatek przez dużą część czasu wyspą, wymagało ogromnych umiejętności ze strony średniowiecznych architektów i budowniczych. Ale zwiedzanie tego ponadtysiącletniego miasteczka wywołuje nie tylko zachwyt nad potęgą romańskich i gotyckich budowli, ale też nad naturą: ciągnącym się po horyzont widokiem na zatokę, kołującymi nad opactwem ptakami i wreszcie nieubłaganym rytmem przypływów i odpływów, które od wieków na przemian łączą wzgórze z lądem i zmieniają je w wyspę.

Majestatyczna sylwetka opactwa Saint-Michel stała się dzisiaj symbolem masowej turystyki – przedstawiana na kartkach pocztowych, przywoływana w reklamach promujących Francję. Przyciąga obecnie ponad dwa miliony turystów rocznie, z czego część wiosną, ale głównie latem. W szczytowym momencie na wyspie przebywa nawet 16 tysięcy osób dziennie. Ale napływ obcych na wyspę nie jest niczym nowym. Od wczesnego średniowiecza Mont-Saint-Michel było ważnym punktem pielgrzymkowym. W efekcie wokół opactwa na wzgórzu powstała wioska, która żyła – i żyje do dzisiaj – głównie z odwiedzających przyciąganych przez wiarę i niezwykły charakter wyspy, jej tajemniczą i burzliwą historię oraz niezwykłą architekturę opactwa.

Od legendy do historii

Jak głoszą średniowieczne przekazy i lokalne opowieści, historia Mont-Saint-Michel sięga starożytności. Wzgórze nosiło wówczas nazwę Mont-Tombe, czyli dosłownie we współczesnym francuskim „Góra Grób”, choć specjaliści wywodzą słowo „tombe” nie od łacińskiego „tumba” – „grób”, ale od indoeuropejskiego „tum”, czyli „pagórek”. Według przekazów miało się tu znajdować miejsce kultu druidów. Współczesne badania archeologiczne nie potwierdziły tych opowieści – pierwsze znane i udokumentowane ślady życia i kultu na wyspie pochodzą z VI w., kiedy na Mont-Tombe zamieszkali eremici.

Ale prawdziwa historia opactwa sięga 708 roku, kiedy biskup Avranches, św. Aubert, nakazał wzniesienie na wyspie kaplicy poświęconej św. Michałowi Archaniołowi. Według legendy, to sam archanioł rozkazał biskupowi wznieść kościół na Mont-Tombe, na pamiątkę walki ze smokiem, która miała się tam zakończyć. Biskup, widząc, jak trudny jest to teren, uznał zadanie za niewykonalne i zaczął podejrzewać szatański podstęp. Archanioł powrócił więc do Auberta we śnie, powtarzając rozkaz i aby udowodnić swą „anielskość”, mocno nacisnął palcem głowę biskupa, pozostawiając mu dziwne wgłębienie, które nie zniknęło po przebudzeniu (czaszkę z tajemniczą dziurą do dziś można oglądać w bazylice Saint-Gevrais w Avranches). Ów namacalny dowód przekonał biskupa i na jego polecenie zbudowano kościół, a konsekrowano go w 709 roku. W 710 roku po raz pierwszy odnajdujemy zapisaną nową nazwę wzgórza: Mons Sancti Michaeli in periculo maris. Kościół na „Wzgórzu Świętego Michała od niebezpieczeństw na morzu” miał chronić pielgrzymów od zagrożeń, jakie niosły za sobą wody zatoki. Z czasem nazwa ta została skrócona do znanej nam obecnie: Mont-Saint-Michel – Wzgórze Świętego Michała.

Początki i wczesna historia opactwa nikną więc w mrokach pamięci i zagmatwanych legendach. Znana nam dzisiaj monumentalna gotycka budowla przykryła niemal wszystkie pozostałości wcześniejszych konstrukcji, choć od czasu do czasu archeologom udaje się odnaleźć ślady przeszłości, jak odkryta pod koniec XIX w. kaplica Notre-Dame-sous-Terre czy odsłonięty w niej w 1970 roku fragment muru będący być może pozostałością po pierwotnej budowli zleconej przez biskupa Auberta.

