X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Pięć tysięcy pocisków – Tygodnik Angora

Pięć tysięcy pocisków – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 21 listopada 2015

Tyle wystrzelili w Saint Denis policjanci z brygady francuskiej w czasie akcji przeciwko terrorystom. Szef brygady mówi, że jeszcze czegoś takiego nie widział. „Oni strzelali jak wściekli. To była lawina kul”. Francja nie może się otrząsnąć z szoku.



St. Denis nie ma najlepszej opinii. Północne przedmieścia Paryża. Bastion komunistów. Żyje tam ponad 100 tysięcy mieszkańców. 130 narodowości, ale na ulicach częściej usłyszy się „Salam aleikum” niż „Bonjour”. Dookoła „gardłowy” arabski. Studia filmowe, które znalazły tutaj tańsze czynsze, przycupnęły na podwórkach, na które strach zajrzeć. Na stoliczkach przed barami w szklankach częściej jest lepka, w kolorze słomki arabska herbata niż piwo, zjadliwie zielona woda mineralna z dużą ilością mięty niż wino. Zawoalowana twarz kobiet nikogo tutaj nie dziwi. Wąska uliczka w starym mieście. Z jednej strony bazylika, w której chowano królów Francji. Z drugiej, rozłożysty „grzyb” Stade de France. To przy tej ulicy w starym budynku, jak większość domów w tym miejscu, przycupnęli terroryści po zamachach na paryskie kafejki i na Bataclan. Uśpione, ciche St. Denis. To, że tutaj na co dzień handluje się narkotykami i z tego wielu żyje, to wie każdy. Także policja. Saint Denis czyli miasto świętego Dionizego, któremu rzymscy żołdacy u stóp Montmartre’u obcięli głowę. Złapał ją pod pachę i przebiegł w to miejsce, gdzie powstała bazylika. Teraz też poleciały tutaj głowy.
RAID

To nazwa jednostki specjalnej. Nikt nie zna ich twarzy. Wszyscy w kominiarkach. 4.16 rano. Miasteczko jeszcze śpi. Nagle zaczynają się strzały. Caroline mieszka obok. Mówi, że to było jak na filmie wojennym. „Jak w Bejrucie”. Nie spała. Montowała w swoim studiu ujęcia z dokumentu… o wojnie. W innym zakątku świata, a ona wybuchła jej za oknem. Prefektura wzywała, aby nie opuszczać domów. Żeby nie podchodzić do okien. Jednak znaleźli się tacy, którzy ryzykowali, by nakręcić komórkami filmy. Nie do wszystkich dotarło, że kule chlaszczą gdzie popadnie. Tego samego dnia rano, kilka dni po piątkowych zamachach, w małym mieszkanku znaleziono ciało 52-letniego mężczyzny. Pocisk ze strzelaniny w Bataclan przebił szybę w domu po sąsiedzku i zabił człowieka. 4.45. RAID zatrzymuje trzech mężczyzn. 5.30. Z okna budynku dobiega przeraźliwy krzyk kobiecy. Za chwilę słychać potężną eksplozję. Ciało kobiety wylatuje przez okno. Na chodniku ląduje oderwana od korpusu głowa. Terrorystka najprawdopodobniej sama się wysadziła. Zarywa się część podłogi. Sufit spada na mieszkającą piętro niżej zawoalowaną Sabrinę, zakrytą chustą, że tylko oczy jej widać. Tuli w ramionach kilkumiesięcznego synka. Znów serie z broni maszynowej. Oko za oko. Kula za kulę. „Najpierw wiedzieliśmy, że w środku są trzy osoby – dwóch facetów i kobieta, którzy stali za zamachami w Paryżu. Potem okazało się, że jest ich więcej” – mówi Jean-Michel Fauvergue, szef RAID, której funkcjonariusze stanowili część 200 policjantów biorących udział w operacji. Jego ludzie podłożyli ładunki wybuchowe, by wysadzić drzwi i natychmiast wpaść do środka. To się nie udało. Drzwi były pancerne. Wzmocnione. Hałas nie tylko obudził mieszkańców, ale i zaalarmował terrorystów. „Efekt zaskoczenia spalił na panewce” – przyznaje Fauvergue.

