X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Nowe knajpki, bistra i cielęcina Orłowa

Nowe knajpki, bistra i cielęcina Orłowa

Artykuł wprowadzono: 27 lutego 2022

Restauracji w Paryżu jest tyle, że roku by nie wystarczyło, aby każdego dnia być w innej. A tutaj tymczasem powstają wciąż nowe, a że pora nad Sekwaną bardziej jesienna niż zimowa, chociaż śnieg też czasami poprószy, to i menu jest bardziej takie sezonowe. Kuchnia francuska, podobnie jak polska, ma swoje wersje – „letnią” i „zimowo-jesienną”. Część szefów zapewnia, że ta druga nie musi być ciężka, obfita ani tucząca.

Na mapie Paryża pojawiło się kilka nowych miejsc, do których warto zajrzeć. W eleganckiej XV dzielnicy, gdzie możemy trafić do kilku miejsc zachwycających zarówno pod względem wystroju wnętrz, jak i kuchni, otwarto bistro Rice Trotters. Promują się hasłem: „Surfujemy po kuchniach”. Raz sałatka libańska, w następnym tygodniu trafimy na curry po tajsku albo na przysmaki z przepysznego menu indyjskiej i pakistańskiej sztuki gotowania. Od kormy po kurczaka vindaloo na ostro z ziemniakami. Zupełnie inne przeżycia proponuje Pinky Bloom, w wytwornej XVI dzielnicy przy avenue de New York. Ceny porównywalne do Rice Trottersa. Też w granicach 15 euro. Sama nazwa zobowiązuje. Wchodzimy i mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w bombonierce. Wszystko na różowo. Ściany i sufit. Szaleństwo w kolorze „pinky”. Także na talerzu. Różowy łosoś z różowymi wiśniami i różowym… pieprzem. Ciasteczka też różowe, bo z truskawkami lub malinami. A do popicia w kielichu albo różowy milkshake, albo wino – oczywiście rose. Tylko Różowej Pantery brakuje. Ale zerknijmy do jesienno-zimowego menu tych nowo otwartych bistr, które często hołdują tradycyjnej kuchni francuskiej, a dobrze i obficie zjeść według tych kanonów kulinarnych nie oznacza, że nam waga skoczy.

Orloff i i inne przysmaki

Ragoût z jagnięciny to może być ozdoba wieczorku przy kominku. Z rozmarynem i z czerwoną fasolką. Albo kurczak faszerowany cytryną z oregano. Posypany siekaną kolendrą z parmezanem. Lub perliczka w sosie śmietankowym z miętą. Do tego maleńkie cukinie i bakłażany. To kuchnia z południa Francji, a tamtejszym szefom można zaufać – gotują smacznie i bardzo zdrowo. A my bierzemy się do cielęciny. To mięso ma bardzo mało kalorii i tłuszczów. Jednocześnie jest bogate w selen i w witaminę B₃. Również bezcenna dla naszego zdrowia jest cebula. Bardziej ta biała, chociaż czerwona jest tak dekoracyjna, a bretońska, żółta, słodka w smaku. Ponoć najwięcej wartości ma jednak biała. Cebula to skarbnica potasu i wapnia, tak ważnych dla naszych kości. Według niektórych badań jedzenie cebuli dwa, trzy razy w tygodniu ma też chronić przed rakiem. I oto piekarnik. 180 stopni Celsjusza. Tniemy cebulę, a potem ser z Jury – Comté – bogaty w fosfor i wapń. Do naczynia wlewamy dwie szklanice białego wytrawnego wina, wrzucamy listki laurowe, najlepiej zerwane z drzewa przed domem, są świeże. Listki laurowe mają wartości antybakteryjne. Układamy na to kawałki cielęciny. Obkładamy plastrami boczku. Tymianek. Suszona bazylia. Kilka gałązek rozmarynu i rozgniecioną nożem na płask cielęcinę na godzinę wkładamy do piekarnika, co jakiś czas polewając ją sosem. Orloff. Nazwa wzięła się od pewnego francuskiego kucharza. Wzięty mistrz kucharski Urbain Dubois, który był znany ze swoich nietuzinkowych przepisów, przyrządził taką cielęcinę dla Aleksieja Fiodorowicza Orłowa – ambasadora Rosji w Paryżu w XIX wieku. Niestety, ja tam nie byłem i miodu ani wina nie piłem, ale przepis jest. A do tego przepyszne, białe wytrawne Jurançon – prosto spod Pirenejów.




Najpopularniejsze

Zobacz także