X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Następca Cieślewicza – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Następca Cieślewicza – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 19 września 2015

Rozmowa z wybitnym plakacistą polsko-francuskim Michałem Batorym
– Kiedy 27 lat temu zamieszkałeś w Paryżu, Roman Cieślewicz, jeden z największych grafików polsko-francuskich jeszcze żył. Czy zdążyliście się spotkać?




Michał Batory:– Zawsze chciałem go poznać i dzięki mojemu wujowi, Andrzejowi Łapickiemu, to się udało. Oni się znali. Kiedy wyjeżdżałem do Paryża, Andrzej Łapicki napisał do niego słowo, dzięki czemu poznałem mojego maitre spirituel, za jakiego uważałem Cieślewicza. Był profesorem plakatu w najlepszej paryskiej szkole grafiki Penninghen. Spotkaliśmy się na kawie, pokazałem mu swoje prace, dał mi kilka wskazówek i na tym się skończyło. Później, na początku lat 90., przygotowywałem moją autorską książkę Mévoire, wydaną w 200 egzemplarzach na inskrypcję. Zorganizowałem jej wernisaż w małej galerii w dzielnicy Marais i ku mojemu zaskoczeniu Roman przyszedł. Kupił książkę i powiedział: Panie Batory, widzę, że obaj jesteśmy optymistami. I poszedł. I tyle było moich kontaktów z Romanem Cieślewiczem, który do dziś jest dla mnie mistrzem plakatu.

– Czujesz się jego kontynuatorem?
– On był konstruktywistą, a ja pochodzę z Łodzi, miasta konstruktywizmu. Fotomontaż też pochodził od konstruktywistów. Cieślewicz był im bliski i miał ten lekki surrealizm, jaki i u mnie można zobaczyć. Kontynuacja? Nie wiem. Może jestem bliżej Magritte’a, ale pewne powiązania z Cieślewiczem są, jakaś kontynuacja, jakaś podobna myśl, no i ta fotografia, która nie jest detalem. Zawsze miałem tendencję iść w kierunku fotograficznego obrazu i fotomontażu, a polska szkoła plakatu raczej poszła w kierunku malarstwa i pewnie również dlatego byłem bliżej Cieślewicza niż np. Tomaszewskiego czy Starowieyskiego.

– Przeczytam ci jedno zdanie innego mistrza plakatu, Jana Lenicy: „Na wystawie czy w galerii sztuki plakaty przypominają egzotyczne ptaki przeniesione z dżungli do klatek ogrodu zoologicznego. Są piękne, ale smutne”. Sam wystawiałaś w prestiżowym muzeum Arts Décoratif przy Luwrze.

– Plakat, który dostał wystawiennicze miejsce w Luwrze, to piedestał, co nie znaczy, że uważam, aby jego miejscem była galeria, przeciwnie, lepsza dla niego jest ulica i przechodnie jako jego publiczność, ale wystawy robić trzeba, choćby ze względów pedagogicznych, a te najlepiej się sprawdzają w galerii czy muzeum. Sądzę więc, że od czasu do czasu plakat powinien znaleźć się w muzeum, bardziej w muzeum niż w galerii, bo to dobre miejsce, aby pokazać jego skondensowaną myśl w dłuższym okresie, albo jak zmieniał się przez lata w twórczości konkretnego artysty.

– Jak ewoluuje sztuka plakatu?
– Kiedy pojawiło się wideo, to wszyscy bali się, że to koniec filmu. Ja nie boję się o plakat, on jest sposobem myślenia, a nie techniką. Jeśli zniknie papier, pojawią się inne nośniki, na których będzie można tę wizualną myśl przedstawić i ubrać w formę. Ta ewolucja może iść w kierunku animacji, co już widać, zwłaszcza w internecie. Powstanie nowa kategoria plakatu, który będzie animowany – ani nie będzie klipem filmowym, ani statycznym obrazem, czymś pomiędzy. To może być nawet ciekawsze dla plakacistów – umieścić w nowej formie ruch i anegdotę i tego nie przegadać. Jeden lub kilka ruchów, które wzbogacą statyczny obraz. Na ulicach jest coraz więcej nośników numerycznych, prędzej czy później wyprą papier. Na razie są za drogie, papier jest ciągle tańszy, nawet druk jest tańszy niż zainstalowanie i upowszechnienie efektywnego nośnika na ulicy. Za kilkanaście lat to się zmieni, będą tylko numeryczne ekrany, a na nich nowy rodzaj plakatu – nie drukowany, lecz animowany.

– W twoich plakatach można zauważyć, że balansujesz na granicy świata realnego i wyimaginowanego. Czym jest dla ciebie świat wyimaginowany?
– To świat, dzięki któremu mogę coś powiedzieć. Forma paraboli, dzięki której mówi się to samo, ale ciekawiej. Dlatego też pewien rodzaj ucieczki w świat surrealizmu jest mi bliski, potrzebny, by wypowiedzieć się nie wprost, a poetycko zaszyfrowany. Wtedy jest to trafniejsze, bo nie jest skończone między A i Z, nie ma jednej możliwej interpretacji, jednej odpowiedzi. Odbiorca może wybrać inną interpretację, własną, tu zostawiam mu wolność, jednocześnie coś do niego mówiąc.

– Jak Michał Batory pojmuje sztukę?
– Sztuka jest tak ważna jak ten gen odkrywców, który nosimy w sobie. Odkrywamy, zdobywamy… To rodzaj awangardy, która niekoniecznie jest przeliczalna, opłacalna, logiczna. Bez niej, bez sztuki, ludzie by się zanudzili. Artyści odkrywają, ale nie wiedzą co, coś, czego jeszcze nie ma. Odkrywają, ponieważ nie mają zlecenia na konkretne odkrycie, mają zlecenie, żeby pokazać coś nowego, coś, co jest ukryte w ich umysłach. Bawiąc się w te odkrycia, wpadają na rozwiązania coraz ciekawsze, które pchają do przodu inne rozwiązania. I tak to się toczy. Są strażą przednią, jak naukowcy odkrywający rzeczy, z których jeszcze nie zdaliśmy sobie sprawy. Sztuka jest jak podróż, jak odkrywanie nowych miejsc, w których jeszcze nie byliśmy. Ale idziemy, w nieznane, bo pcha nas tam ów gen odkrywców, dzięki czemu stajemy się bogatsi. Tyle!






Najpopularniejsze

Zobacz także