Do akcji wkracza Diesel…
Po strzelaninie i wybuchach zapadła cisza. Wszyscy są zdezorientowani. „Zdecydowaliśmy się wysłać na zwiady psa” – mówi szef brygady antyterrorystycznej. Owczarek. Diesel. Legenda francuskiej policji. Znakomicie wykrywa ładunki wybuchowe. Świetny w tego typu akcjach przeciwko terrorystom. „Trenował” swoich kolegów na czterech łapach w Tunezji. Pies powoli wchodzi na piętro. Jest ostrożny. Specjalista. Z jednego z pokoi wyskakuje terrorysta. Strzela do niego. Pies to dla islamistów „brudne stworzenie”, jak świnia. A ten pies to wróg podwójny, bo policyjny. Skamlenie. Ostatnie. Diesel odchodzi. „Ja wiem, że tam są straty ludzkie i nie da się tego porównać, ale zabicie Diesla to dla nas jak utrata członka zespołu” – przyznaje potem jeden z „twardzieli” z brygady antyterrorystycznej. Chłopaki są wściekłe. Straciły kumpla. W okolicznych domach przy wąskim pasażu handlowym w Saint Denis stanowiska zajmują strzelcy wyborowi. Jeden z nich widzi terrorystę. „Ręce do góry!” – krzyczy funkcjonariusz. Tamten jest głuchy na to. Snajper strzela. Mężczyzna pada. Trwa wymiana ognia z broni maszynowej. Kałasznikowy w rękach terrorystów. Policja rzuca granaty 40 mm. Jeden. Drugi. Dwadzieścia. Policjanci wpuszczają do mieszkania drony. Potem wysyłają na zwiady robota. Obawiają się pułapki. Kobieta bomba jest ostrzeżeniem. W podłodze są dziury. Z drugiego piętra wysuwają kamery. Chcą wiedzieć, co jest na trzecim, tam, gdzie są terroryści. Szturm. Trzech zatrzymują. W gruzach znajdą ciała dwóch kolejnych. „Oni zmienili taktykę działania. Myśmy musieli się do tego dostosować. Bardzo nam pomagają wywiady innych państw, na przykład z Izraela, ale obciążenie psychiczne jest kolosalne. Trzeba ludziom przed akcją mówić, iż idą do walki z takimi, którzy chcą ich za wszelką cenę zabić”. „W pojedynku kałasza z myśliwcem Rafale zawsze wygrywa kałasz” – twierdzi ekspert wojskowy. Mieszkańcy Saint Denis są w szoku. Pomoc psychologiczna jest konieczna. Jeden z nich mówi: „Dotąd byliśmy miasteczkiem dilerów, teraz jesteśmy miasteczkiem terrorystów”.

Islamski cyborg
Identyfikacja tego, co zostało z terrorystów w Bataclan, przy Stade de France i w St. Denis, to żmudna sprawa. Tego z Bataclan rozpoznano po liniach papilarnych znalezionego palca. A kto zginął w Saint Denis? Z Belgii przysłano próbki pozwalające na zidentyfikowanie zwłok. Nie było wątpliwości. Jeden z mężczyzn znaleziony w gruzach to obywatel Królestwa Belgii, urodzony w Antwerpii, wychowany na przedmieściach Brukseli, uchodzących za wylęgarnię radykalnego islamu,
28-letni Abdelhamid Abaaoud. To wróg numer jeden Europy. Kilkakrotnie z jednym ze swoich braci lądował w więzieniu. Posadzili go za kratkami jako pospolitego przestępcę – wyszedł stamtąd jako fanatyczny terrorysta. Abdelhamid był odpowiedzialny za szkolenia w Syrii, a następnie za organizację ataków terrorystycznych we francuskojęzycznej Europie. Brał udział w opracowaniu planów czterech z sześciu zamachów, których przeprowadzenie uniemożliwił francuski wywiad od wiosny tego roku. W ekspresie Bruksela – Paryż. Na kościół na przedmieściach Paryża. Tę próbę policja udaremniła przez przypadek, bo wykonawca, który wcześniej zamordował kobietę, by ukraść jej samochód, szedł po ulicy i krwawił. 11 sierpnia, w miesiącu, gdy w Paryżu jest mało paryżan, ale za to miasto jest oblężone przez turystów, francuski wywiad zatrzymuje Reda Hame, paryżanina, który właśnie wrócił z Syrii. Miał przeprowadzić zamachy według planu Abaaouda. W godzinę po atakach na Bataclan i kafejki, dżihadystę „namierzyły” kamery na stacji metra, w pobliżu Montreuil, na przedmieściach. To tam znaleziono jeden z trzech samochodów na belgijskiej rejestracji używanych przez terrorystów, a we wnętrzu trzy kałasznikowy. Z jednego z nich Abdelhamid Abaaoud masakrował ludzi siedzących przed paryskimi kafejkami. Planował liczne ataki w całej Europie. „W Saint Denis zlikwidowaliśmy komórkę terrorystyczną, która miała zamiar dokonać kolejnego ataku w Paryżu, podobnego do tego, co się zdarzyło 13 listopada” – stwierdził minister spraw wewnętrznych Bernard Cazeneuve. Terroryści byli w trakcie montowania pasów z ładunkami wybuchowymi.

