X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Myślę, bo kobietą jestem – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Myślę, bo kobietą jestem – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 5 marca 2016

Osobnik z rodzaju Homo, zazwyczaj o dwóch chromosomach X, to dziś pewna siebie, wyzwolona, błyskotliwa kobieta. Do niej będzie należał świat albo nie będzie go wcale, żeby strawestować formułę innego osobnika z rodzaju Homo, tego o jednym chromosomie X i jednym Y.


– Jestem kobietą – napisała we wstępie do „Drugiej płci” zmarła 30 lat temu Simone de Beauvoir, by po drobiazgowej analizie sytuacji na tysiącu stron dojść do słynnej konkluzji: „Nikt nie rodzi się kobietą, lecz się nią staje”. Książka, wówczas bestseller, wywołała skandal. Camus nazwał ją „obelgą i hańbą dla samców”, Watykan wpisał na indeks dzieł zakazanych, a Sartre, towarzysz życia autorki, ironizował: „Kobieta nigdy nie wie, czego chce, ale nie spocznie, dopóki celu nie osiągnie”. Wiele się zmieniło, już wie, czego chce, a i Paryż rodzaju męskiego to jakieś gramatyczne nieporozumienie, dawno przebrzmiały teatr, nie rzeczywistość. Paryż to kobieta, którym rządzi kobieta – Anne Hidalgo.

Nad Sekwaną Dzień Kobiet zbiega się z dniem pięknoducha poety. Przypadek, bo kobiety mocno stąpają tu po ziemi, nierzadko wzbudzając lęk u mężczyzn. Z okazji 8 Marca wiele witryn księgarń udekorowano dziełami kobiet. W najbliższej mi – przy ulicy Parmentier – patrzą na mnie Frida Kahlo, Virginia Woolf, Sylvia Plath, Sylviane Agacinski, Rosa Luxemburg, Ingrid Bergman czy George Sand, ta, która przez dziesięć lat trzymała w ramionach schorowanego Szopena. Chodziła w spodniach, paliła fajkę, przyjęła męskie imię, aby podkreślić, że kobiety to mężczyźni rodzaju żeńskiego, a mężczyźni – kobiety rodzaju męskiego, ale nie wierzyła w braterstwo między płciami, które – jak twierdziła – zawsze kończy się formą kazirodztwa. Dziś rozmywanie się tradycyjnych kodów tożsamości płciowej jakby przyśpieszyło – męskość się feminizuje, kobiecość maskulinizuje. Kobiety na wszystkich możliwych polach aktywności przystosowują się do tradycyjnych ról męskich. Robią to ostrożnie, bez ostentacji.

I tak oto, po raz pierwszy w historii Francji, kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn na każdym poziomie kształcenia (68 proc. dziewcząt wobec 56 proc. chłopców zdaje maturę, a na poziomie uniwersyteckim już od kilkunastu lat przeważają intelektualnie). Inne wskaźniki pokazują, że im jest ich więcej w zarządach przedsiębiorstw, tym bardziej rośnie rentowność. Również podczas kryzysu bezrobocie kobiet rośnie wolniej niż mężczyzn, co świadczy o ich większej przydatności dla rynku pracy i biznesu, na co wskazuje powiedzenie, że gdyby bank Lehman Brothers był bankiem Lehman Sisters, toby nie zbankrutował. No i w polityce osobniki XX są coraz aktywniejsze, ba, nawet przestępczość dziewcząt, tradycyjnie znikoma, wzrosła o 83 proc. w ciągu ostatnich pięciu lat.

Samczy gatunek pokornieje. Zagrożony psychiczną kastracją gubi swoją płeć i żegna się z władczym dyktatem przeszłości. Niepewne istoty zdetronizowane z pozycji władców świata i głowy rodziny będą smażyć konfitury, pchać wózek, rozpieszczać dzieci i chwalić się sukcesami swych kobiet. Jedna z nich, Marie-Claude Peyrache, szefowa najbardziej przedsiębiorczych „mózgów kobiecych” z wpływowej organizacji European Professionnal Womens’s Network, już przepowiada z apetycznym przekąsem sukcesu: „Pewnego dnia to my, kobiety, będziemy chronić naszych słabnących na ciele i umyśle mężczyzn”.

W witrynie innej księgarni napotykam Coco Chanel, Susan Sontag, Colette, Amelie Nothomb, Nathalie Kosciusko-Morizet i… przestrogę zagubionego Irvinga Stone’a: „Uważaj, psychika kobiet to wielki, ciemny las. Wielu zbłądziło w nim śmiałków”. Ale idę. Przede mną Basia, Jola, Magda – trzy Gracje, trzy dzielne galerzystki flirtujące z kakofonią współczesnej sztuki. Konkurują z pół tysiącem paryskich galerii. To piękny, acz chimeryczny biznes, nieprzypadkowo władają nim kapryśne Muzy.

„Galeria Basi Embricos” przy ulicy Jardins Saint Paul od ponad dekady angażuje się w eksponowanie fotografii, wideo, design, sztuki nowych technologii. Współuczestniczyła w wydarzeniach organizowanych przez Muzeum Picassa, Centrum Pompidou, Fundację Cartiera. Kilka ulic dalej, przy rue Gravilliers – „Galeria Joli Sidi”, a w niej – „Samotność”, wystawa poświęcona pamięci pewnej kobiety, która wyruszyła w podróż, z której nie ma powrotu. Jeszcze dalej, przy rue Amelot, trafiam do „Galerii Magdy Danysz” – trzy poziomy na 500 mkw. oferują wystawienniczy rozmach, zwłaszcza artystom spod znaku street art, art numeric czy pop surrealismu. Magda pierwszą paryską galerię otworzyła, mając 17 lat – dziś ma galerie również w Szanghaju i Londynie.

Przy ulicy Amelot, w białym wnętrzu jej galerii, obserwuję, jak w delikatnych ścinkach rozmywa się twarz mężczyzny. Osobnik z rodzaju Homo XY dokonuje żywota. Kobiety wygrywają pierwsze potyczki, po których przyjdzie czas na rozstrzygające bitwy. Świat bez różnic między płciami, świat androgynii. Sami dla siebie będziemy synem, córką, ojcem, matką, mężem i żoną, i sobą samym, jak wieszczył Artaud, najbardziej schizofreniczny poeta paryski.






Najpopularniejsze

Zobacz także