Na przestrzeni wieków opactwo nieustannie przebudowywano, co wiązało się zarówno ze stanem budynków (źle zbudowane lub źle konserwowane fragmenty kilkukrotnie się zawalały), jak i ze zmianami w życiu religijnym i politycznym. W 956 lub 966 roku opactwo przejęli benedyktyni, którzy z czasem uczynili z niego ważne centrum kulturowe i religijne, przyciągające pielgrzymów z całej Europy, tym bardziej że Mont-Saint-Michel było nie tylko docelowym miejscem pielgrzymek, ale również jednym z najważniejszych punktów na Szlaku św. Jakuba.

Opactwo przeżyło wiele dramatycznych chwil, zwłaszcza w czasie licznych wojen toczonych w regionie. Na początku XIII wieku, w trakcie konfliktu między Filipem II Augustem a Janem bez Ziemi, Gwidon z Thouars zmasakrował ludność wyspy, a nie mogąc przełamać obrony opactwa, podpalił wioskę, przez co spłonęły również zabudowania kościelne. 100 lat później rozpoczęła się wojna stuletnia, w trakcie której opactwo wielokrotnie oblegano (jedno z oblężeń trwało… 30 lat), ale też umacniano i rozbudowywano. W efekcie Mont-Saint-Michel pozostało jedynym ufortyfikowanym miejscem w Normandii, które w czasie wojny stuletniej nie zostało zdobyte.

Z czasem jednak wzgórze zaczęło tracić znaczenie militarne i religijne. Pielgrzymi przestali przybywać, mnisi opuszczali opactwo, w XVIII wieku pozostawała ich tam ledwie garstka, zaś opactwo zamieniło się w więzienie, które zaczęto nazywać „Bastylią mórz”. Paradoksalnie być może to właśnie ocaliło Mont-Saint-Michel w trakcie rewolucji. W przeciwieństwie bowiem do wielu innych budowli religijnych, które zburzono, wykorzystano jako źródło materiałów budowlanych czy po prostu popadły w ruinę, Mont-Saint-Michel przetrwało, choć zamienione w ponure, budzące grozę więzienie. Pozostało nim przez kolejne dekady i dopiero Napoleon III w 1863 roku zdecydował o jego zamknięciu, zarówno ze względu na protesty w związku z warunkami, w jakich przetrzymywani byli więźniowie, jak i na niegodne wykorzystanie takiego miejsca (Victor Hugo stwierdził, że patrząc na więzienie w takim miejscu, „mamy wrażenie, że patrzymy na ropuchę w relikwiarzu”) oraz ze względu na problemy logistyczne. Opactwo było już wówczas w bardzo złym stanie.

Pod koniec XIX wieku rozpoczęto prace konserwacyjne, których podjęli się dwaj uczniowie Viollet-le-Duca (słynny architekt odpowiedzialny m.in. za renowację Notre-Dame de Paris): Paul Gout i Édouard Corroyer. Wzmocniono strukturę budowli, odbudowano dzwonnicę i iglicę wielokrotnie niszczone w ciągu wieków przez pożary po uderzeniu pioruna. Odkryto również kaplicę Notre-Dame-sous-Terre („Nasza Pani pod Ziemią”), będącą najstarszym zachowanym w tak kompletnym stanie elementem wczesnych zabudowań. Wreszcie wykonano pozłacaną figurę Archanioła Michała, wysoką na 3,5 m i ważącą 800 kg, którą umieszczono na szczycie iglicy. Na skrzydłach i wzniesionym mieczu umieszczono piorunochron – Archanioł Michał dosłownie chroni więc swoje opactwo przed burzą.

Pułapka na turystów

Pod koniec XIX wieku Mont-Saint-Michel zaczęło się odradzać jako miejsce pielgrzymek, choć raczej już turystów we współczesnym znaczeniu. W 1880 roku ukończono niezatapialną w czasie przypływów drogę, którą kursował tramwaj parowy. W 1922 roku w opactwie ponownie zaczęto odprawiać msze, a w 1966 z okazji obchodów tysiąclecia powstania Mont-Saint-Michel Francja udzieliła zgody na powrót mnichów. 15 zakonników przysłanych z innych opactw spędziło wówczas na wzgórzu rok, celebrując tysiąclecie obecności benedyktynów na wyspie. Dzięki podpisanej w 1969 roku umowie grupa mnichów i mniszek zamieszkała na wzgórzu na stałe, choć z czasem coraz mniej wśród nich było benedyktynów. Ostatecznie w 2001 roku w opactwie zadomowili się przedstawiciele i przedstawicielki Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich.

