X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Polityczki

Polityczki

Artykuł wprowadzono: 12 marca 2022

Paryski nie-co-dziennik

„Gdy wszystko karleje, a karleje, jedynie kobiety pozostają wielkie” – czytam słowa Hugo wyeksponowane w witrynie jednej z księgarń przy paryskiej ulicy Parmentier. Czy to tylko kokieteria z okazji 8 marca? Obok swoista definicja nierówności kobiet i mężczyzn: „Równość będzie dopiero wtedy, kiedy na urzędy polityczne będą wybierane kobiety równie niekompetentne jak mężczyźni”, autorstwa François Giroud, byłej minister kultury.

Przeglądam książkę innej polityczki, Chloé Morin, o ironicznym tytule: „Mamy polityków, na jakich zasługujemy”. Polityków narcystycznie niekompetentnych, bezwzględnie wykorzystujących swoją pozycję w labiryncie władzy. To świat polityki zdominowany przez mężczyzn, któremu autorka przyglądała się, będąc doradczynią premiera Ayraulta za prezydentury Hollande’a. Pouczająca lektura w kryzysie covidowym, w czasie francuskiej batalii prezydenckiej czy zagrożenia eskalacji wojny po agresji Rosji na Ukrainę.

Kobiety mocno stąpają po ziemi. Bez zbędnej ostentacji przystosowują się do tradycyjnie męskich ról, wielu mężczyzn przewyższając. Są lepiej wykształcone, niezależne, samodzielne, pewne swego, nierzadko wzbudzają lęk u mężczyzn. Coraz więcej świetnie sobie radzi w biznesie, nauce, no i w polityce. Pierwszy raz od czasów Katarzyny Medycejskiej, królowej regentki z XVI wieku, kobieta może rządzić Francją, mając realną szansę na wygranie wyborów prezydenckich. To Valérie Pécresse, pierwsza kandydatka neogaullistów na prezydenta. Już nazywana „żelazną damą” – jak Margaret Thatcher, która mówiła: „Kogut (symbol Francji), i owszem, może sobie piać, ale to kura znosi jajko”. Czy tym razem będzie to jajo jej prezydenckiej wysokości monarchini Francji, okaże się 24 kwietnia. Nastoletnia Pécresse podziwiała Mitterranda, ale jej flirt z socjalistami trwał krótko – szybko przeszła na prawą stronę mocy.

Flirt z socjalistami innej kandydatki na prezydenta – Anne Hidalgo – trwa do dziś. To polityczka pochodzenia hiszpańskiego urodzona w Andaluzji. Od 2014 roku pierwsza kobieta mer Paryża; wtedy w decydującej batalii pokonała Nathalie Kosciuszko-Morizet pochodzącą w prostej linii od brata Tadeusza Kościuszki. W 2020 roku wygrała reelekcję z innymi kobietami: Rachidą Dati i Agnès Buzyn. Jednak w przeciwieństwie do Marine Le Pen Hidalgo nie zagrozi Pécresse w walce o drugą turę wyborów prezydenckich i decydującej batalii z Macronem.

Przywódczyni skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego osiągnęła to, czego przez pół wieku nie udało się jej ojcu Jeanowi-Marie Le Penowi. Wyniosła partię nacjonalistów do największej w kraju, wyprzedzając tradycyjne partie lewicy i prawicy. Jedynie izolacja lepenistów, ich brak zdolności koalicyjnej oraz większościowa ordynacja blokują im drogę do większości parlamentarnej. Marine Le Pen, przecież także kobieta… Owszem, ale jej przeciwniczki nie mają wątpliwości: „Kobiety też bywają głupie, bo Bóg stworzył je takimi, by je dopasować do jeszcze głupszych mężczyzn”.

Z pewnością nie można tego powiedzieć o Florence Parly, najbardziej cenionej minister w obecnym rządzie Jeana Castexa. Przymierzana do urzędu premiera, ostatecznie została ministrem obrony i w trudnych, niebezpiecznych czasach reformuje francuskie wojsko. Inne jej koleżanki w rządzie to Frédérique Vidal, minister szkolnictwa wyższego i nauki, czy Roselyne Bachelot, minister kultury. Trzeba tu wymienić i inną Francuzkę, Christine Lagarde, według Financial Timesa najlepszą w Europie minister finansów w rządzie Fillona. Później pierwsza szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a od 2019 roku również pierwsza prezes Europejskiego Banku Centralnego, która kąśliwie zauważyła, że „w światowych finansach jest za dużo facetów pokazujących, że mają więcej od innych włosów na klacie niż kompetencji”. Cokolwiek to znaczy, gaśnie duch patriarchalnych czasów, w których życie kobiet było w rękach mężczyzn.

Kobiety stają się coraz bardziej wyemancypowane, społecznie i obywatelsko zaangażowane. Jedne kierują się na prawo, inne na lewo i mimo różnic coraz częściej zwracają się ku idei siostrzeństwa jako odpowiedzi na braterstwo – obok wolności i równości trzeciej części narodowej triady Francji. Budują swoją siłę w wymiarze politycznym w walce o równość publicznej partycypacji, o autonomię i władzę w kształtowaniu porządku społecznego nieredukowalnego do płci.

Pękają struktury patriarchatu. Kończy się stary porządek. Upada męski etos „od bogów ojców pochodzący”, co narzucało porządek męskiej dominacji. Bóg nie ma płci, zauważają aktywistki drugiej połowy ludzkości. Do nich będzie należała Francja. Według tygodnika Le Point to kobieta jest wirtualno-statystycznym Francuzem. Nazywa się Nathalie Martin (najczęstsze imię i nazwisko). Ma 40 lat. Dziewictwo straciła, mając 17 lat, a za mąż wyszła, mając 28 lat. Jest właścicielką domu o powierzchni 90 mkw., w ciągu roku przejeżdża 12 tys. km swoim samochodem. Czyta sześć tytułów prasowych. Deklaruje się jako katoliczka, ale do kościoła nie chodzi. Większym zaufaniem darzy Unię Europejską niż własny rząd i parlament. Jej credo brzmi: „Myślę, bo kobietą jestem”, a jej psychika to wielki ciemny las, w którym zbłądzi wielu śmiałków. Pod jednym, wręcz egzystencjalnym warunkiem, że wcześniej osobnicy rodzaju męskiego ani tego lasu, ani świata całego nie podpalą.

Leszek Turkiewicz




Najpopularniejsze

Zobacz także