Kuzynka mordercy
Badania genetyczne rozwiały wątpliwości. Kobieta, która zginęła w wyniku eksplozji ładunku przymocowanego dookoła jej pasa, to Hasna. Miała być spokrewniona z Abaaoudem. Szybko dała się „oczarować” ekstremalnej ideologii islamistów. „O obecności mózgu operacji terrorystycznych w Europie nie poinformował nas żaden z unijnych wywiadów. Wszyscy wiedzieli, że Abaaoud przebywa w Syrii i stamtąd planuje zamachy. O tym, że przedarł się do Europy, dowiedzieliśmy się od innego wywiadu, pozaeuropejskiego” – mówił z rozgoryczeniem minister Cazeneuve. Okazało się, że z Maroka, gdy prezydent François Hollande oficjalnie podziękował królowi Mohamedowi VI za „wydatną pomoc. To Marokańczycy „wydusili” z brata Abaaouda informacje o istnieniu Hasny. I to ona naprowadziła Francuzów na trop terrorysty. Ktoś widział ich razem. Zaczęto podsłuchiwać jej rozmowy. Miała w samochodzie czekać na swojego kuzyna, żeby go zabrać z opustoszałego magazynu na przedmieściach i przewieźć do „dziupli” w Saint Denis. Powoli zaczęto odtwarzać sylwetki zamachowców po piątkowych masakrach i tych ze szturmu pod Paryżem. Bilal Hadfi. 20 lat. Francuz. Wysadził się w powietrze pod Stade de France. Miał się dostać na trybuny, tam eksplodować ładunek. Spodziewano się, że kibice meczu Francja – Niemcy rzucą się w panice do ucieczki, a przed stadionem na wybiegający tłum czekać będzie dwóch kolejnych kamikadze. Tożsamości tych dwóch nie udało się ustalić… Fabien Clain i jego brat Jean-Michel. Francuzi.

37 i 33 lata. Obydwaj „nawróceni” na islam. Szkoleni w Syrii. Podobnie jak Samy Amimour (28 lat) i Ismael Omar Mostefai (29). Też Francuzi. Wysadzili się w Bataclan. Kolejnego napastnika, mordercy z teatru, nie zidentyfikowano, podobnie jak drugiego mężczyzny, którego ciało znaleziono w piwnicy domu w Saint Denis. Nie wiadomo także, kim jest zabójca, któremu udało się w grupie uchodźców przedrzeć z Turcji przez Grecję i Serbię do Belgii i do Francji. Miał przy sobie paszport syryjski wystawiony na nazwisko żołnierza armii syryjskiej, który dużo wcześniej zginął w walkach. Wreszcie dwóch braci Abdeslam. 31-letni Brahim mieszkający na stałe w Belgii, gdzie prowadził bar – zginął, wysadzając się w czasie ataku na jeden z barów. Drugiego Salaha (26 lat) szuka policja francuska i belgijska. W sobotę 21 listopada ponoć widziano go w Brukseli. Miałby się tam dostać przewieziony przez dwóch przestępców: Francuza i Belga. Obydwu zatrzymała tamtejsza policja. Salah Abdeslam uchodzi za jednego z przywódców europejskiej filii dżihadu. Władze Królestwa ogłosiły w czasie weekendu najwyższy stan zagrożenia terrorystycznego. W Brukseli pozamykano wszystkie stacje metra. Odwołano koncerty. Zamknięto domy handlowe. Na ulicach pojawiły się patrole policji wzmocnione wojskiem. Władze ostrzegają, że groźba ataku na wzór „paryskiego” jest bardzo prawdopodobna. Państwo Islamskie ponoszące straty w Syrii przeniosło się z atakami do Europy, zabierając tam ze sobą wypróbowany w Iraku i Syrii terrorystyczny know-how. Napastnicy strzelają na zmianę. Gdy jeden pruje serię z kałasznikowa, drugi ładuje magazynek. W ten sposób mogą prowadzić ciągłe ostrzeliwanie ofiar, siejąc śmierć i przerażenie. Kiedy zabraknie kul, sięgają po ładunki wybuchowe, jakimi są opasani. Ich inwazja na Europę sprawia, że władze Unii zastanawiają się nad łatwością, z jaką terroryści się poruszają po jej terytorium. W Brukseli ministrowie spraw wewnętrznych postanowili opuścić „przyłbicę” porozumienia z Schengen. Na zewnętrznych granicach zostanie wzmocniona kontrola ruchu ludności, w tym Europejczyków, bo przecież zabójcy pochodzili głównie z Francji i z Belgii, mieli europejskie paszporty. Walkę wydano ośrodkom propagującym dżihad. Zostaną utworzone europejskie kartoteki pasażerów podróżujących samolotami, także na wewnętrznych połączeniach europejskich. We Francji Zgromadzenie Narodowe i Senat przedłużyły do trzech miesięcy stan wyjątkowy. Upraszcza to procedury związane z aresztowaniami, z przeprowadzeniem rewizji, podsłuchem i kontrolą w internecie, stron społecznościowych. Można także wprowadzać godzinę policyjną. Tak już się stało w Sens w pobliżu Lyonu. Poruszanie się pieszych i ruch samochodowy między 22 a 6 rano są zabronione. Zatrzymano kilkanaście osób. Przeszukiwane są mieszkania i piwnice, w których może być magazynowana broń. Ale na kałaszach i ładunkach wybuchowych nie kończy się lista strachu.