Początek lat 2000 był dla Mont-Saint-Michel ważny także z innego powodu: wzgórze zaczęło odzyskiwać wyspiarski charakter. Zbudowana w XIX wieku droga zaburzała cyrkulację wody w zatoce, sprawiając, że gromadziły się w niej osady i stopniowo ją zasypywały. Zdecydowano się na rozbiórkę starej drogi i zbudowano nową groblę oraz specjalny system zapór, które podnoszą się i opuszczają zgodnie z rytmem przypływów i odpływów, pozwalając na swobodny ruch wody, jednocześnie oczyszczając zatokę z nagromadzonych osadów. Wokół projektu nie brakowało polemiki skoncentrowanej częściowo na kwestii, czy taka inwestycja rzeczywiście ma sens i okaże się skuteczna, a przede wszystkim na wpływie tej decyzji na turystykę. Zwiedzający bowiem coraz liczniej odwiedzają opactwo: w 1860 roku do Mont docierało około 10 tys. osób rocznie, w 1908 roku liczba ta przekroczyła 100 tys. W 1979 roku wzgórze wraz zatoką wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO, co dodatkowo zwiększyło prestiż miejsca. Obecnie jest to jedna z ulubionych atrakcji turystycznych we Francji, ale też swoista „pułapka na turystów”, jak określił to w rozmowie z Le Figaro Joël Lerognon, właściciel restauracji „La ferme Saint-Michel”. Częściowo problem wynika zapewne z monopolu handlowo-politycznego, jaki zapanował na wyspie: trzy rodziny posiadają większość hoteli, restauracji i innych punktów usługowych i handlowych, a ich przedstawiciele latami zajmowali fotel mera. I choć miasteczko zarabia na turystach gigantyczne pieniądze, co roku gmina mająca 4 km2 powierzchni notuje wpływy z turystyki sięgające 80 milionów euro, nie przekłada się to na jakość proponowanej oferty. – Obsługa turystów i proponowane im jedzenie są marne. Mieszkańcy wzgórza mają zasadę: klienci przychodzą tylko raz, więc trzeba ich oskubać – stwierdził Joël Lerognon, dodając, że obecna sytuacja kwarantanny, chociaż dramatyczna z punktu widzenia ekonomii, może stać się okazją do zmian.

Opustoszała samotnia

Obecnie Mont-Saint-Michel opustoszało. Na szczycie długich schodów prowadzących do górnego kościoła wisi kartka: „Z powodu epidemii publiczne nabożeństwa zostały odwołane. Bracia i siostry modlą się za wszystkich”. Na wyspie, poza starszym małżeństwem mieszkającym na miejscu na stałe i patrolami policji oraz żandarmerii, pozostało obecnie pięciu braci i sześć sióstr z Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich. Mnisi i mniszki wysłuchali wspólnie przemówienia Emmanuela Macrona przez internet i jak wyjaśnił w rozmowie telefonicznej z AFP brat Théophane: „Biorąc pod uwagę, co się dzieje, my również ograniczyliśmy przemieszczanie się do absolutnie niezbędnego minimum. W życiu monastycznym jesteśmy przyzwyczajeni do samotności i ciszy, nie boimy się tego. Ale dla wielu naszych rodaków cisza i samotność są przerażające. Wielu ludzi przeżywa teraz trudne chwile, modlimy się za nich”. Ale brat Théophane zauważył też inne zjawisko: „Cisza sprawia, że odnajdujemy dźwięki natury, ptaków, morza”. Po raz pierwszy od wieków Mont-Saint-Michel ponownie stał się prawdziwą samotnią, której rytm życia wyznaczają natura i modlitwa.

Magda Sawczuk






Najpopularniejsze

Zobacz także