X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Querido Bob (spóźnione epitafium)

Querido Bob (spóźnione epitafium)

Artykuł wprowadzono: 29 sierpnia 2021

Paryski nie-co-dziennik

Tak Józef Czap­ski 60 lat temu żegnał na łamach paryskiej „Kultury” (wrzesień, 1961) zmarłego w Gwatemali Andrzeja Bobkowskiego. Ten wiecznie debiutujący „życiopisarz”, autor arcydzienników, był do bólu wolnym kosmo-Polakiem. Witalista i outsider. Zawiedziony kochanek Francji i Europy, ba, całej zachodniej cywilizacji Starego Świata, który porzucił dla krótkich chwil życia w harmonii z sobą samym pod gwatemalskimi wulkanami. Umarł po kilkuletniej walce z rakiem. Miał 47 lat.

Czytam słowa, zdania, akapity umierającego „Boba”: Jutro znowu ta klinika, te pielęgniarki kurewskie, wszyscy słodcy, a pojutrze znowu w półśnie wwiozą mnie do pokoju narkozy – cholera, cholera, cholera. Nie myślałem, że dożyję do dzisiaj. Cieszę się życiem, choć śmierć stale stoi poza moimi plecami. Czuję ją zawsze. Przeszedłem na koegzystencję i jakoś się to udaje. Szalona rozkosz życia, zwyczajnego istnienia, kręcenia się, pracy, najdrobniejszych głupstw. Na stole rzodkiewka. Jedzmy rzodkiewkę. I pijmy piwo. Ubóstwione piwo. Coraz częściej modlę się nad szklanką piwa lub kieliszkiem rumu, bo są to momenty, w których naprawdę czuję, że jeszcze żyję. I dziękczynię. Nagle przyszło mi na myśl, że mi się nie chce umierać – w tym sensie, w jakim nie chce się człowiekowi wykonać jakiejś męczącej i nudnej pracy. Nie chce mi się, strasznie mi się nie chce. To chyba szczyt lenistwa. Gorące dni, noce, woda, wszystko.

Andrzej Bobkowski przyjechał do Paryża z żoną Barbarą w marcu 1939 roku. Mieli się zatrzymać na krótko, przed dalszą podróżą do Argentyny. Wybuch wojny zniweczył te plany. Nad Sekwaną napisał „Szkice piórkiem”, dzieło życia, okupacyjny dziennik rowerowej podróży po południu Francji, obejmujący okres od upadku do wyzwolenia Paryża. Te rewelacyjne zapiski uczyniły go nadzieją polskiej literatury. Inspirowały. Przestrzegały polityczną refleksją. Demaskował zmurszałe ideologie, Europę zatrutą strachem przed Rosją, pułapkę socjalizmu zastawioną na wolnego człowieka, puste frazesy, sentymentalizm, hipokryzję, obsesję polskości. Życie było dla niego moralnym wyzwaniem à la Conrad, którego uwielbiał. Żył w ciągłym pobudzeniu, w biegu, w drodze, jak podróżnik, jak pielgrzym szukający objawienia w przygodzie, w radości życia, w uśmiechu myśli, w powadze sensu, w wolności.

Czytam: Wolność… Czuję niemal fizycznie, jak z każdym dniem maleje jej terytorium, jak zmniejsza się ta peau de chagrin. Człowiek wolny, intelektualista, pisarz i poeta naprawdę wolny, który chce być wolny, będzie do końca tego świata miał coś z chuligana. Chcę mieć prawo zdechnąć z głodu, jeżeli nie dam rady. I żyć – na litość boską, żyć jak mnie się podoba, a niekoniecznie tak, jak podoba się jakiejś zasranej ideologii. Jestem Polakiem, nigdy nie przestanę nim być, ale te wszystkie ojczyzny, więzy nierozerwania, łkania i patriotyczne rzępolenia to nie dla mnie. Sprawy poszły już znacznie dalej poza pojęcia ojczyzny, kraju, „mojej ziemi”, to pojęcia z lamusa, naftalina. Polska zawsze ugniatała nam mózg – dziś doprowadza do jego powszechnego rozmiękczania. Nawet wśród młodzieży, poza tym zupełnie normalnej i chyba inteligentniejszej od dawnych pokoleń.

Krótko kierował Księgarnią Polską przy bulwarze Saint-Germain 123 (do dziś jest otwarta). W 1948 roku dopadła pisarza „choroba kontynentów”. Wyemigrował z „kolebki kultury i obozów koncentracyjnych” do Gwatemali. Zaczął nowe życie. „Z niczego, wyrzekając się wszystkiego”. Pożegnał przeszłość, by oddać się władzy zmysłów, upojeniu życiem. Polubił jazz, którego wcześniej nie znosił. Założył war­sztat, sklep i klub modelarstwa lotniczego. Pisał, jak żył, z pasją. Przygodowo, choć bez akcji. Z fantazją, choć bez fabuły. Zarażał sensualizmem, żywotnością, afirmacją bytu. Pisał niewiele, ale o sprawach zasadniczych, czerpiąc ze źródeł doświadczenia, angażując się w każde słowo, testując spisywane myśli swoim życiem.

Czytam dalej: Europejczyk, który nie chce być wolny, przestaje być Europejczykiem. Aby nim pozostać, musiałem wyjechać. Cały świat może być ojczyzną i każdy człowiek bratem. Bo świat to człowiek, przede wszystkim człowiek. Tylko człowiek nie jest fikcją – wszystko inne jest fikcją. Nacjonalizm stał się też religią, i czym bardziej tępy, czym bardziej ślepy, tym bardziej godny poszanowania. Mit narodowości to jeden z wielkich mitów, który nie ma zamiaru rozlecieć się w pył. Ten mit ma jeszcze wielką przyszłość przed sobą. I dopóki będzie żył, dotąd o LUDZKIM świecie nie ma co marzyć. Świat mitów, nie ludzi.

Symptomy zmierzchu. Epoka poniżonej demokracji. Zapaść Europy, kultury i cywilizacji europejskiej. Chaos polskiego losu uwikłanego w Stary Świat, w trupa historii, co się rozpada, dokonuje żywota. Bobkowski odrzucał „chorobę polskości”, egoistyczny, egzaltowany patriotyzm jako bezproduktywny, jako szkodzący wspólnocie. Chciał być „zdrowym” Polakiem, świadomym własnej wartości, który na nowo określa swoje miejsce na ziemi – w Polsce, Europie, świecie. Oto clou życia i twórczości querido Boba, Bobkowskiego.

I już na koniec: Teraz, kiedy to piszę, czuję, że pękło coś we mnie. Może nastąpiło zerwanie z przeszłością. Nareszcie. Jestem wolny w tym zamieszaniu. Może nawet zerwałem z samym sobą. Wspaniale. Rozpiera mnie. Żyję „teraz”. Żaden inny czas dla mnie nie istnieje. I to „teraz”, które dawniej było tak nieuchwytne, materializuje mi się na każdym kroku. O przeszłości nigdy nie lubiłem myśleć, o przyszłości teraz w ogóle nie myślę. I to ma wielki urok.

To – t e r a z ! Dni, noce, woda, wszystko.   

Leszek Turkiewicz






Najpopularniejsze

Zobacz także