X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Potwór z Warszawy – Tygodnik Angora

Potwór z Warszawy – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 18 kwietnia 2015

Dziewięcioletnia Chloe bawi się na trawniku przed domem. Długi, czteropiętrowy blok w Calais. Obok rzędy domków jednorodzinnych. Matka zostawia dziewczynkę na chwilę samą. „Zaraz wrócę”, mówi jej, idąc do mieszkania, gdzie bawi się dwoje maluchów, w wieku 4 i 5 lat. W tym czasie na parking koło trawnika podjeżdża czerwony seat na warszawskich numerach rejestracyjnych. Ze środka wyskakuje mężczyzna.


Wygolona czaszka. Dwudniowy zarost. Łapie dziewczynkę wpół i wlecze do samochodu. „Zjeżdżaj szczeniaku, bo ci poderżnę gardło” – syczy do kolegi Chloe, który napatoczył mu się po drodze. Chłopiec powie potem, że napastnik był opalony i nosił przeciwsłoneczne okulary. Mężczyzna rzuca dziewczynką o ziemię. Koło śmietnika. Dziecko nie wydaje z siebie żadnego dźwięku. Mężczyzna ciska nim na tylne siedzenia i odjeżdża. Wszystko odbywa się błyskawicznie. Z domu wypada matka. Nie było jej kilka minut. „Porwali Chloe!” – ktoś do niej krzyczy.

Dwie i pół godziny zabrało policji, by znaleźć ciało dziewczynki w lesie w jednej z dzielnic Calais. Przez pączkujące drzewa dojrzeli czerwony samochód. Szybko ujęli sprawcę. Ten od razu przyznał się do zarzucanych mu czynów.

Politycy, psycholodzy i psychopata
Zbigniew H. nie był osobą nieznaną w północnej Francji. To właśnie tam grasował, w okolicach Calais, w krótkich przerwach między pobytami w Polsce. Pochodzi z Lubelskiego, potem jego życie płynęło już nad Wisłą. Osiadł w Warszawie. Według polskiej prokuratury miał normalne stosunki z rodziną i z sąsiadami. Niemniej warszawska sąsiadka powiada, że „ją dreszcz ogarnia na to wszystko, bo ma córkę w tym samym wieku… Przecież człowiek nie ma pojęcia, kto obok niego mieszka. To potworne” – przyznaje przed kamerami francuskiej telewizji BFM TV.

Ten głoszony przez stronę polską „powrót do normalności”, jak orzekła rzeczniczka prokuratury w Warszawie, „człowieka, który dokonywał kradzieży mienia, ale nie przestępstw wobec ludzi”, podważają biegli francuscy. Po przeprowadzeniu dogłębnych badań stwierdzili, że profil jego osobowości przystaje jak ulał do psychopaty. Wprawdzie Zbigniew H. dokonywał rabunków, rozbojów i napadów z bronią w ręku, we Francji i w Polsce, to jednak nie było w tym żadnych elementów świadczących o tym, że jest to przyszły gwałciciel i morderca. Biegli ostrzegali jednak, że jest on nieobliczalny w swoich czynach, nie znosi frustracji spowodowanych porażkami, ma niedojrzałą emocjonalnie osobowość i żadnych wyrzutów sumienia, żadnego poczucia winy. Wszystko to składa się na spójny obraz psychopaty. Władze francuskie puściły te uwagi mimo uszu.

