X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Niewinność – Tygodnik Angora

Niewinność – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 30 kwietnia 2016

Paryski nie-co-dziennik

I to jaka? Męska! Pierwotna! Estetyczna! Niewinność, której uosobieniem jest dobroduszny, naiwny, podszyty dzieckiem artysta. Często wyszydzany, ale przekonany o swym talencie, ba, geniuszu. Samouk kierujący się intuicją. Mówiono, że jest głuchoniemym malarstwa nieznającym jego reguł. Malował instynktownie, introwersyjnie, nieomal autystycznie.


Jego twórczość balansowała między ocierającymi się o kicz słońcami i księżycami w pełni, płasko nakładanymi na obrazy. Ich nieruchoma światłość była próbą zaprzeczenia odwiecznemu porządkowi rzeczy: przemianie dnia w noc, życia w śmierć. To oczywiste, że to nie mogło się udać. Ale próbował. Próbował i został wielkim archetypem malarstwa naiwnego. Na jego retrospektywę – „Celnik Rousseau, archaiczna niewinność” ściągają do paryskiego Muzeum d’Orsay tłumy, gdzie skonfrontowano magię jego obrazów z dziełami tych, których inspirował: Picassa, Gauguina, Delaunaya, Légera, Maxa Ernsta i innych.
Henri Rousseau (1844 – 1910), zwany Celnikiem, w 1868 roku zamieszkał w Paryżu, z którego już nigdy nie wyjechał. Mieszkał przy ulicach Rosselet 25, Sevres 135, Maine 14, Gassendi 36 i Perrel 2 na Montparnassie. Dwukrotnie owdowiał i stracił piątkę z siedmiorga dzieci. Umierały na gruźlicę – jak pierwsza żona Clémence, o której mówił, że to ona trzyma jego pędzel z farbami. A wziął go do ręki późno, bo około czterdziestki, by namalować swój pierwszy księżyc w pełni zawieszony nad parą kochanków w „Nocy karnawałowej”. Około pięćdziesiątki przeszedł na emeryturę, aby zająć się wyłącznie malarstwem. Był pracownikiem paryskiej akcyzy sprawdzającym towary wjeżdżające do stolicy – stąd jego przydomek „Celnik”, nadany mu przez Alfreda Jarry’ego (ten od Króla Ubu). Jednak – tak jak w jego twórczości zmieniającej rzeczywistość w oniryczną wizję – i w jego biografii nie można oddzielić prawdy od fantazji.

Paryż z obrazów Celnika jest spokojny i prowincjonalny, jakby malarz chciał uciec z miasta tam, gdzie dorastał, w małych miasteczkach Laval i Angers. Widać na nich parki, aleje, młyny, topole, wędkarzy, dzieci z wielkimi oczami. Pojawia się latająca maszyna na niebie i alegoryczna „Wojna”. Na obrazie o tym tytule kobieta z szeroko otwartymi ustami, z uniesionym mieczem w jednej ręce i dymiącą pochodnią w drugiej, galopuje na czarnym koniu przez polanę z ludzkimi ciałami. Ciała są bez uniformów, nagie, jedynie z domieszką czerni i czerwieni.

Rousseau bywał ulicznym skrzypkiem. Żył nędznie. Marzył, by zostać wielkim, bogatym malarzem. Jeden z jego obrazów (Portret kobiety) nabył za pięć franków Picasso, co stało się okazją do słynnego bankietu na cześć Celnika w legendarnym Bateau-Lavoir, jednej z ostatnich hucznych libacji na Montmartrze. Przyszli Jacob, Braque, Steinowie i wielu innych artystów bohemy. To wtedy Rousseau miał powiedzieć do Picassa: „My obaj jesteśmy największymi malarzami naszych czasów”, co rozbawiło wszystkich, z wyjątkiem Hiszpana. Ale z czasem Kandinsky nazwie Celnika „ojcem nowego realizmu”, a jego twórczość wywrze wpływ na futurystów, surrealistów, sztukę art brut.

Płaski styl malowania Rousseau, bez perspektywy, przysparzał mu krytyków i prześmiewców, lecz barwność i anegdotyczność zachwycała. Inspirowały go stare pocztówki, fotografie, albumy. Malował fragmenty świata, którego nigdy nie widział. Szczególnie obrazy dżungli zrobiły z niego sławnego malarza. Malował je z wyobraźni. Dzikie żywe zwierzęta widział tylko w zoo, a jedyną dżunglą, jaką kiedykolwiek zobaczył, był paryski park Jardin des Plantes.

Obrazów z motywem dżungli namalował ponad dwadzieścia. „Zaklinaczka węży” to paleta głębokich zieleni. Nad jeziorem czarna kobieta na tle białego nieba gra na instrumencie. Naga, młoda, piękna. Zaklina i węże, i życie nasze. Oczy ma szeroko otwarte, błyszczące w mroku niczym ślepia wielkiego kota, dzikiej bestii uśmiechającej się do ofiary w samym środku tropikalnej burzy. „Koń zaatakowany przez jaguara” – biały, z rozwianą grzywą, raczej obejmowany przez jaguara. Ma szczególny wyraz pyska, żadnego strachu, choć nie uniknie najgorszego. A w ogóle, co robi biały koń w dżungli? „Śpiąca Cyganka” – wędrowna, bosa, smagłolica w orientalnej sukni. Obok mandolina i dzban wody. Śpi. Zbliża się lew, ale jej nie pożera. Czy to efekt światła księżyca?

Ostatnia pełnia księżyca jest na obrazie „Sen” – artystycznym testamencie malarza. W tropikalnym lesie naga kobieta na sofie drzemie na jawie. Przygrywa czarny grajek, a z olbrzymich kwiatów wyłaniają się egzotyczne ptaki, para przyjaznych lwów, oko słonia. Ta anielica to Jadwisia, polska przyjaciółka malarza. Obraz porównywano do staroorientalnej sztuki, dopatrując się barw w kilkudziesięciu tonacjach. Apollinaire uznał, że promieniuje takim pięknem, że już nikt nie będzie śmiał zakpić z Celnika.

Kilka miesięcy później malarz zmarł na gangrenę. Brancusi wyrył na kamieniu nagrobnym epitafium napisane przez Apollinaire’a: Żegnaj, dobry Rousseau, zostawiamy ci pędzle, farby i płótno, byś dalej tworzył swe święte nieróbstwo twarzą w twarz z gwiazdami.
No i z księżycem w pełni na niebie.






Najpopularniejsze

Zobacz także