X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Pod wulkanem Popocatépetl – Paryski nie-co-dziennik

Pod wulkanem Popocatépetl – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 20 czerwca 2020

Życie jest jak podróż, mówiła, spakuj tylko to, co niezbędne, by mieć miejsce na to, co po drodze. Podróżowała. Po krainach erotyki, mistyki, dekadencji, luksusu i elegancji, cynizmu i obrazoburstwa. Flirtowała z mężczyznami, kobietami, sztuką. W końcu ze śmiercią. Zmarła 40 lat temu, tak jak chciała: podczas snu w meksykańskim miasteczku Cuernavaca. I tak jak chciała, jej skremowane szczątki rozsypano pod wulkanem Popocatépetl. To była ostatnia kokieteria Tamary Łempickiej – „Polki z Petersburga, malarki z Paryża, Amerykanki z wyboru”.

W Cuernavaca, w domu ze zdziczałym ogrodem i górującym nad horyzontem Popocatépetl, mieszkał też inny podróżnik, równie niezwykły co Łempicka, acz wędrujący po jej antypodach, po apokaliptycznym świecie delirium tremens, ku zatracie sięgającej piekielnych kręgów świata, ku „ciemnym siłom gnieżdżącym się w człowieku, które doprowadzają go do tego, że jest sam sobą przerażony”. To Malcolm Lowry, „ścigany przez furię” autor narkotycznej powieści „Pod wulkanem”. W Cuernavaca pisał jej pierwszą wersję, tam, gdzie toczy się akcja niczym Joyce’owskiej historii 12 godzin życia Konsula, alter ego pisarza.

Lowry zmarł 26 czerwca, dwadzieścia lat przed Łempicką, zapijając barbiturany ginem. Z sentymentu go przywołuję, bo jak inni upijałem się Konsulem, tequilą i mescalem, podróżując po jego (naszym) upadłym świecie skazanym przez los na zagładę. No se puede vivir sin amar – nie można żyć bez miłości. Słowa… Wyznaczają sens fikcji ukrytych w rzeczywistości, by przejąć nad nami władzę. Na szczęście jeszcze nikt nie rzucił za mną zdechłego psa, dzięki czemu mogę przywołać baronową Łempicką, ikonę art déco, której sztuka i życie służyły zupełnie czemu innemu – przyjemności. I kiedy Lowry brał w Paryżu ślub (z kobietą pierwowzorem postaci Yvonne), ona tam brylowała, wzbudzając zachwyt lewobrzeżnych salonów. W swym paryskim trzypoziomowym atelier przy ulicy Méchain 7 organizowała szalone przyjęcia. Przyjaźniła się z Cocteau, Gide’em, d’Annunziem. Żyła w podróży: Monte Carlo, Wenecja, Mediolan, Nowy Jork, Los Angeles, Hollywood, w końcu – Cuernavaca u podnóża Popocatépetl.

Pociągała ją arystokracja. Jako nastolatka wyszła za mąż za hrabiego Tadeusza Łempickiego, a drugi raz za węgierskiego barona Raoula Kuf­fnera de Diószegh. Kochała pieniądze, luksus, blichtr. Jej malarstwo wpisuje się w artystyczny prąd epoki rozmiękczonego salonowego postkubizmu. Jest zimne, pełne dystansu, zakrzepłe w emocjonalnym chłodzie, choć uwalnia uwodzicielską, nonszalancką siłę. Portrety i akty. Starannie ufryzowane kobiety, zawsze tajemnicze, pożądliwe, młode, piękne, bez skazy. Dobrze oddają atmosferę rodzącego się seksualnego wyzwolenia. Sama Łempicka taka była. Prowokowała nie tylko swoją sztuką, ale i sposobem bycia. Bogata, nowoczesna, wyemancypowana, mnożyła seksualne podboje. Była postacią barwną, kobietą światową. Lubiła nocne życie, ekstrawaganckie przyjęcia, wyrafinowane perfumy. Nosiła piękne stroje i tony biżuterii. Skandalistka. Tańczyła w lesbijskich barach, zażywała kokainę, kochała się z marynarzami. Wspierała przyjaciółkę Suzy Solidor, kabaretową pieśniarkę, w jej żądaniach pełni praw dla miłości lesbijskiej. „Robię, co chcę, nienawidzę robić, co muszę”. Współczesnych kochanków z obrazu „Adam i Ewa” przedstawiła na tle drapaczy chmur. Ewa, wyemancypowana, wyzwolona, sama stwarza sobie Adama. Le guesta este jardin? – pyta „Pod wulkanem” Lowry. Rajski ogród, symbol świata, z którego w każdej chwili możemy być wygnani.

Ta piękna „bogini o stalowych oczach epoki automobilu” – jak nazwał Łempicką „New York Times”, nawiązując do jej emblematycznego „Autoportretu w zielonym bugatti” – też przeżywała załamania. Cierpiała na depresję. Przeszła mistyczny kryzys, który zrodził jej mariaż świętości z luksusem. „Femme fatale zapadającej nocy” zaczęła ewoluować w kierunku malarstwa religijnego („Siostra przełożona”, „Maryja z Dzieciątkiem”). Chciała zostać zakonnicą, a wylądowała w Hollywood, gdzie jej gwiazda powoli gasła.

Ale w 1969 roku zapomnianymi obrazami Tamary Łempickiej zachwycił się młody marszand Alain Blondel. Trzy lata później urządził jej retrospektywę w paryskiej Galerii Luksemburskiej. Wielki comeback sędziwej artystki. Wybuchła nowa moda na obrazy „bogini”. Moda pośród nowej socjety. Kiedyś był to świat upadającej arystokracji oraz wznoszącej się burżuazji, dziś biznesu i kultury masowej. Jej obrazy zaczęły osiągać zawrotne ceny. Wśród nabywców znalazły się największe gwiazdy ekranu i estrady – Jack Nicholson, Barbra Streisand, Madonna.

Czterdziesta rocznica śmierci Łempickiej zbiegła się ze sprzedażą jej obrazu w londyńskim domu aukcyjnym Christie’s – „Portretu Marjorie Ferry” za rekordową kwotę ponad 16 mln funtów (ok. 82 mln zł), najwyższą w historii polskiego malarstwa. To kolejny wybuch jej konfetti, tym razem już w objęciach ziejącego ogniem i dymem Popocatépetl, naznaczonego przez Lowry’ego apokaliptyczną parabolą ludzkiego świata – perfectamente borracho. Świata zmierzającego do nieuchronnego kresu. Facilis descensus Averno…

Leszek Turkiewicz






Najpopularniejsze

Zobacz także