X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Paryski nie-co-dziennik:  Diabelskie koło – 2015 – Tygodnik Angora

Paryski nie-co-dziennik: Diabelskie koło – 2015 – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 27 grudnia 2014

Ziemia jeszcze raz obiegła Słońce i stało się – przed nami kolejny 2015 rok. Zbliża się wielkie buuum! Za zdrowie, szczęście, pomyślność, za Nowy Rok. Trudno wyobrazić sobie sylwestrową noc bez strzelających szampanów – uwodzą jak Paryż aurą flirtu i zabawy. Może dlatego pod koniec roku, kiedy strzela najwięcej szampanów, tłum turystów przyjeżdża nad Sekwanę, by kończyć stary i zaczynać nowy rok. Tradycyjnie gromadzą się na Polach Elizejskich, pod wieżą Eiffla, na schodach Montmartre’u. Te miejsca dobrze widać z wysokości górującego nad placem Concorde (Zgody) diabelskiego koła, należącego do jarmarcznego króla Paryża Marcela Campion. Płacę 10 euro i zajmuję miejsce w diabelskim wagoniku.


Obrót pierwszy. W oddali wyłaniają się mityczne dachy nazywane siódmym piętrem Paryża – szare, łupkowe, cynkowane, jak skóra miasta, jak wielka pajęczyna rozciągnięta nad kreskami oddalających się ulic. Widziane z góry zachwycają urodą. Nic dziwnego, że dachy Paryża zgłoszono do listy światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Są symbolem miasta, charakterystyczne jak haussmannowskie kamienice. Fotogeniczne, romantyczne, po prostu paryskie. Od dawna przyciągają uwagę artystów i kochanków, nie tylko ze „Skradzionych pocałunków” Truffauta. Niczym grzbiety fal sięgają odległego, najwyższego wzgórza Montmartre, dla wielu serca Paryża, o którym Szopen wykrzykiwał, że to „najpiękniejszy ze światów”. Do dziś Montmartre uwodzi mitem „nędzy usłanej różami”, legendą artystycznej bohemy, dziewczynami o oczach zielonego absyntu, wolnością, którą nie da się nasycić, labiryntem brukowanych uliczek, światłem starych latarni, miłością w blasku księżyca. Na horyzoncie bieli się kopuła bazyliki Sacré-Coeur wzniesionej dla odkupienia upadku ducha. To u jej podnóża wznoszą się i opadają monumentalne schody, na których w noc sylwestrową wypija się morze szampana i niebezpiecznie tłucze szkło na szczęście.

Obrót drugi. Po przeciwnej stronie Montmartre’u zastygła meandrująca w dole Sekwana, której nabrzeża już są na liście dziedzictwa kultury. Rzeka dała początek miastu, które dzieli na lewy i prawy brzeg, wijąc się łukiem przypominającym kobiecą pierś, w jaką wtula się Paryż. Wielu wierzy, że to właśnie od słowa pierś (po francusku sein) pochodzi nazwa Sekwany (Seine), a nie od „seine”, czyli sieci rybackiej. Rzekę spina 38 mostów. Każdy ma swoją legendę. Od najstarszego Pont Neuf, z którego można zejść na cypel Vert Galant, tworzący skwer zalotnika, amanta, kobieciarza, gdzie na środku Sekwany zaczyna się Paryż – aż po most Zakochanych (Pont Marie) spełniający pomyślane pod nim miłosne życzenia, czy most Mirabeau, pod którym – jak wiemy od Kostrowickiego vel Apollinaire’a – niejedna miłość płynie. Na rzece można dojrzeć cumujące barki, duże kołyski bujane wiatrem. Ich mieszkańcy przycumowali życie do Sekwany. Zasypiają pod Luwrem i budzą się z widokiem na wieżę Eiffla, tę żelazną damę, wyniosłą jak strzelisty kandelabr. Dla jednych flagowy maszt piękna, dla innych zwiędła łodyga, wieża wiertnicza, odwrócona noga w podartej pończosze – wszak jej ojciec, Gustaw Eiffel, był wynalazcą podwiązkowego pasa. Jest najczęściej odwiedzanym monumentem w całej historii ludzkości. Już ponad 200 milionów istnień ludzkich wdrapało się na nią, a wielu pod jej długimi nogami szampańskim wystrzałem witało niejeden Nowy Rok.

Obrót trzeci. Tuż u podnóża diabelskiego koła odsłaniają powabne kształty Pola Elizejskie, najpiękniejsza aleja świata, gdzie noworoczne fajerwerki są najgłośniejsze, a ocean złotych bąbelków w tę noc jedyną nawet największych gburów upoi radością. „Czy w południe, czy o północy – wszystko, czego zapragniesz, znajdziesz na Champs-Élysées” śpiewał Joe Dassin. To symbol francuskiej dumy narodowej, część Drogi Triumfalnej, osi łączącej Luwr z Wielkim Łukiem La Défense. Na niej gromadziły się tłumy paryżan witające generała de Gaulle’a po wyzwoleniu Francji i rozpalano ogniska, by zmazać „piętno” butów nazistowskich żołdaków depczących to wyjątkowe dla Francuzów miejsce. Na niej odbywają się największe uroczystości państwowe, defilady wojskowe, manifestacje patriotyczne, rytualne obejmowanie władzy przez nowo wybranych prezydentów, którzy w dniu zaprzysiężenia idą lub jadą odkrytym samochodem w dół lub górę Pól Elizejskich. No i właśnie na niej najhuczniej wita się Nowy Rok. Jeden bal już trwa – „Bal wampirów” w sąsiadującym z Champs-Élysées teatrze Mogador. Musical wyreżyserował Roman Polański, opierając się na scenariuszu swojego głośnego filmu, o którym powiedział: „Zrobiłem go, gdy byłem piękny i młody”.

Koniec. Trzeci obrót diabelskiego koła dobiegł końca. Trzeba wysiadać, zejść na ziemię. Ziemię, co kolejny raz obiegła Słońce. Pewnie, nieuchronnie, na czas. Przed nami szampańskie buum!!! Bum w nieznane. Tam będzie dobrze. Tam musi być dobrze. Uwierzmy, że Nowy Rok będzie najlepszym rokiem w naszym życiu. Nadzieja? Złudzenie? Chimera? Być może, lecz bez tych trzech siostrzyczek trudno żyć. Niech prowadzą na bal.






Najpopularniejsze

Zobacz także