X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Paryski nie-co-dziennik – W pościgu za orgazmem, czyli sztuka kopulowania dla dzieci i dorosłych

Artykuł wprowadzono: 25 lutego 2014


Tu i ówdzie gruchnęła wieść, że we francuskich szkołach dzieci będą uczyć się masturbacji w ramach nowego programu edukacyjnego „ABCD równości”. Ciała uczymy się jak języków: jedni są urodzonymi poliglotami, inni jąkają się przez całe życie. Te nierówności trzeba niwelować, by orgazm stał się laicki, bezpłatny, obowiązkowy. Program ambitny, nawet jak na ojczyznę markiza de Sade’a, którego 200. rocznica śmierci przypada w tym roku. Niektórzy twierdzą, że to z tej okazji artystyczno-pornograficzną Nimfomankę, filmowe dzieło Larsa von Triera, komisja ministra kultury zakwalifikowała dla widzów od lat 12. Niełatwo zgorszyć paryskich kinomanów, może uda się paryskie dzieci.
Jedynie Pier Paolo Pasolini bliski był takiego wyczynu. Zgorszył przeintelektualizowanych bywalców Dzielnicy Łacińskiej głośnym filmem „Salo, czyli 120 dni Sodomy”. Zniewolił ich wyobraźnię sadystyczno-seksualną wizją ekscesów ginącego faszyzmu, inspirując się owym markizem de Sade’em, najbardziej skandalicznym pisarzem wszech czasów. Jego szokujący obraz, nakręcony w 1975 roku, zszedł z ekranu paryskiego kina Accattone dopiero kilka lat temu. Czy zastąpi go Nimfomanka Duńczyka von Triera? Swego czasu pupila festiwali w Cannes, gdzie prezentował wszystkie swe filmy (Złota Palma za „Tańcząc w ciemnościach”), aż w 2012 roku został uznany za persona non grata po prowokacyjnej wypowiedzi o Hitlerze i duchowym powinowactwie z nazizmem.
Nimfomanka – nihilistyczna, bluźniercza, demoniczna. Tańcząca z tabu. Sade w spódnicy (Charlotte Gainsbourg). On: wiem, jestem potworem; ona: jestem złym człowiekiem, ale kocham siebie za to, jaka jestem. Kocham moje brudne pożądanie. Oboje kolekcjonowali partnerów, a raczej ich męskie i żeńskie genitalia. Film w literackim stylu snuje w ośmiu rozdziałach filozoficzną opowiastkę o wyraźnych odniesieniach do pisarskiej spuścizny Sade’a. Oboje eksplodują mrokiem, w którym człowiek żyje wolnością do samozagłady. Schodzą w głąb seksualnej nocy, tam, gdzie pożądanie staje się pierworodną zbrodnią, gdzie jego presji wszystko podlega, zwłaszcza ciało i rozum miotane są jego falami. Gra o krańcową rozkosz, w której stawką jest nienasycenie i żądza nie do zaspokojenia, niosąca przed nami krzyż samotności i cierpienia. Markiz rzucił wyzwanie Bogu, pewien, że nie ma zbawienia poza ciałem, zaś Nimfomanka jeszcze spogląda w stronę religii, takiej, gdzie ciało jest ciemnym kontynentem, a to, co boskie, staje się demoniczne, ukryte w tajemnicy seksu. Spowiada się niczym jawna grzesznica przed rozgrzeszającym ją z wszystkiego aseksualnym i dobrym – czyżby? – mędrcem Seligmanem.
Zbawienie przez orgazm? Dlaczego nie. Pierwsza kobieta, która nosiła męskie imię, Georges Sand, mawiała: Wierzę w dobrego Boga i mężczyzn, którzy się nim stają (…). Tysiąc węży mnie pożera, tysiąc żądz pochłania, tysiące uniesień spala. Ciało jest naszym domem. W podbrzuszu kobiet i mężczyzn rozgrywa się dramat życia. Od nas zależy, czy uczynimy z niego raj rozkoszy czy piekło stłumienia. Seksualność to bestia, którą należało okiełznać, dziś, dla pokolenia gender jest fantastycznym stworem, którego trzeba uwolnić jak śpiącą królewnę (albo królewicza). Wybór należy do ciebie, a nie do ślepej natury, co podstępnie zniewala do przedłużania gatunku.
„Miłość” – słowo magiczne, figlarne, przebiegłe. Wszystko jest z miłości, to co najwspanialsze, ale i nienawiść, i gwałt u swego źródła mają miłość: wypaczoną, nieudaną, stłumioną, ale miłość. W miłości brniemy wciąż tą samą drogą, łudząc się, że jest jedyna i niepowtarzalna. Zapominamy, że idziemy po śladach innych kochanków. Miłość uwalnia z grzechów egzystencji, ale nie z obowiązku podobania się, uwodzenia, zdobywania. Tu nie ma postępu, wszystko pozostaje w sferze nieoczekiwanego. Dominowały związki romantyczne, instytucjonalne, partnerskie – powstają bardziej zmysłowe, oparte na poszukiwaniu mocniejszych wrażeń, zwanych miękkimi perwersjami, według zasady, że wszystkiego trzeba spróbować.
– Lubię Fling (zbiorowy seks nocą), lecz nie znoszę rodeo (Gang Bang), kiedy dziewczyna oddaje się wszystkim facetom, ani Jack off party (seans wspólnej masturbacji) – słucham wynurzeń nowej libertynki. Siedzi pod jednym z 14 plakatów do Nimfomanki, przedstawiających główne postacie filmu w orgazmicznej ekstazie. – Trzeba żyć zgodnie ze swoim czasem – kontynuuje. Nie chcemy żyć jak dawniej. Poza tym ostry seks to samo zdrowie, każdy lekarz to powie. Poprawia krążenie, kondycję, łagodzi nerwy, opóźnia starzenie.
Nowy powiew seksualnej wolności, praktykowany przez wszystkie pokolenia i środowiska. Sposób ucieczki od monotonii, nudy, przemijania. Seks jako aktywność banalna, higieniczna, zabawowa. Najważniejszy jest orgazm – szczytuję, więc jestem. Reszta to opium dla ludu, społeczna hipokryzja, fikcja, bardziej lub mniej udana literatura. Nad tym kopulacyjnym wyzwaniem czuwają media, kino, reklama. Wszędzie piękne twarze, powabne sylwetki. Nie sposób się oprzeć ich mnogości. Drwią z nas, bo tyle jest do pożądania, do pokochania, że nigdy nie zdołamy zakosztować wszystkiego. Ale próbujmy, walentynki tuż-tuż. Niech się święci ten święty Walenty. Miłość jest wieczna, dopóki trwa.

Leszek Turkiewicz






Najpopularniejsze

Zobacz także