X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Pierwszy gejowski męczennik – Paryski nie-co-dziennik

Pierwszy gejowski męczennik – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 28 listopada 2020

Paryski L’Hôtel (wcześniej znany jako Hôtel d’Alsace) przy rue des Beaux-Arts 13 w dzielnicy Saint-Germain-des-Prés słynie ze znamienitych gości. Mieszkali tu Salvador Dali, Jim Morrison, Jean Cocteau, Ava Gardner, Grace de Monaco, Liza Minnelli, Natalie Wood, Susan Sontag, Marlon Brando i Jorges Luis Borges. Ten ostatni tłumaczył w nim na hiszpański „Szczęśliwego księcia” Oscara Wilde’a, którego twórczością się fascynował. Nieprzypadkowo mieszkał i pracował właśnie tutaj, ponieważ Wilde spędził w tym hotelu ostatnie miesiące życia, umierając w pokoju nr 16 jako Sebastian Melmoth. Irlandzki „król życia”, poeta, prozaik i dramatopisarz zmarł 30 listopada, 120 lat temu. Miał 46 lat.

Do końca nie wiadomo, co było przyczyną zgonu. Niektórzy twierdzą, że syfilis, inni – że nowotwór ucha, którego Oscar Wilde nabawił się w więzieniu, gdzie prawie ogłuchł. Ostatecznie przyjęto, że zmarł na zapalenie opon mózgowych. Organizacją pogrzebu zajął się jego najwierniejszy kochanek Robert Ross, którego miał poznać w miejskim szalecie, gdzie w tamtych czasach spotykali się homoseksualiści. Po śmierci opublikowano jego aforyzmy – „Oscariana” – z których wiele sięgnęło paryskiego bruku. Do dzisiaj zdobią swoją mądroś­cią nadsekwańskie ulice i metro. Paryż był dla Wilde’a stolicą sztuki, którą odkrył, mając 20 lat. Został bywalcem paryskich salonów. Zdążył poznać 80-letniego Victora Hugo, przyjaźnił się z Verlaine’em, Degasem, Gide’em. Mieszkał w luksusowych hotelach, odwiedzał najmodniejsze restauracje, kawiarnie, teatry. Był świetnym mówcą; twierdzono nawet, że lepiej opowiada, niż pisze. Podczas jednego z przyjęć dla pisarzy tak ich zachwycił opowieścią o Salome, że wróciwszy do swego biura przy bulwarze Kapucynów 29 napisał o niej dramat. Premiera odbyła się w Paryżu z udziałem jego przyjaciółki – wielkiej Sary Bernhardt – w roli tytułowej.

– Mówić rzeczy piękne, a fałszywe, to prawdziwy cel sztuki. Każda sztuka jest perfekcyjnie nieużyteczna – pisał ten przedstawiciel modernistycznego estetyzmu. Głosił hasło „sztuka dla sztuki”. Autor głośnej powieści „Portret Doriana Graya”, „Kobiety bez znaczenia”, „Męża idealnego”. – Cały mój geniusz włożyłem w życie, a w utwory tylko talent – zwierzył się André Gide’owi. – Żyć to rzadkość na świecie, większość zadowala się istnieniem. Ale nie on. On – apostoł estetyzmu, jak siebie nazywał – chciał płonąć silnym płomieniem, być w ciągłej ekstazie, bo tylko to jest sukcesem w życiu. – Żyłem wyłącznie dla przyjemności, unikałem cierpienia i smutku. Uosobienie dekadencji, skandalisty, dandysa.

Człowiek w najmniejszym stopniu jest sobą, gdy mówi we własnym imieniu. Potrzebuje maski, dopiero wtedy prawdę ci powie. To jeden z ostatnich aforyzmów Irlandczyka, napisany po francusku. Hugo von Hofmannsthal w eseju o Wildzie zauważył, że jego przeznaczeniem było noszenie trzech kolejnych masek. Pierwsza to maska Oscara Wilde’a, którą dostał od rodziców (Oscar Fingal O’Flahertie Wills Wilde). Druga to numer celi: C.3.3. – przydzielona mu w więzieniu w Reading. Trzecią – Sebastian Melmoth – sam sobie wybrał po wyjściu z więzienia; służyła mu i na co dzień, i jako pseudonim, którym podpisał swoje ostatnie utwory. Melmoth to bohater powieści jego stryja, osoba odrzucona przez wszystkich, błądząca, samotna, tajemnicza.

Oscar był synem poetki, która prowadziła jeden z najlepszych salonów literackich Dublina. Oksfordczyk. Był znany z błyskotliwego humoru, elokwencji, ekstrawagancji. Jadąc na wykłady do Ameryki, miał oznajmić celnikowi, że nie ma nic do zadeklarowania z wyjątkiem geniuszu. W wieku 29 lat poznał i wkrótce poślubił Constance Lloyd, z którą miał dwóch synów. Oczywiście w podróż poślubną wybrali się do Paryża, gdzie zamieszkali w hotelu Wagram przy rue Rivoli w trzypokojowym apartamencie na ostatnim piętrze, skąd mieli wspaniały widok na park Tuileries.

– Wszystkiemu mogę się oprzeć z wyjątkiem pokusy. Wilde przyznawał się do biseksualizmu praktykowanego na wzór starożytnych Greków. Nie wszyscy w to uwierzyli, sądząc, że to rodzaj plagiatu z Paula Verlaine’a, kochanka Arthura Rimbauda. Miłość do młodego kochanka, próżnego lorda Alfreda Douglasa vel Bosie, przyczyniła się do upadku pisarza. Został aresztowany i oskarżony o kontakty homoseksualne. Mógł uciec do Francji namawiany przez przyjaciół, ale nie zrobił tego i – skazany na dwa lata – odbył karę w więzieniu Reading pod Londynem. Podupadł na zdrowiu i został finansowym bankrutem. Po wyjściu z więzienia definitywnie opuścił Anglię. W Paryżu napisał „Balladę o więzieniu w Reading”. Zamieszkał w Dzielnicy Łacińskiej w podrzędnym hoteliku Hôtel d’Alsace. – Byłem królem, a jestem żebrakiem. Wszystko wydawał na prostytutki i alkohol. Podobno wypijał dziennie litr brandy i ogromne ilości absyntu. Na łożu śmierci przeszedł na katolicyzm. – Świat wielbi świętych jako bliskich doskonałości Boga, zaś Chrystus umiłował grzeszników jako najbliższych doskonałości człowieka. Dziś zyskał status pierwszego gejowskiego męczennika.

Oscar Wilde lubił mieć ostatnie słowo. Więc niech i tutaj je ma: – Nie bójcie się cieni. One świadczą o tym, że gdzieś jest światło. Tajemnica życia leży w poszukiwaniu piękna. Ale i (…) śmierć musi być piękna. Leżeć w miękkiej brunatnej ziemi, mając trawę szumiącą ponad głową, i wsłuchiwać się w ciszę. Nie mieć ani jutra, ani wczoraj. Zapomnieć o czasie, zapomnieć o życiu i mieć zupełny s p o k ó j.

Leszek Turkiewicz




Najpopularniejsze

Zobacz także