X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Śmierć wolnego ducha – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Śmierć wolnego ducha – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 5 września 2015

Swoją wolą mocy uwiódł i silnych, i słabych: polityków (Piłsudski, Mussolini, de Gaulle), filozofów (Foucault, Derrida, Onfray), pisarzy (Gide, Przybyszewski, Rilke), bożyszcze popkultury (Morrison) i – świadomie czy nie – masy biednych ludzi, którzy nie lubią swej słabości. Bo kto ją lubi?



Kto by nie chciał pełni życia i mocy, co wyzwala kruchą egzystencję z biologicznej słabości. Kto by nie chciał być panem swego życia, do czego ten apostoł nowej moralności „poza dobrem i złem” nawoływał. Był Niemcem, ale z rodu polskiej szlachty Nickich, którego geniusz – jak z kolei mawiają nad Sekwaną – nie byłby możliwy bez jego fascynacji kulturą francuską. W okrągłą rocznicę śmierci pojawił się na okładkach pism, stał się tematem debat w paryskich kafejkach filozoficznych, ba, nawet w ośrodkach buddyjskich, jak przy rue Condorcet, gdzie czcigodny Sangharakshita wygłosił wykład: „Friedrich Nietzsche, buddyzm i nadczłowiek”.

Fryderyk Nietzsche zmarł 25 sierpnia 1900 roku jako sławny filozof, mimo że od 3 stycznia 1889 roku nie napisał już ani słowa. Tego dnia – wtedy jeszcze mało znany szaleniec zamroczony obłędem – rzucił się pełen łez i współczucia na szyję konia ciągnącego dorożkę, który pośliznął się na turyńskim bruku. Kilka dni wcześniej, będąc u progu psychicznej zapaści, wysyłał profetyczne karty pocztowe do przywódców Europy, również tych nieżyjących, które podpisywał „Dionizos” lub „Ukrzyżowany Dionizos”. Jeden z jego nielicznych przyjaciół, Overbeck, przewiózł filozofa do kliniki psychiatrycznej w Bazylei, skąd przeniesiono go do szpitala w Jenie. Stwierdzono zaawansowane stadium syfilisu, co podważono dopiero kilkanaście lat temu, diagnozując u niego zespół maniakalno-depresyjny. Po roku hospitalizacji zaopiekowała się nim matka, a po jej śmierci jego siostra Elizabeth wynajęła dom w Weimarze, gdzie pogrążony w mutyzmie spędził ostatnie trzy lata życia bez kontaktu ze światem. Został pochowany obok ojca, luterańskiego pastora, na cmentarzu w Röcken.

Przeżył 55 lat.
Ojciec Nietzschego zmarł w wieku zaledwie 35 lat, kiedy Fryderyk nie skończył jeszcze 5 lat. Obok matki wychowywały go babka i dwie staropanieńskie ciotki. Był słabym, wątłym, chorowitym, delikatnym, nieśmiałym dzieckiem, młodzieńcem, dorosłym, któremu stale towarzyszyło osamotnienie oraz fizyczne i psychiczne cierpienie. Gnany wewnętrznym niepokojem błąkał się po górach i morskich nadbrzeżach, gdzie spisywał swe błyskotliwe myśli. Tułał się po hotelach, pensjonatach, obrzeżach. Na riwierze, niedaleko Nicei, powstała trzecia część jego najsłynniejszego dzieła „Tako rzecze Zaratustra”, stylizowanego na nową Biblię. Do dziś jest tam szlak imienia Nietzschego, słabowitego filozofa, który stał się bogiem życia i siły, uosobieniem biologicznego arystokratyzmu.

Nietzsche był wrogiem religii i chrześcijaństwa, uważał je za platonizm dla ludu. Wartość bezwzględną, z jakiej rodzi się wszystko inne, co może mieć jakikolwiek sens, posiada tylko życie, któremu przeciwstawiał symbol ukrzyżowanego Boga jako ofiary z życia dla fikcji odkupienia win słabych kosztem silnych, co jedynie deformuje świat. Dla niego Jezus był pierwszym socjalistą, a chrześcijaństwo nowym, demokratycznym ruchem, religią litości. Nasza europejska cywilizacja, głosił, wymaga wyższej kultury, która uwolni narody ze stadnych nacjonalizmów, rodzących wzajemną wrogość ludów Europy, co ze strachu zamykają się w swych narodach, nazywając to dumnie patriotyzmem. Europie potrzeba nowej organizacji politycznej gwarantującej nieskrępowany rozwój wolnego umysłu. W tym celu musi się zjednoczyć, by stworzyć nową syntezę „europejskiej rasy”. Inaczej grozi nam utrata „naukowo-krytycznego zmysłu, jaki odziedziczyliśmy po starożytnych Grekach, a w konsekwencji buddyzacja kontynentu i szczęście na wzór chińskiego posłuszeństwa niszczącego pasję życia.

Gott ist tot! Idei śmierci Boga przeciwstawił wiarę w życie i koncepcję nadczłowieka przekraczającego samego siebie, wojownika prowadzącego wojnę z samym sobą według słynnego aforyzmu: „Co mnie nie zabije, uczyni mnie silniejszym”. Chciał życia w zgodzie z naturą, „w dionizyjskim rozluźnieniu zmysłów”, poza dręczącą kontrolą sumienia, życia w poczuciu, że „moc rośnie, że przezwycięża się opór”, życia w zachwycie nad światem i „ciałem radosnym”, bo radość jest egzystencjalnie głębsza od smutku. Nie na śmierć jesteśmy skazani, ale na życie – losu umiłowanie (amor fati). I nawet jeśli gwieździste niebo kiedyś zgaśnie, to tylko po to, żeby wszystko zaczęło się na nowo. Ideę wiecznego powrotu uważał Nietzsche za „najbardziej naukową ze wszystkich możliwych hipotez”. Tę jego intuicję uwiarygadniał francuski matematyk Henri Poincaré, wykazując, że każdy układ wraca do stanu inicjalnego, powtarzając to bez końca.

– To my wymyśliliśmy pojęcie końca – przekonywał niemiecki filozof, który na tyle czuł się Polakiem, by całą muzykę świata oddać za Szopena. – Bez muzyki – dodawał – życie byłoby błędem. Valse triste. Efemeryczność piękniejsza od wieczności, rzeczywistość od bytu. Jak sztuka – po to jest, by nie zabijała nas prawda.






Najpopularniejsze

Zobacz także