X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Para w ruch… – Tygodnik Angora

Para w ruch… – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 18 kwietnia 2015

To jeden z najzdrowszych sposobów przygotowywania potraw. Ciążyła na nim klątwa, że jest to jedzenie mdłe i pozbawione smaku, bo „wszystko tak samo jest zrobione, warzywa, mięso czy ryba”. Tymczasem nic bardziej mylnego. Dzisiaj obalimy jeszcze jeden stereotyp, że jak na parze, to tylko wodnej.


W domu najczęściej przyrządzamy dania na parze w specjalnych bambusowych koszyczkach, jakie za parę groszy można kupić w każdym sklepie z azjatyckimi przysmakami. Ustawia się wtedy taki koszyczek na wielkim garze z gotującą się wodą. Do koszyczka wkłada chińskie pierożki z mięsem albo z krewetkami, na to kolejny koszyczek z rybą, potem z warzywami. Na koniec kapelusik i wszystko się pięknie paruje. Dno koszyczków trzeba wymościć listkami kapusty.
Na parze przyrządza się także wiele sosów, ale do tego lepszym narzędziem jest coś w pół drogi między durszlakiem, lecz bez dziurek, i patelnią. Mnie się trafiło jak przysłowiowej ślepej kurze ziarno, bo za niewielkie pieniądze kupiłem „trzypiętrowe” specjalne urządzenie do gotowania na parze. Co do instrukcji obsługi, nie zgadzam się z jedną sprawą. Ryby zostawiam na najwyższym, trzecim „piętrze”, bo inaczej to i brokuły, i kurczak będą mi pachniały jak dorsz. No, ale to już kwestia gustu.

Stereotypy
A parzyć możemy nie tylko na wodzie. Do tego celu możemy wykorzystać mleko (to daje niesłychane efekty, a jak jeszcze doleje się do niego kilka kropli… koniaku!), a dalej piwo i cydr, tak obecnie w Polsce popularny. Do cydru można dodać nieco calvadosu, wytrawnej wódki jabłkowej. Piwo lepiej zostawić w spokoju, bez żadnych dolewek. Jeśli gotujemy „coś” przez dłużej niż 40 minut, to trzeba zacząć od litra płynu. Potem sukcesywnie należy dolewać go w niewielkich ilościach. Mięsa lepiej jest nie kłuć nożem, tylko dotknąć opuszkiem kciuka, by sprawdzić, czy jest gotowe, ale warzywa i rybę można. Sok, jaki z nich wypłynie, musi być niemal przezroczysty. Wtedy gotowanie jest skończone.

Ryba? Tak. Jagnię? Nie
W gotowaniu na parze fantastycznie wychodzą wszystkie gatunki ryby. Łosoś czy sandacz w skórze, z której potem go delikatnie zdejmujemy, są takie, że palce lizać. Mięsa niemal wszelkie, choć osobiście nie przepadam za tak przyrządzoną wołowiną czy kotletem wieprzowym. Jagnięcina zupełnie się do tego nie nadaje. Natomiast drób jest przepyszny.

Nie możemy żałować świeżych ziół, przede wszystkim rozmarynu, tymianku, majeranku, wspaniałe są listki szałwii, kilka ziaren pieprzu syczuańskiego i jałowca. Rybie nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie. Na przystawkę mogą być maleńkie cukinie z żółtą papryką, w oliwce z tymiankiem, suszonymi pomidorami, solą morską, papryką espelette i drobniutko posiekaną truflą, podane na kromce ciemnego, wiejskiego chleba. Langustynki, faszerowane kapelusze pieczarek, mus z kurzych wątróbek, krem z ogórków z miętą czy z zielonych szparagów. Na deser jabłka karmelizowane w cydrze albo gruszka w anyżku. A na główne danie?
Eskalopki kurczaka i halibuta kroimy na wąskie paski. Rozdzielamy „korony” brokuł. Kilka pieczarek pociętych w plastry. Maleńkie marchewki. Kawałki pietruszki. Por. Plastry słodkich patatów. Maleńkie pomidorki. Posypujemy ziołami jak powyżej. I teraz na parę, z dodatkiem whisky, do gotującej wody. A potem na talerz. A do tego białe, barokowe Tursan, pełne wanilii i aromatycznej egzotyki w bukiecie. Najlepiej Barona de Bachen, rocznik 2009.






Najpopularniejsze

Zobacz także