X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Paryż senne marzenie

Paryż senne marzenie

Artykuł wprowadzono: 20 marca 2021

Paryski nie-co-dziennik

Miasto szarą mazią spowite. Pustynne otoczenie. Fasady domów czer­wienią się jak warstwy skalne. Ciernisty pejzaż zrodzony z halucynogennej wyobraźni. Paryż o świcie. Paryż zamknięty w swoim kokonie. „Paryż senne marzenie” – surrealistyczne dzieło Maxa Ernsta, malarza trzech nacji: niemieckiej, amerykańskiej, francuskiej.

Urodził się 2 kwietnia 130 lat temu. Jego ojciec, malarz amator, malował syna jako Dzieciątko Jezus, które na małej chmurce błogosławi światu. Dorosły Max śnił już inne sny: hipnotyczne, sadystyczne, monstrualne. Przenosił je na płótno w paryskiej pracowni przy ślepym zaułku Ronsin 11, tuż obok zaułka Dzieciątka Jezus wciśniętego w szpital Neckera. Śnił swoje fantomy do 1976 roku, kiedy 1 kwietnia, 45 lat temu, zmarł po przebytym udarze mózgu i został pochowany w kolumbarium cmentarza Père-Lachaise, o czym przypomina kilka okazjonalnych tekstów surrealiście poświęconych.

Max Ernst przyjechał do Paryża z Kolonii, gdzie z przyjacielem Hansem Arpem byli animatorami ruchu dadaistycznego. Nie miał wykształcenia artystycznego, studiował filozofię i psychiatrię; zajmował się sztuką chorych umysłowo. Do Paryża przyjechał, mając 30 lat, zaproszony przez grupę przyjaciół, m.in. Paula Éluarda i jego żonę Galę, Tristana Tzarę, André Bretona. Zamieszkał na Montparnassie u Éluardów głoszących wolną miłość. Za zgodą Paula został kochankiem Gali; cztery spośród innych związków sfinalizował małżeństwem.

Współpracował z Buñuelem przy filmie „Złoty wiek”, który wywołał awanturę w paryskim kinie „Studio-28”. Na ekranie pojawiły się sekwencje bicia żebrzącego ślepca, wyrzucania biskupa przez okno, pijanego Chrystusa. Samoistna twórczość Ernsta jest równie niepokojąca. Popadał w rodzaj obsesyjnego uniesienia, uwalniając z wyobraźni „wszystko to, co się we mnie widziało” – kierując się programowym automatyzmem nieodgadnionych praw asocjacji.

Pejzaże. Mroczne, z nisko nad horyzontem zawieszonym dyskiem słońca lub księżyca. Egzotyczne lasy. Wizualne efekty trzęsienia ziemi. Podwodne prądy morskie. Zwierzęta przypominające prehistoryczne stwory, ludzkie postacie udrapowane w powłóczyste szaty. Wszystko nasycał poetyckim nastrojem zbliżania się do granic tajemnic natury. Faktury obrazów przypominają mchy, porosty obrastające podwodne kamienie, grzybnię pokrywającą pnie zmurszałych drzew. „Drzewa wznoszą się ku niebu jak totemy, samotne, patetyczne”. Plamy farb układają się w mroczne otchłanie, w opustoszały świat dotknięty jakimś kataklizmem, w którym siły życia mozolnie zbierają się do kolejnych narodzin.

Uwalniając wyobraźnię, odkrywał nowe technologie malarskie, ważne nie tylko dla surrealizmu. Najpierw collage, w którym gotowe fragmenty rzeczywistości zestawiał w zaskakujące układy. Później – frottage, na pomysł którego wpadł w jakiejś oberży zafrapowany widokiem starej podłogi pokrytej siatką wyżłobień. Położył papier na jej chropowatej powierzchni i pocierając go grafitem, zdjął z podłogi serię rysunków. Czynił podobnie z liśćmi, workami, nierównościami kamienia. Z tak pocieranych rysunków zdjętych z organicznych i nieorganicznych powierzchni wydobywał mroczne pejzaże. Wynalazł też dekalkomanię, rodzaj wielokrotnych odbitek, gdzie najważniejsze są ruch, przypadek, skojarzenie.

Max Ernst malował całe cykle obrazów. Jednym z piękniejszych jest „Historia naturalna”, szczególnie jego ostatnia część, obraz „Ewa, jedyna, która nam została”. Cykl odczytywany jako aluzja do biblijnego genesis. Na początku jest niebo i ziemia, oba puste, potem gwiazdy, planety, roślinność, trawy, drzewa, robaki, ryby, konie, inne zwierzęta. Na końcu ona, Ewa, jedyna, która nam została. I tak toczy się ten malarski spektakl – „Koło słońca” (kolejny obraz), kosmiczny pejzaż na granicy abstrakcji. Jednym z ulubionych wątków artysty jest temat ptaków. W wielu obrazach pojawia się istota ptakopodobna o imieniu Loplop, prywatny fantom Ernsta – narrator, aktor, szafarz światła, który czasami zapala paryskie latarnie, a niekiedy pilnuje dziwacznych bram przed tropikalnym, skamieniałym lasem, niepokojącym, pełnym ułudy, przewidzeń, złych przeczuć.

Wybucha wojna. Dzięki pomocy wpływowej mecenaski sztuki, a z czasem jego trzeciej żony, Peggy Guggenheim, emigruje do USA, gdzie przyjmuje amerykańskie obywatelstwo. Ostatnie obrazy, jakie namalował we Francji, to „Marlena” i „Europa po deszczu”. Twarz Marleny zdradza podobieństwa do Marleny Dietrich, która wcześniej wyemigrowała do Stanów. Półnaga, błąka się w drodze do Nowego Świata. Zostawia kulturę śródziemnomorską przywoływaną przez upadłe cyprysy, by sięgnąć nowego brzegu. Zabiera ze sobą dzieci – ptasie istoty, które przeżyją katastrofę – „Europę po deszczu”, czyli po wojnie. Wizja profetyczna. Pejzaż apokaliptyczny. Kobiece ciała częściowo są zasypane, zakrzepłe, istoty po kataklizmie, pożodze, zapadłe w dziejów trzęsawisko.

Po wojnie Max Ernst wielokrotnie przyjeżdża do Paryża, a w latach 50. słoneczny pejzaż Arizony na stałe zamienia na południe Francji. W 1958 roku otrzymuje francuskie obywatelstwo. Wracają stare formy z lat 20. Wracają fale i góry, dna morskie, zwierzęta, ciała niebieskie, istoty ludzkie i monstra. Maluje „Ogród Francji” – nagą kobietę bez twarzy, leżącą w rzecznym pejzażu geologicznie uwarstwionym. Pod jedną z warstw ziemi formuje piękne łoże snu wieczystego. Umiera. Umiera w przeddzień 85. urodzin.

Leszek Turkiewicz




Najpopularniejsze

Zobacz także