X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Paryżanie radzą sobie, jak mogą …

Paryżanie radzą sobie, jak mogą …

Artykuł wprowadzono: 22 marca 2014

W parku Buttes Chaumont kasztany puściły młode pędy, a wierzby zapłakały. Słońce ożywia, świat jaśnieje. Budzi się radość, ale i wiosenne przesilenie – zniechęcenie, brak napędu, stres. Paryżanie radzą sobie, jak mogą: piją, łykają psychotropy, zdradzają. Niektórzy nie wytrzymują i otwierają sobie żyły.
Ósma rano. Siedzę na ławce jednego z piękniejszych parków w Paryżu – i co? Tout passe, tout casse, tout lasse. Wszystko przemija, marnieje, nuży. I o czym tu pisać? Czym wypełnić kolejny nie-co-dziennik? Obok jakiś kloszard zaczyna dzień łykiem czerwonego, a jakaś para się całuje. O tej porze? Jest i druga para w głębokim uniesieniu. O tej porze powitalną randkę przed pracą wyznaczają sobie zazwyczaj tylko ci, co swoją miłość ukrywają. To może być temat, bo wygląda jak żywa ilustracja przeprowadzonego ostatnio sondażu przez instytut Ifop, z którego wynika, że 55 proc. Francuzów przyznaje się do zdrady swego partnera. Sondaż zamówił pierwszy portal niewiernych Gleeden, przeznaczony dla osób pozostających w stałych związkach, a mających ochotę na kochanka.
Zdrada to, oczywiście, nic nowego. Miłość we troje jest tak stara jak życie we dwoje. Nikogo nie szokuje, jest kulturowo zakorzeniona we francuskiej obyczajowości. Nowością staje się jedynie rosnąca niewierność kobiet, a jeszcze bardziej to, że otwarcie się do niej przyznają. Zwłaszcza paryżanki uchodzą za mistrzynie w starej konkurencji skoków w bok. Wymyśliły sobie, że niczym fitness skutecznie eliminuje zimowe toksyny i wiosenne splinonapięcie.
Wszyscy zdradzają wszystkich. Miłość bywa ślepa, zdrada – nigdy. Jest jak testowanie nowych perfum. Jak wytchnienie w podróży, tak uciążliwej, że trzeba być we trójkę, by dobrnąć do celu. Kochanek może leczyć osamotnienie i inne przypadłości, przy tym jest tańszy od psychoterapeuty, ba, można nawet dostawać od niego prezenty. Niewierność pobudza apetyt na życie, daje sporo radości, odkrywa prawdę o sobie, o swoim stałym związku, o miłości. Na początku jest euforyczna, ekscytująca; po jakimś czasie może być uciążliwa, może niszczyć, wywoływać lęk przed sankcją, lecz prawie nigdy kobiety nie uważają czasu jej oddanego za stracony. Wystarczy przerzucić kobiece magazyny, żeby się o tym przekonać – „Niewierność, gdzie się ona zaczyna”, „Niewierność szczęśliwa”, „Niewierna miłość”, „Kochankowie: iluzje, smaczki i przyjemność”, „Miłość w biurze”, „Kochać kilku mężczyzn”, „Nowe seksualne zachowania kobiet”, „Ku nowym związkom małżeńskim” i tak dalej, i tak dalej.
Świat, kiedy nie jest monstrualną rzeźnią, staje się wielkim burdelem – filozofuje znany hedonista Michel Onfray. Parkowy kloszard skończył butelkę czerwonego i raczy się piwem. Alkohol bywa namiętnością niebezpieczniejszą od zdrady. Wabi, upaja, przytakuje. Trzeba uważać i w porę zawrócić, nim deliryczna zapadnie noc. Siedem milionów Francuzów walczy każdego dnia, by ich kolejny kieliszek był ostatnim, a co najmniej dwa miliony leczy się ambulatoryjnie lub jest hospitalizowanych z powodu tej muzy o „oczach porywającego oceanu”, która dodaje życiu intensywności, głębi, poczucia siły, co koi nerwy, tłumi ból, lęk, tęsknotę, co zatraca w bezpiecznej teraźniejszości, aż w końcu porzuca na dnie oceanu.
Park Buttes Chaumont, pięknie położony na najwyższym po Montmartrze wzgórzu Paryża, został założony na dawnym wysypisku śmieci. Jego naturalne skały wznoszą się na wysokość pięćdziesięciu metrów. Tworzą wyspę, na którą prowadzą dwa mosty. Jeden to zawieszona wysoko nad wodą drewniana kładka; drugi – kamienny most Samobójców, po którym, bywa, że przechadza się starsza siostra miłości – śmierć. Niektórzy z nią flirtują. Spośród nich kilkanaście tysięcy rocznie umiera śmiercią samobójczą – to we Francji pierwsza przyczyna zgonów między 25. a 34. rokiem życia. Co 40 minut ktoś popełnia samobójstwo, a co trzy minuty próbuje (160 tysięcy) i… następnym razem mu się udaje. Liczby najwyższe na świecie obok Rosji, Chin i Albanii.
Pascale nie musi nawet o tym myśleć – jej się udało. Szykuje się do ślubu… pośmiertnego. Wyjdzie za mąż za ukochanego Michela, który zmarł przed dwoma laty. Ślub ze zmarłym? Dzięki prezydentowi Francji wszystko jest możliwe, bo niczym pomazaniec boży ten „republikański monarcha” ma i takie uprawnienie. Hollande zgodził się na pierwszy taki ślub w republikańskiej Francji, pierwszy, bo dotychczas prawo zezwalające na pośmiertne małżeństwo (wprowadzone za de Gaulle’a) stosowano nie w interesie miłości, ale dzieci ojców, którzy zginęli w wyniku tragicznej katastrofy na zaporze w Malpasset w 1959 roku. Ich ciężarne kobiety mogły ich poślubić, aby potomkowie ofiar katastrofy nie byli traktowani jak dzieci poczęte wskutek niewierności.
I tak powiało piżmem miłości, ale też paryskim smogiem, goryczą, niepokojem. Zrobiło się jakby chłodniej, mroczniej, ponuro. Wydaje się, że najlepszą receptą na wiosenny splin byłaby nie tyle śmierć, miłość czy niewierność, co ich najmłodsza siostrzyczka – nadzieja. Prawda, że naiwna, lecz przynajmniej chroni przed tyranią przypadku, pozwala uchwycić tych kilka darowanych chwil, nim świat jeszcze raz się obróci i nas już nie będzie. Czas?… Le temps est l’image mobile de l’éternité. Chwila – ruchomy obraz wieczności.

Angora






Najpopularniejsze

Zobacz także