X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Nie gilotyna, lecz aukcyjny młotek – Tygodnik Angora

Nie gilotyna, lecz aukcyjny młotek – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 3 października 2015

Sztućce, obrazy, fotele zaszczycone siedzeniami monarchów, portrety pędzla damy, która umknęła z szafotu – te przedmioty trafiły na aukcję Sotheby w Paryżu. Wcześniej doszło do przepychanki między spadkobiercami pamiątek po królach, którzy rządzili Francją przez prawie tysiąc lat.


Henryk Orleański, pretendent do tronu Francji, odszedł w 1999 roku. Książę Paryża zrobił rzecz niewybaczalną – nie pozostawił majątku potomkom, w tym skarbów pamiętających monarchię. Nie odziedziczyło tego żadne z pięciorga dzieci Henryka, który przekazał wszystko Fundacji świętego Ludwika. Dzieci nie odpuściły. Poszły ze sprawą do sądu. Jeszcze za życia księżnej Paryża, która zmarła kilka lat po Henryku Orleańskim, nie dało się tego węzła gordyjskiego przeciąć. Po odejściu księżnej, we wrześniu 2013 roku, paryski trybunał zarządził, że „królewskie skarby” należą do spadkobierców Henryka. A ci nie pozostawili wątpliwości – nie chodziło im o pieczołowicie przetrzymywane dziedzictwo, lecz o pieniądze, bo aż dwieście eksponatów przekazali na aukcję.
Królewskie głowy spadały pod gilotyną – królewskie pamiątki dobił młotek. François, pracownik domu aukcyjnego, który już niejedno widział na oczy, nie kryje zdumienia: – Wszyscy jesteśmy zaskoczeni tą aukcją. Henryk Orleański przekazał te rzeczy Fundacji, by ta zadbała o taką pamiątkę, o taki kawał historii Francji. Serce się kraje na myśl o tym, że te rzeczy mogą wywędrować nie wiadomo dokąd i się rozpłynąć – mówi. Henryk Orleański miał nosa, że spadek zapisał Fundacji, a nie dzieciom. Wśród przedmiotów, jakie trafiły na aukcję, są trzy, które Ministerstwo Kultury uznało za skarby narodowe. W ten sposób nie mogą one opuścić granic Francji. Wśród nich dwa portrety pędzla kobiety doprawdy niezwykłej.

James Bond blejtramu
Elisabeth Vigee le Brun, mając 34 lata, stała się ulubienicą dworu Ludwika XVI. Była jedynym artystą, któremu Maria Antonina pozwalała się portretować, a królowa – o której powiadają, że była „jedyną, która na dworze nosiła spodnie” – była kobietą o twardym charakterze. Początkowo wyśmiewano się z niej za sposób ubierania się, ale po pewnym czasie jej stroje weszły do kanonu mody w Wersalu. A zatem zyskać względy takiej monarchini w epoce, gdy portret na blejtramie był tym, czym dzisiaj jest fotografia, to sztuka nie byle jaka. Elisabeth uwieczniała na płótnie wizerunki nie tylko królowej Marii Antoniny, ale także wielu możnych dworzan i dam dworu. Większość położyła głowy na szafocie.

5 października 1789 roku Ludwika XVI i Marię Antoninę, pod eskortą pik, rewolucyjny tłum przewiózł z Wersalu do Paryża. Tam osadzeni w lochach zostali zgładzeni. Tego samego roku wieczorem Elisabeth, która wspomina, jak ludzie wygrażali w kierunku okien, za którymi skryła się w pałacu, uciekła razem z dziewięcioletnią córeczką. Wybrała trasę karkołomną. Dyliżans do Lyonu odjeżdżał o północy. Ruszał z Faubourg Saint-Antoine – tam tętniło serce rewolucji. Towarzyszami podróży byli – pewien zakapior znany z napadów rozbójniczych („był brudny do nieprzytomności i śmierdział jak prosię”) oraz wysoko postawiony jakobiński działacz, który skinieniem palca skazywał setki na gilotynę. Na szczęście jej nie rozpoznał. Z Lyonu dotarła do Sabaudii. Przez Alpy przedarła się do Włoch. Była wolna. „Była w pełni świadoma tego, że nie trzeba popełnić błędu, by być uznaną za winną i zginąć na szafocie” – stwierdził jeden z krytyków przy okazji właśnie otwartej wystawy prac Elisabeth Vigee Le Brun. Ojciec – znany malarz. Mąż – marszand i utracjusz. Ona – feministka, która wyprzedziła epokę.

Jej portrety cieszyły się wielkim wzięciem od Florencji po Petersburg. A gdy wróciła do Francji, trafiła na dwór Josephiny Bonaparte. Twarda kobieta otoczona słabymi mężczyznami. Zmarła w wieku 96 lat. Na nagrobku napis: „Nareszcie mogę odpocząć”. Jej obrazy można obejrzeć w Grand Palais i można było je kupić na aukcji królewskich pamiątek w Sotheby w Paryżu.

Meble, płótna et cetera
– Trudno sobie wyobrazić, aby takie cacka jak Order świętego Ducha mogły wywędrować poza granice Francji i zniknąć – opowiada jeden z organizatorów aukcji. Ten order nosił Ludwik Filip. Znawca odznaczeń epoki, Patrick Hourcade, jest zdania, że „wbicie się między te wszystkie eksponaty to jak wejście na dwór Ludwików”. I to nie tylko wchodzenie na salony Wersalu, ale i zaglądanie do sekretnych miejsc schadzek, do alkowy, także Napoleona. Serwety na stół Mesdames Adelaidy i Wiktorii, córek Ludwika XV, który ku zdumieniu koronowanych głów ożenił się z polską księżniczką Marią, córką wygnanego z kraju Stanisława Leszczyńskiego. Dalej wycenione na tysiąc euro zdobione złotem jedwabne puzderko Marii Amelii, księżnej Neapolu i Sycylii. Na znacznie więcej, bo 350 tysięcy euro, wyceniono akwarele i gwasze, a wśród nich „Panowie na dworze księcia Orleanu”. Obok portretów Elisabeth Vigee Le Brun to dzieła, która „zaklepał” skarb państwa. Miałby je dla Ministerstwa Kultury kupić Bank Francji. Frederic Rouivillois, profesor prawa i pisarz, nie może tego pojąć, „w jaki sposób można się pozbywać takich bezcennych zabytków, jak na przykład notes z zapiskami Ludwika XIV czy kawałek z płaszcza świętego Ludwika”. – To może szokować – mówi – tym bardziej że rodzina istnieje poprzez przechowywanie tego, co posiada, co zgromadziła przez stulecia. Pod młotek trafiło wiele eksponatów, które mogą radować duszę wielbiciela monarchii, a tych w republikańskiej Francji nie brakuje. Pod młotek trafiły: bukiet kwiatów wysadzanych szlachetnymi kamieniami, z którym do Pierwszej Komunii świętej przystępował Filip Orleański, oraz pierścień ze złota, na którym wygrawerowano profil Henryka Burbona, księcia Bordeaux. (MB)

Na podst.: Le Figaro, Le Monde,
Le Parisien






Najpopularniejsze

Zobacz także