Przestępczy dorobek Zbigniewa H. był „imponujący”. Listopad 2004 roku. Ujęty rok wcześniej przez policję zostaje skazany przez sąd w Boulogne-sur-Mer, na północy Francji na cztery lata więzienia za napad rabunkowy z bronią w ręku. Rok później wychodzi na wolność. W czerwcu 2009 znów łapie go policja. Najpierw włamuje się do domu 79-letniej Micheline. Tego samego dnia, 27 czerwca 2009, Fabienne wchodzi na piętro, by sprawdzić, czy córeczka smacznie śpi. Jest godzina 23. Na dole siedzi ojciec. Fabienne dostrzega cień człowieka kryjącego się w rogu za stojącym tam meblem. Jej gwałtowny ruch powoduje, że mężczyzna wyskakuje z cienia. Jest uzbrojony w długi nóż. Fabienne krzyczy. Jej mąż David w kilku susach jest na górze. Napastnik znika przez okno w dachu. Ich córka ma wtedy 9 lat. Tyle, co Chloe zamordowana w Calais. „Wyobrażasz sobie, co by się stało, gdyby moja żona nie poszła na górę?” – retorycznie pyta David. W czwartek, w trójkę, z 15-letnią córką, wzięli udział w białym marszu ulicami Calais. Życia Chloe to nie wróci, ale da jakąś otuchę bliskim dziewczynki.
Tymczasem zaczyna się piekło rozpętane przez polityków. Ci, o których już dawno zapomniano, jak prawicowa była minister sprawiedliwości Rachida Dati, nagle wypływają na powierzchnię, mówiąc, że do tragedii nie doszłoby, gdyby istniały europejskie spisy przestępców seksualnych. Część polityków demokratycznej opozycji prawicowej krzyczy, że należy zweryfikować ustalenia z Schengen. To woda na młyn dla ostrzącego sobie pazury na fotel prezydencki Frontu Narodowego, który chce wyprowadzić Francję z Unii Europejskiej, ze wspólnej waluty i właśnie z Schengen. Chce odbudować granice i zapewnić tym bezpieczeństwo Francuzom. Tymczasem coraz bardziej odpowiedzialnością za to, co się stało, obarcza się Polskę…

To może było w mojej głowie…
Tak powie psychologowi Zbigniew H. Komentatorzy francuscy zastanawiają się, jak to się stało, że skazany za włamania Polak mógł swobodnie wyjechać z kraju. Winnymi są – polski wymiar sprawiedliwości i otwarte granice. Gdyby nie było tych ostatnich, można byłoby zrealizować nakaz prefektury, wydalającej Zbigniewa H. z Francji z zakazem powrotu do V Republiki. Ale i we Francji pojawiają się pytania: jak to się stało, że nie było ekstradycji do Polski? Dlaczego nie wzięto pod uwagę bardzo ważnej diagnozy psychologów francuskich? Zbigniew H. był dwukrotnie skazany przez sąd w Boulogne-sur-Mer. Raz na cztery, raz na sześć lat więzienia. Odsiedział rok.

Współwięzień z celi powiada, że był to „człowiek bardzo spokojny”. I dalej mówi: – „Nigdy bym nie przypuszczał, że stać go na taką przemoc, jak wobec tej małej. Mówił, że chce uciec do Wielkiej Brytanii, bo jak trafi do Polski, to będzie musiał iść do więzienia”. Przyznany z urzędu adwokat Zbigniewa H. mówi, że jego klient dopiero po paru dniach zaczął sobie zdawać sprawę z tego, co się stało. Polak przed sądem mówił bardzo niewiele, mimo że francuski zna biegle. Powtórzył tylko, że porwał, zgwałcił i zabił dziewczynkę. Jego adwokat jest w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Powiada, że powołano go, bo jest starszym człowiekiem i ma duże doświadczenie zawodowe.

Reakcje czytelników wychodzącej na północy gazety „La Voix du Nord” były wobec niego bardzo różne. Jedni pisali, że „to wstyd, panie mecenasie, i hańba, że podjął się pan bronić takiego potwora”. Ktoś inny napisał: „Brawo i dziękuję. Jest pan prawdziwym zawodowcem, występującym w imieniu prawa, w obronie człowieka, który może się wplątał w tragiczną sytuację, ale który w państwie demokratycznym ma absolutne prawo do tego, by mu pomóc i go bronić, a będzie to zapewne proces bardzo długi i dla pana niezwykle trudny i uciążliwy”. (MB)
Na podst.: Le Parisien, BFM TV, France Info, Voix du Nord






Najpopularniejsze

Zobacz także