X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Miłość nie tylko w czasach zarazy Walentynki

Miłość nie tylko w czasach zarazy Walentynki

Artykuł wprowadzono: 13 lutego 2022

Paryski nie-co-dziennik

W dniu Świętego Walentego słuchałem ćwierkania Pani redaktor „radia bzdet” życzymy wszystkiego naj naj naj wszystkim zakochanym bo to dzisiaj ich święto cip cip cip

Nie, to nie Márquez. To… Tadeusz Różewicz. Urodzony 100 lat temu, zmarły 100 miesięcy temu. Wziąłem poetę, a raczej jego Regio: Et autres poèmes w przekładzie Claude’a-Henry’ego du Borda do kafejki przy ulicy Paradis (rajskiej), zagubionej między Hôtel Amour (miłości) a pasażem Désir (pożądania). Wziąłem do kafejki zakochanych, bo walentynki poprzedzają paryski „dzień poety”. Przy stolikach – intymna mowa ciał, w zupełnie innych od Márqueza czasach zarazy. Wirus, epidemia, pandemia… Owszem, ale i erotycznego pobudzenia. Miasto miłości. Miasto, które jest kobietą, choć męskie nosi imię. Jak George Sand, co z trzech słów – „kocham, więc jestem” – uczyniła credo swojego życia. Paryż to nie jest kobieta łatwa, to kobieta wymagająca, nie oddaje się na pierwszym spotkaniu. Aby ją poznać, potrzeba czasu, a gdy się ją pokocha, odsłoni całą swoją magię miłości, ukryte zakątki wyrafinowanej przyjemności, gdzie szczytuje nie tylko to walentynkowe poruszenie.

– Miłość to sprawa rytmu, tempa, dopasowania ciał – podsłuchuję mimo woli tę mowę ciał. – To ucieczka od monotonii, nudy, przemijania. To bestia, choroba napędzana biochemicznym paliwem… Albo ów cud fantastyczny, obdarzający swój obiekt uwielbienia uczuciem wręcz sakralnym. Miłość magiczna, figlarna, przebiegła. Któż jej nie pragnął? Któż nie pragnął chwycić ją w sidła pożądania? Czasem się z nich wymyka, czasem w nich umiera. Koniec końców – jak pisał jeden z nieszczęśliwych kochanków – kocha się swoją żądzę, nie to, czego się pożąda, a w innych – nadzieję. To żaden koniec końców. Jest – i jeszcze, i znowu poeta Różewicz (Nocna zmaza):

jesteś ciepła żywa zdyszany miotam nasienie w twoje cienie odległe o całą ziemię owoc pęka wyrzucony z nocy

Jest i sen, i jawa, i miłość. Mistrzyni zaklinania rzeczywistości. Wszystkie historie to historie miłosne. Nie ma innych. Wszystko, co najwznioślejsze, jest z miłości. Ale i wszystko, co ułomne, nienawistne, złe, także u swojego źródła może mieć miłość – wypaczoną, nieudaną, stłumioną. Zakochani koczownicy, tułacze poszukujący miłości. Nikt nie jest zwolniony z konieczności uwodzenia. To fortel natury, nad którym czuwają religie, sztuka, media, biznes, reklama. Życie to uwodzenie. Uwieść to odnieść sukces. Do arsenału uwodzenia należą praktyki siły, prestiżu, obietnic, pochlebstwa. Lubimy stroszyć piórka nie tylko po to, aby uwieść kogoś, lecz także siebie samych.

Wielką sceną uwodzenia jest internet przypominający bal maskowy, na którym maski wybierają inne maski, testują uwodzicielskie predyspozycje, idealizują ego. Uwodzenie dawno przekroczyło granice miłosnych relacji, stało się siłą napędową strategii reklamowych, marketingowych, politycznych, stało się strzelistym aktem komunikacji, co się wdziera we wszystkie sfery życia. W czasach zarazy szczytują w Paryżu wyborcze igrzyska kampanii prezydenckiej. Mityngi, wideoklipy, telewizyjne debaty. Nawet bliskie (politycznie) sobie pary uwodzą innych. Obiecują wiele. Z lewej strony kokietuje mer Paryża, pani Hidalgo, i senioralny Mélenchon, z prawej – prezydent Macron i madame Pécresse, a najdalej na prawo podnoszą uwodzicielski głos ci najradykalniejsi, kobieta silna – Marine (Le Pen) – i równie silny, elokwentny Zemmour.

W czasach obumierania tradycyjnych ideologii narcyzm kreuje nowe ideologie wybujałej wizji samego siebie. Z lęku przed nicością i błahością świata stale rozszerza swoje granice – od polityków, poprzez artystów, po anonimowych obywateli uwikłanych w codzienność i sieć portali społecznościowych. Lista najemników samouwielbienia jest długa. Nikogo nie dziwi skłonność do koncentracji na sobie, bo rozwój jest dziś „o-s-o-b-i-s-t-y”, czego dowodzą niezliczone publikacje tego sektora. Marketing „ego” to coraz lepiej prosperujący biznes. Jego częścią staje się używanie przyjemności, celebra fizis, miłosna fluktuacja, gdzie seks jest czynnością zabawową i higieniczną, a miłość swoistą ideologią szczęścia. Miłość, jak wszystko, jest w kryzysie. Czy nie za dużo od niej oczekujemy? Może, ale na koniec tych wszystkich „koniec końców” znowu poeta i znowu Różewicz (Zasypiając):

byliśmy jak zwierzęta zanurzone w przyśpieszonym oddechu zwierzęta które rozmnożyły się tak zatrważająco nieobliczalnie zwierzęta tajemnicze które urodziły boga a potem go zabiły

Czy dlatego, że bez posiadania siebie nie można posiąść innych, nic, niczego? Gra w miłość i tak potoczy się dalej. Wszystkiego naj naj naj, cip cip cip, kukuryku.

Leszek Turkiewicz




Najpopularniejsze

Zobacz także