X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Samoloty i zapomniani bohaterowie – Tygodnik Angora

Samoloty i zapomniani bohaterowie – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 21 czerwca 2015

Pokazy lotnicze na podparyskim Le Bourget. Najstarsze i największe na świecie. Na pierwszym cywilnym lotnisku stolicy Francji. To tutaj lądował Charles Lindberg, który pierwszy przeleciał nad Atlantykiem. Dzisiaj przyszłość podboju przestworzy miesza się tutaj z historią uchwyconą w Muzeum Lotnictwa. To tam natrafiamy na polskie ślady.


Zwiedzający zadzierają głowy, by dostrzec majestatyczne kółka robione przez airbusa A 380, rękawicę rzuconą dreamlinerowi. Z zachwytem patrzą na beczki rafale, bojowego samolotu francuskiego, który przez lata był przyczyną zgryzoty producenta, gdyż skomplikowana technologia odstręczała potencjalnych kupców. W tym roku sprzedaje się już jak ciepłe bułeczki.
W pokazach po raz pierwszy nie ma Amerykanów. Ich budżet jest mocno naciągnięty interwencjami w Iraku, Syrii i Afganistanie. Wuj Sam jest obecny na Le Bourget, ale nie stać go na powietrzne wygibasy. W przestworzach także nie widać czerwonej gwiazdy rosyjskiej. Rosjanie i Amerykanie są obecni tylko na stoiskach, gdzie podpisują kontrakty.

Jedną z gwiazd Salonu jest kanadyjski Bombardier CS 300. Marek Darecki na stoisku reklamującym „Lotniczą Dolinę” w Małopolsce, mówi, że Kanadyjczycy zuchwale zaatakowali to, co lotnictwu cywilnemu przynosi największe zyski – średnie dystanse, takie jak Paryż – Madryt czy Berlin – Ateny. Bombardier urósł do rangi konkurenta dla dominującej na rynku lotniczym pary Airbus – Boeing, która dotąd walczyła między sobą. – W bombardierze jest także polski ślad – informuje Marek Darecki i dodaje, że chodzi o silnik. – Oni zastosowali najnowsze rozwiązania firmy Pratt and Whitney i 10 procent tego motoru jest budowanego u nas, w Lotniczej Dolinie. Darecki zapewnia, że Salon to nie tylko okazja do poznania nowych klientów, znalezienia inwestorów, ale także „możliwość podpatrzenia, co się dzieje u konkurencji, w którą stronę zmierza i jakie są najnowsze trendy w lotnictwie”.

Dla Francuzów gwiazdą Salonu jest oczywiście rafale. Na Le Bourget dzielnie „pręży muskuły” transportowy A400M, i to mimo tragedii w Sewilli, gdzie w katastrofie zginęło kilka osób. Ma być konkurentem dla najpotężniejszych transportowych samolotów świata – amerykańskiego Herculesa i rosyjskiego Antonowa.
Z ożywieniem powitano osiągi samolotu myśliwskiego JF-17, który Pakistan wyprodukował we współpracy z Chinami. Boeing 747-9 jest przedłużoną wersją dreamlinera; według fachowców zwiększa to wygodę pasażerów, a zatem i atrakcyjność maszyny. Wreszcie atrakcją raczkującą w tej dziedzinie lotnictwa jest samolot elektryczny E-Fan. Wykonał kilka pokazów figur powietrznych, ale największe wyzwanie czeka go 10 lipca, kiedy śladem Bleriota ruszy jak tamten śmiałek w 1909 roku do rajdu nad kanałem La Manche. Nieco z boku, za pasem startowym, na którym ustawiono samoloty i śmigłowce, i za szpalerem sal wystawowych znajduje się Muzeum Lotnictwa…

Staraniem Ambasady RP udało się w Le Bourget zorganizować niesłychaną wystawę pamięci o tych polskich lotnikach, którzy po wrześniowej klęsce mieli tyle sprytu i szczęścia, że przedostali się do Francji. – W styczniu 1940 roku, 75 lat temu, generał Sikorski z ówczesnym premierem zawarli porozumienie o utworzeniu polskiej armii. To było niewyobrażalne – armia obcego kraju na terytorium Francji! – mówi ambasador Andrzej Byrt. I opowiada: – W ciągu ośmiu tygodni Polacy utworzyli armię w składzie 85 tysięcy żołnierzy. Obecna armia polska to 100 tysięcy, francuska – 110 tysięcy. Zdjęcia uśmiechniętych lotników. Mapy rejonów Francji, których strzegli. To owoc kilkudziesięciu lat zbierania materiałów przez Bartłomieja Bielcarza, współautora wystawy. – W 1939 roku Francuzi nie chcieli ginąć za polski Gdańsk. Dzisiaj patrzymy na to, co jest świadectwem wysiłku Polaków, okupionego daniną życia polskich pilotów. Bo ta wojna nie była tylko wojną o Polskę i o Gdańsk, ale po prostu o obronę wolności – mówi Bartłomiej Bielcarz.

Zorganizowanie wystawy w takim miejscu nie byłoby możliwe, gdyby polskiej dyplomacji nie udało się dotrzeć do najwyższych szczebli, czyli życzliwego nam ministra obrony Jeana Yves’a Le Drain. „Wystarczył jeden telefon z jego gabinetu i wszystko było załatwione”. A generał Gérard Vitry, dyrektor Muzeum Lotnictwa na Le Bourget, powiada, że „to ważny moment w dziejach – kompletnie nieznany Francuzom”. Dodaje, że dobrze się stało, iż wystawę najpierw pokazano w Szkole Lotniczej, bo jego zdaniem przyszli oficerowie lotnictwa powinni wiedzieć o takiej karcie historii. – Teraz zobaczą ją wszyscy. Powinna cała Europa. Bo to, co robili Polacy, ma wymiar europejski – stwierdza generał.
Tekst i fot.:
Marek Brzeziński






Najpopularniejsze

Zobacz także