Siarczan atropiny
Francuska Dyrekcja do spraw Zdrowia nakazała centralnej Aptece Wojskowej rozesłanie do cywilnych placówek pogotowia ratunkowego i na oddziały intensywnej terapii znacznych ilości siarczanu atropiny. Szpitale dysponują nim w niewielkim stopniu, bo w minimalnych dawkach jest on podawany w przypadku reanimacji. Stosują go też anestezjolodzy. Jest natomiast w większych ilościach na wyposażeniu każdego francuskiego żołnierza jednostek bojowych. Bo to jest jedyny środek mogący zapobiec skutkom sarinu – paraliżującego gazu powodującego śmierć. To właśnie sarinu użyli w 1995 roku zamachowcy w czasie ataku w metrze w Tokio. W obawie przed sianiem paniki szef Francuskiej Dyrekcji do spraw Zdrowia podkreślił, że zarządzenie to zostało już dawno wydane w związku z rozpoczynającą się 30 listopada Międzynarodową Konferencją Klimatyczną i nie ma nic wspólnego z zamachami 13 listopada. Nikt w to nie uwierzył. Tym bardziej że premier Manuel Valls następnego dnia mówił o realnym niebezpieczeństwie użycia przez terrorystów broni chemicznej i biologicznej. Państwo Islamskie potrafi wyprodukować gaz musztardowy. Informacje na ten temat zebrał przy granicy syryjsko-irackiej francuski wywiad. Tam dżihadyści użyli go przeciwko Kurdom. Ale kontrwywiad francuski obawia się użycia przez terrorystów także chloru. Też go użyli w walkach. A chlor jest znacznie prostszy w użyciu i łatwiejszy do „obsługi” niż gaz musztardowy. Wokół zakładów chemicznych, magazynów, a także w szpitalach nasilono kontrole, ale i to do końca nie pomaga. Z paryskiego szpitala Necker zginęły kombinezony ochronne, zestawy do produkcji środków przeciwko wirusowi Ebola, specjalne buty gumowe i rękawice. Wszystko wykonane z materiałów odpornych na działanie środków chemicznych. Ktoś się boi ataku, czy też ktoś go przygotowuje?



Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem
Port w Tulonie. To jedna z dwóch największych baz francuskiej marynarki wojennej. Tam stał zakotwiczony lotniskowiec „Charles de Gaulle”. W pobliżu na nadbrzeżu, przy którym był zacumowany, saperzy wysadzili w powietrze podejrzanie im wyglądający samochód. Czy komuś zależało na opóźnieniu wyjścia w morze lotniskowca? Bo „Charles de Gaulle” wziął kurs na Zatokę Perską. Pozwoli to na trzykrotne zwiększenie nalotów francuskich maszyn na cele dżihadystów. 10 samolotów Mirage i Rafale startuje w tej chwili z baz na Półwyspie Arabskim. Teraz siła uderzenia się zwiększy. Tym bardziej że do gry włączyli się Rosjanie. Kreml w końcu się przyznał, że katastrofa rosyjskiego airbusa nad Synajem to zamach terrorystyczny. To wymagało zmiany strategii interwencji Moskwy w Syrii. Do tej pory atakowali przeciwników Baszira al Assada. Przyszłość dyktatora z Damaszku różniła Rosję od Francji i Stanów Zjednoczonych. Po katastrofie samolotu i po tragedii w Paryżu wszyscy zrozumieli, że priorytetem jest walka z terroryzmem, a sprawę krwawego tyrana z Damaszku trzeba odłożyć na później. Między Paryżem a Moskwą stosunki od dłuższego czasu były lodowate, między innymi za sprawą zerwania kontraktów na mistrale – ultranowoczesne helikopterowce. Teraz Władimir Putin wydał swoim generałom ze sztabu głównego rozkaz: „Należy się dzielić informacjami dotyczącymi Syrii z naszym francuskim sojusznikiem i udzielić mu koniecznej pomocy”. To pierwszy taki przypadek od 1945 roku, żeby obydwa kraje walczyły ze wspólnym przeciwnikiem. Celem jest zniszczenie Państwa Islamskiego. Tylko czy Zachód i Rosja nie zabrały się do tego za późno? Państwa Islamskiego może już nie być, ale jego ideologią głęboko przesiąkły dusze wielu dżihadystów w Europie.

Epidemia lęku…
Od dziesięcioleci w ostatni czwartek listopada słychać było dźwięk odkorkowywanych butelek. To święto Beaujolais Nouveau. W tym roku przyzwyczajenie jest dla wielu silniejsze niż obawy i paryskie bistra zaroiły się od wielbicieli tego „młodego wina”. Ale takie ożywienie trwało krótko. Nad Paryżem unosi się strach. Atak w redakcji „Charlie Hebdo” był szokiem, ale to nie spowodowało psychozy. Bo wtedy było wiadomo, że nie należy wchodzić w miejsca, które mogą się islamistom „nie spodobać”. Teraz zaatakowana została cała Francja. Paryż. Jego styl bycia. Jego radość z tego, że siedzi się na tarasie kafejki w ciepły jesienny dzień. A zatem islamiści wzięli na muszkę paryski szyk, luz, to wszystko, co uważane jest za czar i wdzięk tego miasta. Dla nich Paryż „to stolica wstrętnej perwersji” – jak to ujął jeden z przywódców Państwa Islamskiego. „Od 13 listopada odpalam jednego papierosa od drugiego” – przyznaje Malick, kucharz z podparyskiej restauracji. „Nerwy mi puściły i popłakałam się, gdy usłyszałam w metrze piosenkę o tym, żeby się nie bać” – mówi Melani, sprzedawczyni w sklepie. W niedzielę, 15 listopada na placu Republiki zebrały się tłumy ludzi. Palili świeczki. Przynosili kwiaty. Nagle jakiś huk. Ludzie wpadają w panikę i zaczynają uciekać w popłochu. Na szczęście, fałszywy alarm. Piątek, 20 listopada. Tydzień po zamachu. 21.20. Znów plac Republiki. Setki ludzi. Trzymają się za ręce. Artyści apelują: „Przychodźcie do barów. Nie dajcie się zastraszyć”. Ale bary opustoszały. „Strach jest zaraźliwy” – mówi Carole Damiani, doktor psychologii. W Teatrze Mogador fotele świecą pustkami. Przedstawienie „Cats” ogląda 600, zamiast tysiąca osób. O 80 procent spadła liczba chętnych na koncerty w Paryżu. Odwoływane są festiwale. Jedna trzecia widzów mniej wybiera się do kin. Pusto jest na korytarzach Muzeum d’Orsay i Luwru. Na drogach Ile de France tworzą się rekordowe korki przekraczające 500 kilometrów. Ludzie wolą jeździć samochodami lub taksówkami niż metrem. Przez hotele przetacza się lawina odwoływania rezerwacji. „Ludzie się boją i niczego nie chcą kupować” – mówi właściciel eleganckiego butiku z butami. W wielkich domach handlowych ustrojonych świątecznymi dekoracjami bożonarodzeniowe światełka smutno odbijają się w posadzkach, po których stąpają niewielkie grupki klientów. Islamiści pracują w zakładach komunikacji miejskiej, na kolei i na lotniskach. Co z tego, że ochraniarze zabiorą ci nożyczki do paznokci, jeśli bagażowy dżihadysta do luku samolotu wsadzi bombę.

Marek Brzeziński






Najpopularniejsze

Zobacz także