X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Nad grobem Apollinaire’a (Tygodnik Angora)

Nad grobem Apollinaire’a (Tygodnik Angora)

Artykuł wprowadzono: 29 października 2016

Paryski nie-co-dziennik

Peter Orlovsky i ja szliśmy nieśpiesznie przez Père-Lachaise obydwaj wiedzieliśmy że umrzemy i trzymaliśmy się za nasze nietrwałe ręce w podobnej do miasta minia­turze wieczności mijając ulice drogo­wskazy skały wzgórza i imiona na wszystkich kwaterach w poszukiwaniu zaginionego adresu Znakomitego Francuza Pustki by oddać nasz zbrodniczo tkliwy hołd jego bezradnemu menhirowi i złożyć mój nietrwały Skowyt Amerykański na jego milczącym Kaligramie żeby mógł czytać między wierszami Rentgenowskim wzrokiem Poety jak w cudowny sposób odczytywał kiedyś w Sekwanie strofy własnej śmierci (…)*.



Apollinaire Kostrowicki? Kwatera nr 86 mister Ginsberg. To tam stoi ów menhir, nieociosany głaz górujący nad grobem znakomitego Francuza (ale i Polaka) Pustki. Przed dniem Wszystkich Świętych poszedłem śladem wiersza Allena Ginsberga, jednego z liderów Beat Generation, literacko-kontrkulturowego ruchu opartego na psychodelicznym doświadczeniu drogi, również tej, której uniknąć się nie da, jednocześ­nie mentora tegorocznego noblisty Boba Dylana, choć ciągle nie wiadomo, czy ten nie pójdzie w ślady Sartre’a i nagrody nie przyjmie.

Père-Lachaise to swoisty top zaświatów dorównujący popular­nością wieży Eiffla. Cała armia znamienitych duchów krąży w urokliwych zakamarkach rozległego wzgórza kryjącego smukłe cyprysy, marmurowe kolumny, stare kapliczki. Niektóre mogiły tworzą cenną galerię nagrobnych rzeźb dekorowanych wyszukaną sztukaterią i reliefami. Inne zapadają się, osuwają, gubią kamienne okruchy krzyży, aniołów, twarzy swych właścicieli wymazywanych przez deszcz, wiatr, słońce. Zapomniani, jeszcze imienni, wkrótce bezimienni. Doliczono się tu miliona pochówków, po których zostało 200 tys. imiennych mogił, w tym ponad 400 polskich. Nad grobami śmiercią gęstniejącymi krążą kruki i wrony, niektóre grzebią w butwiejących liściach, inne czyszczą dzioby o nagrobne krzyże.

Z wysokości nagrobnego kamienia Apollinaire’a oddala się malowniczy widok na Paryż. Guillaume Albert Vladimir Alexandre Apollinaire Kostrowicki z pierwszego i ostatniego imienia utworzył pseudonim, pod jakim poznał go świat. Jego matka, polska szlachcianka Angelika Kostrowicka, piękna awanturnica i równie namiętna hazardzistka, bywalczyni kasyna w Monte Carlo, nigdy nie wyjawiła, kto jest ojcem Guillaume’a. Dzieciństwo i młodość spędził w Monako, Cannes i Nicei. Mając 20 lat, osiadł w Paryżu, gdzie… Pod mostem Mirabeau płynie Sekwana i nie jedna miłość. Jak ta do angielskiej guwernantki Anny Playden, do malarki Marie Laurencien, ognistej arystokratki Lou, czyli Louise de Coligny-Châtillon, profesorki literatury Madeleine Pagès, do której Apollinaire wysyłał miłosne wyznania z okopów pierwszej wojny, służąc w Legii Cudzoziemskiej, aż został ranny w głowę po wybuchu granatu i przeniesiony do rezerwy, czy do pięknej rudowłosej Jacqueline Kolb poślubionej na kilka miesięcy przed swoją śmiercią. W wieku 38 lat, na dwa dni przed końcem pierwszej wojny, zabiła go epidemia grypy hiszpanki. Wtedy: Rozszarpały mnie zazdrosne ojczyzny; mnie – Rozsądek, mnie – Sztukę, mnie – Miłość.

Pomimo przedwczesnej śmierci awangardowy autor Alkoholi i Zamordowanego poety naznaczył całą generację artystów Montparnasse’u. Jego wrażliwość i nienasycona ciekawość uczyniły z niego odkrywcę i animatora nowego typu ekspresji artystycznej, jakiego nie znano od czasów Baudelaire’a, jak twierdził Breton. Związał się z fowistami, sympatyzował z kubistami, torował drogę surrealizmowi (wymyślił ten termin), wędrował drogami orfizmu. Dużo czerpał z seksualności, zwłaszcza w powieści erotycznej (dla niektórych pornograficznej) – „Jedenaście tysięcy pałek” czy w poetyckiej prozie „Gnijący czarodziej” o niemożności porozumienia między kobietą i mężczyzną. Wydał też antologię dzieł erotycznych „Mistrzowie miłości”. Fascynował się sztuką afrykańską, ale i kulturą popularną, plakatem, teatrem, cyrkiem, kinem, fotografią. Założył pismo „Wieczory Paryskie”, a z Alfredem Jarrym i André Salmonem – „Ucztę Ezopa”. Liryk przejawiający upodobanie do groteski, absurdu, kpiny. Wolny umysł, choć uparty i porywczy, o wręcz żarłocznym apetycie na życie.

Przy jego grobie deszcz rozmywa położony przez kogoś tom Alkoholi i zdjęcie Allena Ginsberga z pisma Les inRocks, zrobione na cmentarzu w amerykańskim Lowell. Tym razem nie jest on z Orlovskym, a z Bobem Dylanem przy nagrobnej płycie innego legendarnego beatnika Jacka Kerouaca. Widać, jak Ginsberg czyta książkę, być może ów Skowyt, co wcześniej złożył na milczącym Kaligramie wielkiego mistrza Pustki, od jakiej dzieli nas rzecz najkruch­sza na świecie – życie, na chwilę wytrącone z wieczności.

*Fragment wiersza w przekładzie Bogdana Barana






Najpopularniejsze

Zobacz także